• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 
W krainie wilka i niedźwiedzia Email
Bieszczady - przełom roku 2007/2008

© Grzegorz Leśniewski
Bieszczadzka mgła© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Wilk© Grzegorz Leśniewski

Przełom roku 2007/2008 już tradycyjnie zastaje mnie wraz z Markiem Kołodziejczykiem w Bieszczadach. I choć w przeciągu dwóch dni muszę pokonać trasę prawie 1000 km, to coraz częściej i z coraz większym sentymentem wracam w te piękne i dzikie góry. To już trzeci rok naszych zmagań z bieszczadzkimi drapieżnikami. Przyjeżdżając tutaj 2 lata temu, tak na prawdę nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wiele wyrzeczeń i potu będzie kosztować nas ta górska przygoda.

Pozwólcie, że zacznę od kilku wersów kombatanckich wspomnień dla wszystkich niewtajemniczonych w naszą historię.

W Bieszczadach robimy to co zawsze, czyli brniemy po pachy w błocie i śniegu. Tropimy wilki i niedźwiedzie. Stawiamy nowe czatownie i przenosimy stare w nowe, rokujące miejsca. W naszych działaniach wspiera nas Marcin Karetta, który od początku zaangażował się w ten szalony projekt.

© Maciej Omelaniuk
Marek i koń© Maciej Omelaniuk
© Marcin Karetta
Tropienie© Marcin Karetta
© Grzegorz Leśniewski
Czatownia© Grzegorz Leśniewski
© Marcin Karetta
Czatownia© Marcin Karetta
© Marcin Stańczyk
Marcin Karetta© Marcin Stańczyk
© Marcin Karetta
Niedźwiedzi trop© Marcin Karetta

Jednocześnie staramy się spędzać jak najwięcej czasu w ukryciach. Nasze zasiadki trwają nie krócej niż kilka dni, tak aby jak najlepiej wtopić się w otaczającą przyrodę. Przede wszystkim liczymy na ponowne spotkanie z wilkami i wypatrujemy naszego wymarzonego, pierwszego niedźwiedzia. Niestety zarówno wilki jak i niedźwiedź pojawiają się przed naszym ukryciem pod osłoną nocy. Za to często obserwujemy lisy, które aby uniknąć spotkania ze swoim większym krewniakiem odwiedzają nas regularnie za dnia. Czasem przychodzi też młody koziołek, któremu jak widać nie brakuje ani charyzmy ani temperamentu.

© Grzegorz Leśniewski
Lis© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Koziołek© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Lis© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Sarna i lis© Grzegorz Leśniewski

Przemierzając góry w poszukiwaniu drapieżników coraz częściej zadzieramy głowy ku górze z myślą o skrzydlatym władcy bieszczadzkich przestworzy– orle przednim. W trakcie długich tygodni w ukryciu, z nadzieją spoglądamy w niebo wypatrując znajomej sylwetki.

© Marcin Stańczyk
Ukrycie© Marcin Stańczyk
© Marcin Stańczyk
Ukrycie© Marcin Stańczyk

Gdy w połowie grudnia, udaje nam się w końcu wypatrzeć charakterystyczny punkt na szczycie jodły, serca zaczynają bić szybciej. Czujemy w kościach, że kolejne spotkanie to już tylko kwestia czasu i cierpliwości...

© Grzegorz Leśniewski
Orzeł przedni© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Orzeł przedni© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Orzeł przedni© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Orzeł przedni© Grzegorz Leśniewski

Przedniak przylatuje regularnie przez dwa dni, a następnie znika tak szybko jak się pojawił. Czekamy na niego jeszcze jakiś czas, niestety bez efektu.

Pod koniec roku po raz pierwszy udaje nam się stwierdzić rysia w okolicy naszej czatowni. Regularnie przez kilka dni obserwujemy tropy kotki z młodym. Niestety tygodniowa zasiadka nie przynosi żadnych rezultatów. To nasze kolejne niespełnione spotkanie z tym drapieżnikiem. Tak się dziwnie składa, że od 3 lat ocieramy się o rysia w różnych miejscach i czasie. Najbliżej szczęścia jesteśmy wiosną 2007 roku na tokowisku głuszców na Roztoczu. Ryś zabija tokującego koguta 20 m od naszego ukrycia wprost przed obiektywami. Niestety od „zdjęć życia” dzieli nas sosnowy pagór, który zasłania całą sytuację. Przez kilka dni nie możemy z Markiem dojść do siebie. Te niespełnione spotkania pobudzają nasz apetyty i wyobraźnię, a przede wszystkim dają motywację do dalszego działania.

fotografia z archiwum autora
Grzegorz i Marekfotografia z archiwum autora

Początek roku 2008 na długo pozostanie w mojej pamięci. W styczniowy wieczór po raz pierwszy zobaczyłem upragnionego, dzikiego niedźwiedzia, i to w podwójnym wydaniu :-).

© Grzegorz Leśniewski
Niedźwiedź© Grzegorz Leśniewski
© Grzegorz Leśniewski
Niedźwiedzie© Grzegorz Leśniewski

Po 4 dniach siedzenia na drzewie, udało mi się w końcu wykonać „pamiątkowe” fotografie tego drapieżnika. Choć zarówno światło jak i perspektywa pozostawiają wiele do życzenia, to dla mnie zdjęcia te otwierają kolejny rozdział mojej zwariowanej, bieszczadzkiej przygody. Rozdział, który jak się wkrótce okaże, szybko zacznie zapełniać się nowymi stronicami...

W marcu jeszcze raz próbuje swoich sił w zasiadce na niedźwiedzia. Tym razem towarzyszy mi Marcin Stańczyk, który dzielnie znosi tygodniowy karcer. Przyzwyczaiłem się już, że przed ukryciem kompletnie nic się nie dzieje. Czasem przejdzie tylko zaciekawiony koziołek czy przeleci sójka lub dzięcioł. Piątego dnia pojawia się w końcu misiek. Obserwuję go przez ...1 sekundę. Swoją drogą jestem pod ogromnym wrażeniem szybkości z jaką porusza się ten na pozór ociężały zwierzak :-)

© Grzegorz Leśniewski
Koziołek© Grzegorz Leśniewski


Magia miłosnej pieśni >>
 
zobacz również:
Galeria
Galeria w formie pokazu slajdów
Fotorelacje
Tak naprawdę, nie lubię fotografować (wywiad)
http://www.GrzegorzLesniewski.pl/

wybrane fotografie:
zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

zobacz powiększenie w galerii

Wild Wonders of Europe
Na początku roku 2008, Grzesiek, jako jedyny Polak, zaproszony został do udziału w programie Wild Wonders of Europe (Dzikie Cuda Europy). Wild Wonders of Europe to największe na świecie przedsięwzięcie związane z fotografią przyrodniczą. W ramach projektu przez prawie 2 lata 55 wybitnych fotografów przyrody będzie poznawać i uwieczniać bogactwo natury, ale nie ich rodzimych stron, lecz innych zakątków kontynentu. Ich celem jest ukazanie niezwykłego dziedzictwa natury Europy i rozbudzenie większej troski o jej ochronę. W ramach projektu Grzesiek odbyl dotychczas dwie wyprawy w Alpy Tyrolskie i na Stepy Akermańskie.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif