• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 
Mateusz Kowalski Email
Mateusz Kowalski
fot. z archiwum autora.
Urodziłem się w 1989 roku w Warszawie. Obecnie mieszkam w małej miejscowości nieopodal stolicy - Podkowie Leśnej. Zapewne to właśnie fakt zamieszkiwania z dala od zgiełku wielkiego miasta wpłynął na moje zainteresowanie przyrodą. Wczesne dzieciństwo spędziłem na radosnym hasaniu po lasach okalających Podkowę Leśną tropem różnych stworzeń... Stworzenia te, ku zgrozie mojej matki, gromadnie znosiłem do domu w celu hodowania. W pamięć najbardziej mi zapadła pewna rzekotka, która mieszkała w akwarium do czasu, gdy w środku nocy zaczęła wydawać z siebie nieludzki jazgot, który uważała za śpiew godowy. Została natychmiast eksmitowana i zamieszkała w ogródku. Odtąd zawsze odpowiadała pile mechanicznej sąsiada, gdy ten ciął deski, doszukując się w zgrzycie piły podobieństwa do głosu innego samca.

Mój ojciec, Piotr, postanowił, mimo wszystko, podsycać we mnie zainteresowanie światem przyrody. Tak trafiłem nad Biebrzę. Miałem chyba siedem lat, gdy wysiadając z samochody ojca w Suchej Braci Budy pierwszy raz postawiłem stopę na biebrzańskiej ziemi. Miałem tam wracać rok w rok przez prawie 10 lat... W Biebrzańskim Parku Narodowym poznałem Kasię Ramotowską, która dzielnie oprowadzała mnie po nadbiebrzańskich "bielach" i "chrapach", a ja dawałem się coraz bardziej "wciągnąć" bagnom...

Moje zainteresowanie fotografią zaczęło się od lektury albumu braci Kłosowskich "Ptaki Biebrzańskich Bagien". Wtedy właśnie narodziła się w mojej głowie idea, aby zacząć w podobny sposób "zatrzymywać" ciekawe chwile podpatrzone podczas moich wędrówek. Pomógł mi niezawodny ojciec, też przyjaciel fotografii, który użyczył mi swojego starego nikona jako pierwszego aparatu. No i zaczęło się... miałem wtedy 11 lat.

Moje pierwsze zdjęcie przedstawiały przyrodę, która "wolno ucieka" czyli daje się podejść podczas spaceru i nie wymaga specjalnych zabiegów, jak stawianie ukryć. Zatem motylki, kwiatki, żabki, liście, ślimaczki, dotąd trzymane w słoikach - teraz awansowały na modeli. Trwało to czas jakiś, aż dorobiłem się dłuższego szkła, rewelacyjnej sigmowskiej 300 f4, ciemnej, że Panie Boże ratuj. Miałem też chyba jeszcze jakiś konwerter do tego. Rozpoczął się mój romans z "grubym zwierzem". Głównie biebrzańskie łosie, łatwe do podejścia samochodem, szczególnie zimą. Ale także drobniejsza zwierzyna płowa i czasem ptaki. Ogólnie wszystko, co udawało się podjechać samochodem.

Kasia, kochana Kasia, widząc, że to już nie przelewki przedstawiła mnie znajomemu fotografowi przyrody - Piotrowi Malczewskiemu (z którym do dziś pozostaję w koleżeńskich stosunkach). Piotr Malczewski zakochany jest w okolicach Czarnej Hańczy choć zapuszcza się też znacznie dalej. Obecnie przemierza żaglowozem Mongolię. Piotr przejrzał moje portfolio, przekazał mi wiele cennych rad i zachęcił do dalszego rozwoju.

Niewiele później nastał prawdziwy przełom... Zacząłem współpracę z Braćmi Kłosowskimi. Zarekomendowała mnie niezawodna Kasia. Tomasz Kłosowski przejrzał moje portfolio i stało się tak, że zaczęliśmy wspólnie fotografować. Przez pięć lat razem taplaliśmy się w biebrzańskich błotach tropem głównie różnej maści ptactwa. Bo też i ptactwo zaczęło mnie wtedy pochłaniać prawie całkowicie. Trudno opisać jak wielkim łutem szczęścia i, nie bójmy się tego powiedzieć, zaszczytem była praca z tak wybitnymi twórcami. Przede wszystkim jednak Tomasz i Grzegorz stanowili wspaniałych kompanów, niby nieco starszych wiekiem ale równie młodych duchem. No i oczywiście połączyła nas pasja do przyrody i fotografii... Wielogodzinne wspólne czaty w terenie i wielogodzinne posiedzenia przed komputerem dywagując nad tym "czy ostre, czy nieostre". Zazwyczaj nieostre, choć to też jest pięknem fotografii, że im więcej się włoży w coś wysiłku, tym lepszy efekt. I odwrotnie.

Dodatkowo miałem już wtedy godziwy sprzęt, cyfrowego canona "marka dwa" i jasną "trzysetę". Mogłem wreszcie spłodzić prace, które przedstawiałyby profesjonalny poziom. I tak się stało. Zrobiłem własną stronę internetową i zacząłem zbierać pierwsze przychylne opinie internautów. Z czasem zostałem nagrodzony w kilku konkursach, nawet zagranicznych, jak Wildlife Photographer of the Year czy GDT European Photographer of the Year. Edukowałem się też dalej pod kątem fotografii. Brałem udział w warsztatach w Polsce ("Fotografia, Przyroda i Czary" w Budzie Ruskiej nad Czarną Hańczą) jak i za granicą. Większość moich zdjęć przedstawia przyrodę polską, choć kilka zrobiłem w Finladnii i na Węgrzech. Moje fotografie były publikowane w przewodnikach, broszurkach, planszach edukacyjnych i w wielu innych miejscach. Gdy piszę te słowa zaczynam właśnie kurs grafiki komputerowej w University of Cumbria w Carlisle (Anglia). Ale nie ma strachu, tylko czekam na wiosenne, biebrzańskie rozlewiska...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif