• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Majstrowanie przy hajstrach
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Majstrowanie przy hajstrach Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski Był dla nas symbolem dzikiej, ginącej przyrody, a na takie najchętniej polowaliśmy z aparatem. Bardzo nam przy tym zależało, by z jego życia podpatrzeć i ukazać jak najwięcej.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bociany czarne© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Gdy przed laty zaczynaliśmy, bocian czarny – bo o nim tu mowa – nie korzystał jeszcze z żadnych specjalnych form ochrony. Gdy niedawno kończyliśmy, trzeba już było specjalnych zezwoleń. Czy jednak miało to jakieś znaczenie dla zdjęć?

MAJSTROWANIE PRZY HAJSTRACH

Bocian czarny, inaczej hajstra, rzadki, legendarny, puszczański, a do tego... bajecznie kolorowy!! Czegóż więcej potrzeba fotografom? Po dziś dzień ekscytują się więc tym okazałym przedstawicielem leśnej ornitofauny. A najbardziej – goście z Europy Zachodniej, gdzie bocian ten prawie wyginął. Jeszcze trzydzieści lat temu zdawało się, że tak będzie i u nas. Ówcześni, jakże wtedy nieliczni fotografowie przyrody mieli więc dodatkowe usprawiedliwienie dla majstrowania przy hajstrowych gniazdach, później już zakazanego: oto uwieczniamy dla potomnych ginący, a nieznany gatunek ptaka! Gdy w 1972 roku Włodek Łapiński na organizowanym w tamtych czasach Biennale Fotografii Przyrodniczej w Poznaniu dostał Grand Prix m.in. właśnie za zdjęcie gniazdującej pary bocianów czarnych, wtedy jeszcze czarno-białe, krew w nas zagrała: my też chcemy mieć to upragnione trofeum, i to w kolorze!

Twarde lądowanie

Pierwsze spotkanie było tyleż niespodziewane, co dziwne. Szliśmy podnóżem wysokiej, borem sosnowym pokrytej wydmy, rozglądając się po żylastych, pionierskich, niskimi konarami obarczonych sosnach.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bocian czarny© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Nagle przeleciał między nimi jakiś pokaźny cień i jednocześnie ujrzeliśmy na bocznym konarze spory stos suchych gałęzi. Bocian buduje gniazdo? Teraz, w pierwszych dniach lipca, kiedy ptaki te powinny mieć już w gniazdach spore młode? I w takim miejscu? Zaczątek gniazda był niecałe trzy metry nad ziemią, a po wejściu na szczyt wydmowego pagóra można było do tego jeszcze nieukończonego kosza lęgowego zajrzeć z góry, stwierdzając zresztą, że jest pusty i nawet bez wyściółki. Przyszedłszy tu po miesiącu spostrzegliśmy, że nie zostało ukończone. Wiadomo, że bociany czarne obok gniazd właściwych mają też tzw. gniazda tokowikowe , prymitywnej budowy, na których wyczyniają różne godowe wygibasy. Ale to na początku pory lęgowej, w połowie kwietnia. Ale teraz, w lipcu!?

Zagadka miała się wkrótce wyjaśnić. Za ciągiem wydm była rozległa, bagienna kotlina, porośnięta starym olsem. W samym centrum tego ostępu kryło się gniazdo hajstr. Ale zimą wycięto parohektarowy zrąb, zostawiając na jego środku drzewo z gniazdem i obok ze dwa drzewa „dla osłony”. Wtedy nie istniały jeszcze przepisy o ochronie strefowej i tego rodzaju barbarzyństwo było na porządku dziennym. Ptaki, zastawszy wiosną w swym domostwie takie spustoszenie, nie przystąpiły do lęgu. Ale nie rozładowana potrzeba budowania i poprawiania gniazda odzywała się przez cały sezon i bociany to tu, to tam utykały pęki gałęzi.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bocian czarny© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Podobnie zachowują się swojskie boćki białe, gdy u progu wiosny stracą gniazdo. Potrafią wtedy zaśmiecić patykami całą wieś, wtykając je gdzie popadnie (nawet między druty telefoniczne) i rozpoczynając budowę wielu gniazd, których nigdy nie kończą.

Po paru latach znaleźliśmy jednak na szczycie sąsiedniej, wysokim borem porośniętej wydmy prawdziwe gniazdo. Wyglądało, jak wielka czapka rzucona na dwa długie, chwiejne konary sosny, zawieszone wysoko nad leśną drogą. Na wierzchu widać było czerwoną kreskę dzioba wtulonego w gniazdo, zawzięcie wysiadującego bociana. W tył zwrot i już nas nie ma. Dopiero po miesiącu z hakiem odwiedziliśmy to miejsce, zastając na drodze wielką plamę białych odchodów, a w gnieździe dwa rosłe pisklaki. Bociany – i czarne, i białe – w okresie karmienia młodych na długo oddalają się od gniazda, by nazbierać cały worek, czyli wole, pożywienia – głównie małych ryb. To dogodny dla nas czas, by na raty, w ciągu paru dni, zainstalować w pobliżu ukrycie dla fotografa. Przybywszy tu po kilku dniach w takim celu, obwieszeni linami, drabinami i pękami gałęzi, zastaliśmy smętny widok: z konarów zwisały resztki gniazda, a na drodze pod nim walały się szczątki okrytych już piórami młodych. Sosnowe konary okazały się zbyt wiotką i chwiejną podporą dla gniazda, zawierającego coraz cięższe pisklęta.

Wzloty i upadki

Miejscem kolejnego spotkania był ols, pełen wykrotów, komarów i kolących pokrzyw. W gnieździe było aż pięć jeszcze puchatych piskląt, a stary ptak uparcie stał przy nich jak wartownik. Gdy podchodziliśmy, brnąc przez tę dżunglę, popatrywał na nas i wcale niespieszno mu było odlatywać. Jakby nam chciał powiedzieć: na nic taszczona przez was błyszcząca rura, i tak mnie nie dosięgniecie! Dosięgliśmy, bo para okazała się wyjątkowo niepłochliwa i bez przeszkód pozwalała się fotografować ze skromnego, lekko tylko zamaskowanego ukrycia. Tyle, że w gnieździe niewiele się działo. Karmienie wypadało raz na 2-3 godziny. Niestety, najwierniejszą towarzyszką fotografa przyrody jest nuda, walcząca o palmę pierwszeństwa z rojami komarów

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bociany czarne© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bocian czarny© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy

Aż pewnego dnia coś się zmieniło. Bocian wciąż przypatrywał się pisklętom, coś jakby rozważał, a głowę najmniejszego chwytał w dziób, jakby mierząc, czy aby nie jest za mała. Chyba była, bo nagle chwycił za nią i... wyrzucił pisklę z gniazda. Zostało to zarejestrowane na czarno białym filmie.

Zdjęcie z tej egzekucji zostało zamieszczone w jednym z naszych albumów. W samym zdarzeniu nie widzieliśmy nic rewelacyjnego – skoro białe boćki nagminnie wyrzucają najsłabsze pisklęta z gniazd, to dlaczego czarne miałyby robić inaczej? I oto po 20-stu latach od tamtego wydarzenia odezwał się do nas naukowiec, badający ograniczanie liczebności młodych przez same ptaki. Co się okazało? Nasze zdjęcia są jedynym w świecie dowodem, że coś takiego robią również bociany czarne. Zatem fotografowanie, nawet jeżeli trochę płoszy ptaki, może przynieść cenny dokument! Tak to pisklę wylądowało twardo na ziemi, a my miękko w naukowym periodyku...

Odlotowy przylot

Porośnięta lasem wydma, która była widownią poprzednio opisanej wywrotki bocianiego gniazda, znalazła się w obszarze utworzonego na początku lat dziewięćdziesiątych Biebrzańskiego Parku Narodowego.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bocian czarny© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
A że lasy tu ogólnie nietęgie, mało w nich starych i mocnych drzew, załoga Parku postanowiła zainstalować szereg platform dla dużych ptaków, także dla bocianów czarnych, zastępujących mocarne konary. Był to strzał w dziesiątkę. Jedną z platform założono na wspomnianej wydmie tuż obok miejsca dawnej katastrofy. Bociany skorzystały z doskonałego fundamentu,, a my z okazji, bo blisko sosny z gniazdem rosły wysokie świerki, w których można się było świetnie zamaskować. Po uzyskaniu stosownych zgód w mig powstało nadrzewne ukrycie w postaci kaptura z łapek świerkowych,, do którego obserwator wchodził od dołu jak do pokrowca. Było tak zamaskowane, że ornitolodzy parkowi, którzy przyszli skontrolować nasze poczynania, nie mogli go odnaleźć.

Odległość od czatowni do gniazda była na tyle mała, że mogliśmy fotografować aparatem średnioformatowym Mamiya 6x4,5cm przy użyciu zooma 105- 210 mm. Powstała cała seria klasycznych zdjęć rodzinnych pary bocianów z młodymi. Duży format filmu sprawił, ze jedno z nich do dziś zdobi plafonierę w hallu siedziby Biebrzańskiego PN.

Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia i chcieliśmy też mieć zdjęcia toków pary i jej aktów miłosnych. Następnego roku ukrycie
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bociany czarne© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
zostało więc odbudowane już w marcu, przed oczekiwanym przylotem ptaków. W pierwszych dniach kwietnia na gnieździe stanął już – wedle słów mojego brata – jeden „marabut”. Dni jednak mijały, a on stał tak i stał, ciągle samotny. Nie chcąc przegapić pierwszych powitań ewentualnych partnerów, zarządziliśmy czaty. Gdy tylko ‘marabut’ poleciał sobie podjeść, mój wytrwały brat jął się wspinać po drabinie świerkowych gałęzi, taszcząc dwie torby i przewieszony koc, by mieć miękko w ciasnym ukryciu. Gdy znikał w pierwszych gałęziach, śmignęła między nimi jakaś płachta. Zgubił koc? Chyba, bo z przekleństwem na ustach ruszył w dół. Po czym zeskoczył na ziemię z o krzykiem: „Uciekamy”.

Bo to nie płachta ani koc mignęły w koronie drzewa, ale bocian, w panice startujący z gniazda. Już wysiadywał! Za chwilę zaczął krążyć nad nami wraz ze swym partnerem! Jakim cudem mogliśmy nie zauważyć, że para już się dobrała i rozpoczęła lęg? Mniejsza z tym, trzeba stąd znikać, bo spłoszone na samym początku wysiadywania ptaki mogą już nie powrócić, a na dobitkę niedaleko słychać kruki – szabrowników jaj. Decyzja: ja ostentacyjne odejdę, skupiając na sobie wzrok ptaków, a mój towarzysz zaszyje się w gąszcz młodych świerków i sprawdzi: wrócił ptak do gniazda, czy nie. Bez wiedzy o tym nie moglibyśmy w nocy spać!

Po kwadransie terkoce komórka: wrócił! Uff! Przeżyliśmy najbardziej odlotowy przylot ptaka w naszym życiu!

Miękkie, choć mokre lądowanie

Zostawiliśmy nasze boćki w spokoju już do końca sezonu, by z satysfakcją odkryć, że była to jedyna w najbliższej okolicy para hajstr,
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Bocian czarny© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
która tamtej wiosny wyprowadziła pisklęta. I to aż cztery dorodne sztuki!! Z próbami fotografowania godów wstrzymaliśmy się na dwa lata. Po czym uwieczniliśmy wszystko co trzeba: toki, przepędzanie rywala, miłosne zbliżenia, wyściełanie gniazda mchem i niezliczone portrety gospodarzy. A w międzyczasie odkryliśmy malownicze leśne bajoro, gdzie bociany wciąż się kąpią, suszą, łowią. Setki zdjęć i cała tęcza barw, jakimi mieni się hajstrowe upierzenie. Przepisy przepisami, papiery papierami, ale jeżeli podchodzi się do rzeczy bez nachalności, spokojnie i z rozwagą, wyniki będą korzystne i dla fotografów, i dla fotografowanych. To uwaga dla tych, co chcieliby świat przyrody zadrutować i obwarować zbiorem okrutnych zakazów. Dla wszystkich szczerozłota myśl: ustępujcie przyrodzie, ona wam to wynagrodzi!
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif