• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Konkursy arrow Konkurs: Jak fotografować sóweczki
 
Konkurs: Jak fotografować sóweczki Email
Autor: Waldemar Krasowski   

Sóweczka (Glaucidum passerinum) to ptak, dla którego zdjęć – nie waham się powiedzieć – ryzykowałem życie.
Leśny gnom
Leśny gnom © Waldemar Krasowski
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8, 1/20s, f/4, -1/3EV, ISO 800
Lecz zanim do tego doszło, miałem wiele bliskich spotkań z nią, podczas których moje życie nie było zagrożone w stopniu większym, niż podczas zwykłej przechadzki w parku miejskim. Fotografowanie sóweczki jawiło mi się zatem jako stosunkowo łatwe przedsięwzięcie, szczególnie że w odróżnieniu od pospolitszych sów, gatunek ten nie obawia się człowieka, toleruje niewielki dystans i daje się fotografować bez ukrycia. Dotyczy to zresztą większości borealnych ptaków, które ewoluując na bezludziach dalekiej północy czy tajgi, nie zdążyły jeszcze wykształcić i zakodować sobie strachu przed człowiekiem.

Pozostawało mi tylko „dostać się” do sóweczek. Otóż to! Jak znaleźć i dostać się do sóweczek – to właściwszy tytuł dla tego felietonu, niż jak je fotografować...

Przez szereg lat, sóweczka była dla mnie ptakiem niemal mitycznym - wiedziałem, że występuje u nas wyspowo, wiedziałem gdzie jej szukać, znałem nawet ludzi którzy widywali
Sóweczka bajkowa
Sóweczka bajkowa © Waldemar Krasowski
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/250s, f/8, -1/3V, ISO 800
ją regularnie, ba – także tych, którzy prowadzili badania nad tym gatunkiem, lecz zanim sam ją zobaczyłem - minęło ładnych parę lat.

Znajomy ornitolog i przewodnik po Białowieskim Parku Narodowym, prowadził wtedy grupę amerykańskich birdwatcher’ów, którzy w tym właśnie celu zawitali do Polski. Gotowi byli płacić prawdziwymi (i jakże pożądanymi wówczas) amerykańskimi dolarami, za możliwość ujrzenia tego ptaka w jego naturalnym środowisku. Arek wspaniałomyślnie pozwolił mi dołączyć do grupy cudzoziemców, nie wziąwszy ani grosza. Godzinę przed zachodem słońca wyjechaliśmy do lasu, zatrzymując się na skraju potężnego boru, tuż przy polsko-białoruskiej granicy. Z nadzieją dreptałem na końcu grupki dewizowych gości, przemierzającej malowniczy starodrzew, o równie malowniczej nazwie „Kozłowe Borki”. Po kilkuset metrach marszu przewodnik nakazał nam postój, a sam osobliwie pogwizdując, znikł w wiekowej świerczynie. Po krótkiej chwili wynurzył się stamtąd z sóweczką! Niemal dosłownie - kiedy wrócił na ścieżkę,
Z mrówkami w tle
Z mrówkami w tle © Waldemar Krasowski
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/30s, f/7.1, -1/3EV, ISO 800
za nim, jak jego dobry znajomy, wyleciał samczyk sóweczki i usadowił na szczycie wielkiego świerka, wprost nad głową Arka, pogwizdując zupełnie jak on. W grupie Amerykanów zapanował w tym momencie kompletny chaos - w nagłym amoku wpadali na siebie nawzajem, tratując współtowarzyszy i przewrócone lunety Swarowskiego i z zadartymi wysoko głowami usiłowali dojrzeć to maleństwo. Maleństwo tym mniejsze, że siedzące na wys. mniej więcej 10-go piętra...

A wypatrzyć takiego mikrusa, wśród gigantycznych drzew, jest niezmiernie trudno! Miałem później jeszcze wiele razy się o tym przekonać... Nie dość, że jest to najmniejsza sowa występująca w Europie, to jeszcze przebywa najczęściej w gęstych i ciemnych koronach niebotycznych drzew. Mimo że jest sową o dziennym trybie życia (podobnie jak inne północne gatunki, tj. sowa śnieżna czy jarzębata), najaktywniejsza bywa o zmroku i o przedświcie, ale milcząca i nieruchoma - jest praktycznie niezauważalna, nawet w samo południe. Nieco łatwiej ją dostrzec kiedy przelatuje
© Waldemar Krasowski
W cieniu świerka
W cieniu świerka
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/40s, f/8, ISO 1600
między drzewami, prostolinijnym i zaskakująco szybkim lotem, a najłatwiej jest wypatrzyć wołającego samca w porze godowej. Pogwizduje on w bardzo charakterystyczny sposób, nadymając przy tym białawe podgardle i wykonując lekki „dyg”. Ten ledwie dostrzegalny ruch bardzo pomaga zauważyć i w efekcie sfotografować ptaka.

Do wykonania zdjęć sóweczki należy podejść bardzo metodycznie: po pierwsze dowiedzieć się tyle o tym gatunku i jego zwyczajach, ile tylko się da. Po drugie - znaleźć go w terenie i po trzecie - zaopatrzyć się w odpowiedni sprzęt. I wcale nie mówię tu o oczywistym sprzęcie fotograficznym, ale nietypowym, specjalistycznym, o którym potem.

Zainteresowanych biologią sóweczki, odsyłam do ogólnodostępnych źródeł – literatury ornitologicznej (np. Metody badań i ochrony sów, ISBN 83-87331-71-6) lub internetu. Natomiast swoim paroletnim doświadczeniem z wyszukiwania i fotografowania tego ptaka, chętnie podzielę się z Czytelnikami na łamach niniejszej rubryki. A zatem do dzieła.

W Polsce najszybciej znajdziemy sóweczkę w Puszczy Białowieskiej, Sudetach i Karpatach. Ja „na sóweczkę” jeżdżę zawsze do Puszczy, w okolice Białowieży, choć widywałem je także w Bieszczadach i Beskidzie Żywieckim. Wyszukiwanie naszych modelek trzeba rozpocząć najpóźniej w połowie marca, kiedy w lesie wciąż zalegają resztki śniegu, a najlepiej jeszcze jesienią, w roku poprzedzającym sezon w którym chcemy fotografować. We wrześniu-październiku samce sóweczek są bardzo aktywne i łatwiej można je wtedy spotkać. W niektórych latach zdarzało mi się słyszeć je, nawołujące terytorialnym głosem, już pod koniec sierpnia. Dlaczego wspominam o głosie terytorialnym? Bo ten nas najbardziej interesuje. Otóż jeśli samiec woła głosem terytorialnym (serie monotonnych gwizdów „wiiiu-wiiiu-wiiiu...”), to obwieszcza w ten właśnie sposób „sąsiadom”, że dany rewir jest już zajęty. A skoro zajęty, to istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że będziemy go tutaj regularnie spotykać. A może nawet uda nam się odnaleźć dziuplę lęgową? Sóweczki zajmują dziuple po dzięciołach średniej wielkości, o małej średnicy otworu wlotowego (ok. 45mm). Zazwyczaj jest to dziupla, do której aby wejść, sóweczka musi się każdorazowo przeciskać. Jest to naturalna i skuteczna ochrona przed kunami, szczególnie licznymi w środowiskach borowych.

Jesienią, kiedy samiec przestał się już opiekować potomstwem (samica opuszcza młode w pierwszych dniach po ich wylocie z gniazda), śpiewem definiuje na
© Waldemar Krasowski
Do startu gotowy...
Do startu gotowy...
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/50s, f/8, -1/3V, ISO 1600
powrót granice swego terytorium. Dlatego jest to bardzo dobry okres, by chociaż w przybliżeniu określić miejsca, w których będziemy próbować potem szczęścia wczesną wiosną, aby wrócić tam po raz kolejny już z aparatem w dłoni. Marzec to kolejny świetny okres na znalezienie sóweczki. Samce wykazują wtedy najwyższą aktywność głosową, zaczynają się pokazywać w parze z samicą i przeganiają inne samce. Jeśli dodamy do tego brak listowia na drzewach – jesteśmy w połowie drogi do sukcesu. W kwietniu większość samiczek zasiądzie już twardo na jajach, toteż nasze szanse zmaleją przynajmniej o połowę, a drzewa pokryją się liśćmi, skutecznie kryjąc samca, którego bardzo trudno jest potem dostrzec, nawet wtedy kiedy dostarcza partnerce i pisklętom pożywienie, a robi to 2-3 razy dziennie zaledwie.

Najlepsza pora dnia na obserwacje, to ok. 1h przed zachodem słońca. Ciepłego, bezwietrznego i wyżowego dnia. A kiedy jeszcze słońce zachodzi na czerwono – sukces jest niemal murowany! Nie wiadomo dokładnie, czym to jest podyktowane, ale światło zmierzchu i czerwono zachodzące słońce zdają się stymulować sóweczki do szczególnie wzmożonej aktywności. Wiosną 2008 roku, w takich warunkach udało mi się znaleźć k/Białowieży aż 6 stanowisk sóweczki, na odcinku zaledwie 10km.

Gdzie i jak szukać? W głębi lasu, boru. Najczęściej jest to starodrzew, z mieszanym drzewostanem i bogatym podszytem. Cechą charakterystyczną jest niemal zawsze kępa wielkich świerków w pobliżu (lub sosen) i fragment lasu o wyraźnej piętrowości. Szczególną uwagę musimy zwracać na wiekowe dęby – prawie wszystkie sóweczki, jakie obserwowałem, z upodobaniem siadywały na rosochatych konarach tych drzew. Bardzo pomocnym jest także sprawdzanie reakcji innych ptaków na głos sóweczki. Jeśli tylko potrafimy zagwizdać w sposób imitujący głos samca, w miejscu jego przebywania wywołamy natychmiastową reakcję – cały ptasi drobiazg zleci się do źródła dźwięku (kosy, sikory, świstunki i kowaliki) a las wypełni się ich głosami alarmowymi. Tutaj usłyszymy typowy głos terytorialnego samca, w tle "dzwonienie" zaniepokojonego kosa.

Kiedy poznamy terytorium, odnalezienie miejsc dogodnych do fotografowania jest już tylko kwestią naszej spostrzegawczości oraz cierpliwości. Każda para korzysta z kilku dziupli w rewirze. W jednych odpoczywa, w innych magazynuje ofiary, posila się albo nocuje a w jeszcze innej składa jaja i wyprowadza lęg. Wg literatury, dziuple takie mogą być na różnej wysokości, także do 2m nad ziemią. Niestety
© Waldemar Krasowski
Zapatrzony
Zapatrzony
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/100s, f/4, ISO 800
nie mogę tego potwierdzić, gdyż wszystkie moje sóweczkowe dziuple znajdywały się na wysokości kilku pięter. Sóweczki mają też zawsze kilka ulubionych drzew (konkretniej: gałęzi), służących im za stałe miejsca spoczynku lub przekazywania partnerce pokarmu, czy pełnienia warty po wylęgu młodych. Ziemia pod takimi stanowiskami jest zawsze mocno upstrzona białymi, widocznymi z paru kroków odchodami i usiana wręcz wypluwkami, a także piórami ofiar - drobnych ptaków leśnych. Żeby jednak odnaleźć szare i niepozorne wypluwki (wielkości ziarna grochu lub orzeszka ziemnego) musimy się niestety pochylić :-)

Nie posiadałem się z radości, kiedy ostatniego sezonu znalazłem aż dwie wystarczająco odsłonięte dziuple sóweczek, niezbyt oddalone od siebie i multum miejsc ich stałego przesiadywania. Problem był tylko jeden – wszystkie one znajdywały się na wysokości od 4-go do 8-go piętra wieżowca... Mimo to, postanowiłem się tam jakoś dostać. Z pomocą przyszedł mi fotografujący kolega, użyczając na długo swego tzw. drzewołazika (Paweł - dziękuję raz jeszcze). Magiczne, sprowadzone z USA, ultralekkie urządzenie, złożone z dwóch małych platform, w którym można wygodnie zasiąść, jak i z łatwością wejść na dowolnie wysokie drzewo. Oczywiście pod warunkiem, że ma się dość odwagi (albo nie po kolei w głowie...). Wedle załączonej instrukcji, specjalną opaską należy przypiąć prostopadle do pnia obydwie platformy, tworząc jak gdyby dwie półki, umieszczone jedna pod drugą. Wchodzi się twarzą do drzewa, stając na dolnej, górną unosi rękoma i zakleszcza na pniu. Po czym trzymając się ramionami górnej - podciąga dolną stopami i tak kolejno unosząc i zakleszczając platformy, posuwamy się sukcesywnie w górę. Osiągnąwszy cel, można opierając się plecami o pień, usiąść w ramie górnej platformy „jak w fotelu”, a dolna służy nam wtedy za podnóżek. Tak też zrobiłem. Mozolnie i z duszą na ramieniu, acz skutecznie, jak gąsienica po łodydze (i w takim samym tempie) wspinałem się na dorodnego świerka. Kiedy znalazłem się już na wysokości moich sóweczek, odwracając się od pnia mimowolnie spojrzałem w dół i omal nie spadłem! Świat zawirował a nogi ugięły się pode mną na widok odległości dzielącej mnie teraz od podłoża... Kurczowo łapałem się czegokolwiek i przylgnąłem do pnia całym ciałem, bojąc się nawet oddychać...

Wspinając się, byłem tak skoncentrowanym na poprawnej obsłudze urządzenia i wchodzeniu, że nie zwracałem większej uwagi na pokonaną drogę. A szok tam na górze czeka nas niesłychany :-) Trzeba dobrej chwili (u mnie ok.
© Waldemar Krasowski
Tak najczęściej widzi się sóweczkę...
Tak najczęściej widzi się sóweczkę...
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8, 1/80s, f/6.3, ISO 400
kwadransa) aby oswoić się z nową sytuacją i wysokością przyprawiającą o zawrót głowy. Upadek z tak wysoka zakończyłby się niechybną śmiercią, a mego ciała zapewne długo by nie odnaleziono... Z uwagi na swoje bezpieczeństwo, dobrze byłoby na czas wspinaczki mieć osobę, która asekurowałaby nas liną. Niestety, na drzewach nadających się do użycia wspomnianego drzewołaza - o prostych pniach, bez bocznych gałęzi - rzadko istnieje możliwość dogodnego zamocowania liny. Dlatego poinformujmy chociaż jakąs zaufaną osobę, gdzie i kiedy będziemy się wspinać na drzewo...

Po 30 minutach spędzonych na 15 metrach, czułem się już dość komfortowo. Na tyle dobrze, by docenić piękno i niecodzienność perspektywy, z której przyszło mi podziwiać las i fotografować jego mieszkańców. Z tego poziomu świat wygląda zupełnie inaczej - jest się „ponad wszystkim” i naprawdę wśród ptaków, nie obok nich. Momentami czułem się jak w loży jakiegoś gigantycznego teatru... Zaglądały do mnie siedzącego cicho na drzewie zaciekawione świstunki, sikory, pełzacze i oczywiście moje upragnione sóweczki. Byłem także świadkiem polowania jastrzębia, zupełnie nie spodziewającego się mej obecności w tym miejscu. Miewałem przed sobą wiewiórki i kuny, a pod sobą łanie, raz przemknął nawet wilk - bezgłośnie jak przywidzenie.

Samo urządzenie okazuje się bezpiecznym do wchodzenia i dość wygodnym, bez większego trudu spędzałem w nim 15-godzinne sesje. Wytrawnym fotoprzyrodnikom zdecydowanie polecam taki zakup. Odpowiedni drzewołaz (jest kilka modeli różnych firm) można zakupić w specjalistycznych sklepach myśliwskich, także wysyłkowo (np. w popularnym sklepie http://www.cabelas.com/) lub na aukcjach internetowych. Urządzenie znane jest pod nazwą „Tree climber”. Dokonując wyboru, należy kierować się przede wszystkim wygodą obsługi i wagą urządzenia. Im niższa, tym lepsza. Zazwyczaj sprzedawane jest ono z kompletem uprzęży, ale pamiętać należy, że nie jest to uprząż asekuracyjna do wspinaczki, tylko rodzaj szelek służących do przypięcia się do drzewa, w celu ochrony przed upadkiem na wskutek zbyt mocnego wychylenia się. W USA używane są one przez myśliwych polujących z łukiem, przy użyciu takiego właśnie drzewołazu. Te niepozorne szelki faktycznie uratowały mi życie, gdyż podczas ok. 2 tygodni spędzonych na drzewach pośród moich sóweczek, spadłbym co najmniej 3-krotnie z bardzo wysoka, kiedy to w ferworze fotograficznych przeżyć, straciłem równowagę przyjmując karkołomne pozycje dla lepszego ujęcia, albo usiłując znaleźć lukę dla teleobiektywu w plątaninie gałęzi.

© Waldemar Krasowski
Samica w dziupli
Samica w dziupli
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8, 1/25s, f/3,5 ISO 1600
Poza aparatem i obiektywem, potrzebna nam jeszcze będzie mocna lina (optymalnie 20-30m, grubości palca) do wciągania plecaka ze sprzętem (wygodniej jest wspinać się bez bagażu), statywu, kanapek, termosu itp. Spray na komary, kurtka na wypadek deszczu etc. Ponadto kilka krótkich linek z samozastrzaskowymi karabinkami (do nabycia w sklepach żeglarskich i alpinistycznych, ewentualnie budowlanych). Posłużą one do przypięcia i zabezpieczenia naszego sprzętu, bo kiedy spadnie nam jakiś potrzebny drobiazg, zejście po niego oznacza w zasadzie stratę połowy dnia zdjęciowego. Rozmontowanie sprzętu, pakowanie i opuszczenie bagażu, zejście na ziemię, powtórne wyjście, wyciągnięcie sprzętu i zmontowanie wszystkiego od nowa zajmie minimum 3-4h. Dziś do swego ekwipunku dodałbym jeszcze skórzane rękawiczki - stanowią one nieocenioną ochronę przed poparzeniem dłoni szybko przesuwająca się liną...

Statyw nie sprawdza się w tej sytuacji. Jest zbyt ciężki, na drzewie nie ma go jak rozstawić i nader łatwo może zeń spaść. Polecam zabierać ze sobą tylko kolumnę z głowicą, a w miejsce nóg dokupić rodzaj imadła służącego do przykręcania samej kolumny np. Manfrotto 349. Ja mocowałem tym kolumnę do ramy swego siedziska, co dawało w miarę pewny uchwyt dla teleobiektywu. Uchwyt dość stabilny, w każdym razie lepszy niż nic...

Podczas uprawiania takiej „fotografii nadrzewnej”, najwięcej trudności przysparza nam (prócz samej wspinaczki i konieczności pokonania lęku wysokości) ciasnota i niewygoda. Warto zatem mieć na sobie kamizelkę z odpowiednią ilością kieszeni i sakwy umocowane do pasa, mogące pomieścić zarówno podręczny sprzęt jak i prowiant na cały dzień. Kolejną trudnością do przezwyciężenia jest permanentny niedobór światła i ekstremalny brak stabilności. W lesie o charakterze pierwotnej puszczy jest zawsze ciemno - rano, wieczór czy w południe. A kiedy już słońce zajrzy na naszą mroczną scenę, tworzy oślepiające kontrasty. Dodatkowo, najlżejszy nawet podmuch wiatru czy nasze najmniejsze poruszenie powoduje, że całe drzewo mocno się buja. Przy prawie niewyczuwalnym zefirku, który zdaje się ledwie muskać naszą twarz, 30-metrowy świerk „odjeżdża” z nami raz po raz po 2m w prawo i tyleż samo w lewo. Nawet wyjątkowo cierpliwie pozującą sóweczkę będziemy mieć wtedy w wizjerze tylko przez bardzo krótki moment pokonywania tej trasy...

W tak szczególnych warunkach, o tzw. zdjęciach akcji i krótkich czasach naświetlania należy raczej zapomnieć. Z uwagi na panujący półmrok i wszędobylską plątaninę gałęzi, funkcja autofocus też
© Waldemar Krasowski
Kamuflaż prawie doskonały
Kamuflaż prawie doskonały
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/30s, f/8, -1/3EV, ISO 1600
okazuje się nieprzydatna, więc trzeba ostrzyć ręcznie. Koniecznym jest zatem użycie obiektywu o możliwie największej jasności. Moja ulubiona Tokina ATX-SD 300/2.8 spisywała się znakomicie, brakowało mi tylko korpusu ze stabilizacją (używałem wtedy Pentaxa DS bez stabilizacji), który zrekompensowałby chwiejność drzewa i mocowania sprzętu. Przy obiektywie o świetle 2.8 miałem czasy naświetlania oscylujące w zakresie 1/2 do 1/4sek. domykając przysłonę najwyżej do wartości 4 (wyjątkowo do 8, w pełni dnia przy iso 1600). W tej sytuacji jedyną techniką dającą rezultaty, była maksymalna stabilizacja z użyciem podpartych rąk i/lub kolan, przyciąganie obiektywu do siebie, opieranie kurpusu o policzek i miarowe (bez pośpiechu i "zrywania" spustu) wyzwalanie migawki na zatrzymanym oddechu. Zrobienie krótkiej serii złożonej z 3-4 identycznych ujęć, pozwala zwiększyć szanse na jedno ostre. Obiektyw o ogniskowej 300mm okazał się wystarczającym. Dysponowałem także obiektywem 500mm, ale z uwagi na jego wagę i gabaryty, zrezygnowałem z taszczenia go na drzewo, a zamiast niego używałem łatwego do schowania w kieszeni konwertera (Pentax-F 1.7x AF). Do szerokich planów i luźniejszych ujęć, kiedy sóweczki podleciałyby naprawdę blisko, brałem ze sobą obiektyw 50mm F/1.7, ale rzadko mogłem go użyć. Sóweczki dopisały, ale szybkie przepinanie obiektywów jest w takiej niewygodzie bardzo utrudnione, powoduje niepotrzebne zamieszanie i dekoncentrację, co grozi upuszczeniem jakiegoś potrzebnego drobiazgu.

Środowisko w jakim przebywają sóweczki, to wnętrza gęstych koron drzew, zazwyczaj przy pniu, czasami szczytowe ich partie. Naprawdę niełatwo cokolwiek dostrzec w ich cieniu, a co dopiero przebić się długoogniskowym obiektywem przez tę plątaninę roślinności tak, by w kadr nie wlazły nam po drodze liście albo iglaki, wszędobylskie gałązki, czy choćby niefortunnie wystający sęk. Nie wiem jakich słów użyć, by oddać jak ogromnie trudno jest dostrzec sóweczkę - ptaka żyjącego w cieniu drzew i o tak doskonałym kamuflażu w ubarwieniu! Wiele wspaniałych okazji do wyjątkowych ujęć zmarnowałem nie mogąc dojrzeć ptaka, mimo że słyszałem go wołającego tuż obok, często dosłownie na wyciągnięcie ręki. Kiedy zamierzałem sfotografować młode sóweczki opuszczające dziuplę (nota bene wyleciały dokładnie wtedy, kiedy akurat musiałem wrócić na 3 dni do domu...), przegapiłem z tego powodu fantastyczną sytuację. Na pniu osiki z dziuplą lęgową wylądował dzięcioł duży i nieświadom niczego, jął opukiwać pień w poszukiwaniu żeru. Kiedy znalazł się
Śmierć jak błyskawica...
Śmierć jak błyskawica... © Waldemar Krasowski
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8, 1/60s, f/8, ISO 800
nieopatrznie ok. 1m pod dziuplą – coś tam się zakotłowało i dzięcioł znikł nagle pod burym kształtem, który pojawił się jakby znikąd... Moment później wrzeszczący w niebogłosy dzięcioł przeleciał na wysokości mojej twarzy, dosiadany przez samca sóweczki... Gdybym zawczasu zauważył samczyka pełniącego straż przed dziuplą, miałbym chociaż cień szansy na uwiecznienie go w chwili ataku na dzięcioła. Kiedy runął na intruza z korony pobliskiego dębu, było już o wiele za późno. Sóweczka jest niezwykle szybkim ptakiem i bardzo skutecznym myśliwym. Na dowód tego zamieszczam zdjęcie, wykonane niemal przypadkiem, kiedy to fotografowałem świstunkę i w pewnym momecie zauważyłem jakąś zmianę w kadrze. Nim się spostrzegłem - świstunka była już w szponach sóweczki. Śmierć spadłą na nią jak błyskawica, wystarczyło, że sóweczka wyleciała z dziupli na parę sekund, chcąc rozprostować skrzydła.

Zanim zatem zaczniemy robić zdjęcia, trzeba koniecznie spędzić tam (tj. w koronach drzew) kilka dni na obserwacji przyzwyczajeń
© Waldemar Krasowski
Oglądamy świat (na dzień przed wylotem)
Oglądamy świat (na dzień przed wylotem)
Korpus Pentax DS, obiektyw Tokina ATX-SD 300/2.8 + TC1.7x, 1/25s, f/7.1 -1/2EV, ISO 400
danego osobnika, z różnych miejsc w jego terytorium. Mogą to być miejsca śpiewu lub odpoczynku, w pobliżu dziupli służącej do magazynowania pokarmu, noclegowej czy wreszcie lęgowej. Nabierzemy wtedy wprawy w „wyłuskiwaniu” sóweczki z otoczenia, ale przede wszystkim odnajdziemy jej ulubione miejsca, konary i drzewa, na których najczęściej siada z których potem wybierzemy te najlepsze do wykonania zdjęć.

Pozytywną wiadomością jest to, że sóweczka nie wymaga wznoszenia ukrycia. Wg moich doświadczeń, dużo bardziej niepokoi je obecność człowieka na ziemi, niż już siedzącego na drzewie czy dopiero się wspinającego. Na wysokości kilkunastu metrów często siedziałem obok sóweczek, które niemal kompletnie mnie ignorowały, odpoczywając i czyszcząc piórka zaledwie 1.5m nad moją głową, albo podlatywały na odległość paru metrów. Po tygodniu spędzonym w ich towarzystwie, traktowały mnie jak swego dobrego znajomego – chętnie towarzyszyły mi podczas wchodzenia na drzewo i obserwowały z pocieszną miną, w której jednak nie było śladu obawy.

Nie znaczy to jednak, że można je bezkarnie niepokoić. Sóweczka także ma swój dystans ucieczki, choć dużo mniejszy niż inne sowy. Jak w przypadku każdego z gatunków, pośród sóweczek także spotykałem osobniki wyjątkowo płochliwe (młode po wylocie z dziupli są niezwykle płochliwe) i jak każdy ptak skore do porzucenia zagrożonego lęgu.
Nagrodą w tej edycji konkursu był monitor komputerowy EIZO S1910.
monitor EIZO S1910
Dotyczy to w szczególności jego początkowego okresu, tj. składania jaj i pierwszych tygodni inkubacji. Przestrzegam stanowczo przed próbami wchodzenia na drzewo z dziuplą lęgową, mocowaniem na nim sprzętu fotograficznego czy usuwaniem "niepotrzebnych" gałęzi! Takie działania są niedpouszczalne i nieetyczne, a jedynie wzmogą ostrożność oraz nieufność naszych modelek i nigdy już nie zrobimy tym ptakom zdjęć, na których byłyby one spokojne i zrelaksowna, tzn. zachowujące się i wyglądające naturalnie.

Droga od znalezienia sóweczek do wykonania dobrych zdjęć jest trudna i bywa naprawdę niebezpieczna. Na prezentowanych tutaj zdjęciach, chciałem ukazać sóweczki takimi jakimi są - prawdziwie bajkowe, leśne gnomy, (ale też bardzo skuteczni zabójcy) z samego serca puszczy, przemykające jak duchy w gęstwinie gałęzi... Czy mi się udało? Nie mnie to oceniać, opinię pozostawiam Czytelnikom. Tak czy owak warto było ryzykować. Nawet własne życie.

Zachęcam gorąco do podjęcia tego trudu, bo obcowanie na co dzień z tymi niezwykłymi ptakami, w ich środowisku - a przede wszystkim na ich wysokości - dostarcza iście nieziemskich przeżyć, których nie sposób zapomnieć.


Waldemar Krasowski
http://www.aviangarda.eko.org.pl/

Waldemar Krasowski
Świat przyrody urzekał mnie od dziecka. Przy każdej okazji znikałem w nadrzecznych zaroślach i leśnych zagajnikach, gdzie z lubością podpatrywałem życie ich mieszkańców. Zanim poszedłem do 1-szej klasy, nauczyłem się czytać, żeby poznać nazwy spotykanych ptaków i wkrótce potrafiłem wymienić więcej łacińskich nazw gatunkowych, niż którykolwiek z mych późniejszych nauczycieli. Każdą wolną od szkoły chwilę spędzałem w lesie, a moja fascynacja ptakami i pięknem natury rosła z roku na rok.

Coraz częściej stawałem się jedynym świadkiem prawdziwych misteriów przyrody i będąc świadom ich ulotności, chciałem jakoś zachować i podzielić się obrazami podziwianymi podczas samotnych eskapad. W końcu, za odkładane z kieszonkowego pieniądze, kupiłem swój pierwszy, prymitywny raczej aparat i z zapałem zacząłem zaświetlać kolejne klisze. Niestety, jak można się domyślić, efekty były opłakane - na niewielu moich czarno-białych zdjęciach było cokolwiek widać... Zapisałem się zatem do kółka fotograficznego, gdzie poznałem podstawy fotografowania, ale i zdałem sobie sprawę, że potrzebuję bardziej zaawansowanego sprzętu. Kolejnym moim aparatem, z niemałym trudem zdobytym, był Zenit Fotosnajper z obiektywem 300mm, którym wreszcie udawało mi się jako tako fotografować ukochane ptaki. Uwielbiałem skradać się mierząc do nich z teleobiektywu, a bezkrwawe łowy dostarczały mi ogromu wrażeń. Niestety, po wejściu w dorosłe życie, musiałem wziąć rozbrat ze swoją pasją na wiele lat, ale po osiągnięciu względnej, życiowej stabilizacji, powróciłem do ptaków i fotografii ze zdwojoną energią. Z zaskoczeniem odkryłem wtedy, że w ostatnich latach niemal wszystko się w fotografii zmieniło – królowały aparaty z elektroniką i kolorowy slajd, o którym miałem niewielkie pojęcie i zanim zdążyłem się z nim na dobre zaprzyjaźnić, pojawiła się technologia cyfrowa.

Przez dawne sentymenty, zainteresowałem się system Pentaxa, który okazał się dla mnie wyborem najlepszym z możliwych. Szybko nadrobiłem zaległości w cyfrowej technologii, a stare, ale dobre nawyki wyniesione z analogowej ery, pozwoliły mi uniknąć wielu błędów. Aktualnie fotografuję 6-cio megapikselową lustrzanką Pentax DS, najchętniej z manualną Tokiną AT-X SD 300mm/F2.8 oraz Takumarem SMC 500mm/F4.5 stawianymi na Manfrotto. Najczęściej oczywiście ptaki i zazwyczaj blisko mego miejsca zamieszkania, bo doskonałą znajomość terenu i jego fauny uważam za jeden z najbardziej kluczowych czynników w fotografii przyrodniczej. Ostatnio zapuszczam się też na Ukrainę, w bezkresne bagna Polesia wołyńskiego i gigantyczne rozlewiska Prypeci. To moja Arkadia, miejsca absolutnie magiczne, gdzie czas jak się zdaje, stanął w miejscu dobrych 100 lat temu...

Nie podoba mi się większość publikowanych obecnie zdjęć. Od kiedy rynek aparatów cyfrowych stał się rynkiem masowym, zalewają nas sterylne i nieskazitelne technicznie kadry, których jedynym walorem jest ich poprawność techniczna, będąca wszakże zasługą automatyki sprzętu, a nie talentu fotografującego. W dobrej fotografii szukam czegoś więcej, staram się zaklinać w zdjęciach duszę, próbuję chwytać frapującą kolorystykę, ulotność chwili, oddawać nastrój lub opowiedzieć zdjęciem najkrótszą choćby historię. Bardzo lubię luźne kadry i poszukiwanie wyjątkowych ujęć i/lub światła czy kompozycji. Rzadko startuję w konkursach, bo przede wszystkim fotografuję dla własnej satysfakcji i wielkich przeżyć, jakich doświadczam obcując oko w oko z naturą. Wygraną w serwisie foto-ptaki traktuję jednak jako szczególne i nobilitujące wyróżnienie.

Obecnie moje pasje szczęśliwie się przeplatają ze sobą - jestem ornitologiem i ekologiem, przewodnikiem, podróżnikiem i foto-przyrodnikiem, a także „sokolnikiem” prowadzącym ośrodek rehabilitacji dzikich ptaków szponiastych. Opieka nad tymi ptakami jest rodzajem spłaty długu wobec natury, jaki w moim pojęciu zaciągam, ilekroć wyzwalam migawkę...

W. Krasowski

 

Konkursy:
Informacje o konkursach

Fotografujemy ptaki:
Regulamin konkursu

Laureaci:

- edycja XVIII (XII 2011) - Karolina Myroniuk
Karolina Myroniuk
- edycja XVII (X 2011) - Jacek Drozda
drozda_jacek_211_bw_30
- edycja XVI (IV 2011) - Miłosz Kowalewski
Miłosz Kowalewski
- edycja XV (XII 2010) - Tomasz Skorupka
- edycja XIV (X 2010) - Marcin Łukawski
- edycja XIII (II 2010) - Mariusz Pomaski
- edycja XII (XII 2009) - Krzysztof Stępień
- edycja XI (X 2009) - Marcin Nawrocki
- edycja X (VI 2009) - Mariusz Pawelec
- edycja IX (IV 2009) - Grzegorz Sawko
- edycja VIII (II 2009) - Leszek Lubicki
- edycja VII (XII 2008) - Michał Piekarski
- edycja VI (X 2008) - Piotr Mączyński
- edycja V (VIII 2008) - Bogusław Kotlarz
- edycja IV (VI 2008) - Mariusz Pawelec
- edycja III (III 2008) - Maciej Rębiś
- edycja II (II 2008) - Waldemar Krasowski
- edycja I (XII 2007) - Paweł Wacławik



Jak fotografować...
Regulamin konkursu

Laureaci:
- edycja XII (XII 2011) - Hubert Gajda
- edycja XI (IV 2011) - Zbigniew Maćko
- edycja X (XII 2010) - Zbigniew Maćko
- edycja VIII (VI 2010) - Zbigniew Maćko
- edycja VII (IX 2009) - Zbigniew Maćko
Jak fotografować wilgi

- edycja IX (X 2010) - Maciej Szymański
Jak fotografować jerzyki

- edycja VI (VI 2009) - Grzegorz Sawko
Jak fotografować dudki

- edycja V (IV 2009) - Piotr Dombrowski
- edycja IV (II 2009) - Zbigniew Maćko
- edycja III (XII 2008) - Bogusław Kotlarz
- edycja II (VIII 2008) - Waldemar Krasowski
- edycja I (VI 2008) - Kazimierz Pańszczyk



Fotorewiry

Laureaci:
- edycja II (XII 2011) - Karolina Myroniuk
- edycja I (XII 2010) - Ryszard Jasiński



Nagrody dla aktywnych użytkowników:
Album Wojciecha Misiukiewicza "Czapla. Siwa eminencja." - Tomasz Rusinek.
Książka Tadeusza Kłosowskiego "Co w dziczy kwiczy" - Edyta Kotik.
Książka Jana Walencika "Smak białowieskiego miodu" - Michał Kasprowicz.
Przewodnik "Ptasie ostoje": Aleksander Wiluś, Norbert Siegmund, Arkadiusz Makowski.
Książka Grzegorza i Tomasza Kłosowskich "Fotografujemy ptaki" - Jacek Adamczak, Andrzej Pietruszczak, Przemek Skwiercz, Karol Woźniakowski.
Album Grzegorza i Tomasza Kłosowskich "Biebrza. Sześć pór roku" - Olgierd Nowakowski, Piotr Dziełakowski, Katarzyna Gubrynowicz.
Album fotograficzny "Nasze Ptaki" wyd. Zagroda) - Robert Cichocki, Jolanta Lipska, Andrzej Cyganowski, Piotr Dombrowski, Krystian Jainta.
Poziomica fotograficzna Hama - Leszek Lubicki.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif