• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Gdy czapla się tapla
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Gdy czapla się tapla Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski O ile piszącemu lub mówcy nie przystoi lanie wody, o tyle jest ona pożądana w dziele każdego fotografa przyrody. Nie tylko dlatego, że jest atrakcyjna, świetnie organizująca plener, choćby przez tworzenie lustrzanych odbić i słonecznych refleksów.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Czapla siwa© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Przede wszystkim – ściąga przeróżnych, często rzadkich mieszkańców przyrodniczego otoczenia. Zazwyczaj zagubieni w tle leśnych ostępów – nad wodą stają się bardziej widoczni. W takich warunkach udało mi się zdybać tak bardzo nie lubiącego ludzkich spojrzeń i aparatów modela, jak czapla.

Gdy czapla się tapla

Czapla siwa jest ptakiem wprawdzie pospolitym, ale bardzo trudnym do podejścia. Bo też od niepamiętnych czasów ma z ludźmi na pieńku, podbiera bowiem ryby ze stawów, a gdy trafi na zbyt dużą, wypluwa ją i rusza po następną. Jest więc przez hodowców znienawidzona, zawzięcie płoszona i przy lada okazji tępiona. Stąd jej nieufność i płochliwość. Nigdy nie udawało mi się zdobyć przyzwoitych zdjęć czapli w ich naturalnym otoczeniu – wśród starorzeczy, stawów, płycizn na jeziorach. Miało się to udać dopiero w lesie, a ściślej – na jego skraju. Dodam: przyzwoitych – czyli ukazujących rozmaite zachowania i gesty czapli. A obserwacje z dala przez lornetkę dowodziły, że jest co ukazywać i fotografować.

Oczko

Zalewisko, a właściwie oczko wodne, które miało się stać miejscem niespodziewanych łowów na czaple, faktycznie było niewielkim rozszerzeniem rowu melioracyjnego. Powstało za sprawą bobrów, które zwaliły tu kilka drzew. W toni ładnie odbijała się ściana olsu. Ale nie zawsze, bo przy niższym stanie wody rozwijała się rzęsa i bajkowy obraz znikał. Za to ciemne smugi na zielonej powierzchni mówiły, że jakaś istota niedawno tu pływała, brodziła lub zażywała kąpieli. Jaka? Mój młodziutki praktykant Mateusz Kowalski zaczaił się w ukryciu i w ciągu zaledwie paru godzin zaliczył spotkanie z jeleniem, łosiem i sporą plejadą drobnych ptaków. Zrobione zdjęcia cyfrowe jednak skasował, bo jego modele, zwłaszcza ci czworonożni i duzi, za bardzo ginęli w pstrokaciźnie tła. Zniechęcony takim wynikiem, zrezygnował z dalszych czatów w tym miejscu, a ja wraz z nim, wiedząc, że nauczyciel powinien liczyć się z decyzją zdolniejszego od siebie ucznia.

© Paweł Wietecha
Czapla siwa© Paweł Wietecha
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Na czatach© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy


























Tymczasem pewnego dnia jak zjawa pojawiła się na jeziorku czapla. Czatowała tu na zdobycz rankiem i o zmierzchu. Doszło do tego, ze wedle jej przylotów i odlotów można było nieledwie nastawiać zegarek. Na zwalonych pniach olch stała czasem jak posąg na cokole. Zaczęliśmy przygotowywać ukrycie. Na jednym brzegu oczka pełno było pniaków i odrośli olchowych, wśród których królowały zielska i kłębiące się pnącza. Dałyby one obserwatorowi znakomitą osłonę. Ale korzystanie przy fotografowaniu tylko z nich byłoby niewybaczalnym błędem. Na obiektyw aparatu, przebijający się przez taką naturalną zasłonę ciągle będą się nasuwały liście, źdźbła i co tam jeszcze, psując widok i doprowadzając do szaleństwa system autofocusa. Celowanie w cokolwiek obiektywem, kierowanie go w różne strony staje się w tych warunkach prawie niemożliwe, a każda operacja fotografa wywołuje szelesty, których ptaki nie znoszą, bo kojarzą się im z przyczajonym wrogiem. Użyłem więc płóciennego namiotu. W tutejsze zakrzaczone otoczenie znakomicie się wkomponowywał dzięki swemu maskującemu rysunkowi. Mogłem go dzięki równie maskującej naturze najbliższego sąsiedztwa przestawiać to tu, to tam i nie wzbudzać podejrzeń. Dla fotografa ptaków ważne jest odpowiednie ukrycie... ukrycia.

Przez szereg dni od świtu przesiadywałem wpatrzony w czaplę,
© Paweł Wietecha
Czapla siwa© Paweł Wietecha
a ta nieruchomo była wpatrzona w wodę. Twierdzę, że nie ma drugiego ptaka, który tak długo pozostawałby w bezruchu. Na ogół ptaki przysparzają fotografującym kłopotu nadmierną ruchliwością. Tu, pod tym względem było luksusowo. Mogłem bezkarnie w słabym blasku poranka fotografować przy użyciu czasów otwarcia migawki 1/8-1/4 sek. i dłuższych, aż do granic możliwości przysłaniać obiektyw i tym samym zwiększać głębię ostrości, o ile oczywiście było to korzystne dla uwiecznianej sceny. A tak było wtedy, gdy czapla wypełniała mi cały kadr. Utrzymanie ostrości na całej sylwetce stało się możliwe, chociaż zazwyczaj musimy zadowolić się tylko ostrością głowy, precyzyjnie nastawiając ją na oko.

Właśnie, oko... Chętnie rzucamy się z obiektywami na duże ptaki. Nie biorąc pod uwagę, że z punktu widzenia wyrazu zdjęcia są one... małe. Okazałe czaple, bociany, żurawie, łabędzie mają w stosunku do reszty ciała małe głowy, a ich oczy – decydujące o owym wyrazie – to właściwie oczka. Bardzo jednak chciałem zajrzeć w takie czaple oczko aparatem.

Strzał

Pewnego razu czapla wylądowała przy tym brzegu, na którym rozpięte było, wisząc nieomal nad wodą, maskujące mnie płótno. Zamarłem, bo ptak był bardzo blisko i jeszcze się zbliżał.
© Kazimierz Pańszczyk
Czapla siwa© Kazimierz Pańszczyk
Ledwo zdążyłem zdjąć tkwiący między obiektywem a korpusem aparatu konwerter przedłużający – teraz już niepotrzebnie – ogniskową i ponownie umocować aparat do „trzysetki”, a z rozpaczą zauważyłem, że mój kandydat do wymarzonego portretu zbliżył się już na dystans mniejszy niż minimalna odległość ostrzenia obiektywu. Autofokus odmówił więc pracy, a ja ze złością patrzyłem na czaplowe oblicze, przesuwające się majestatycznie przez wizjer. Nic nie może bardziej wyprowadzić fotografa z równowagi, jak takie, choćby chwilowe rozbrojenie, uniemożliwiające fotografowanie! A zaraz miało przyjść następne. Oto po chwili czapla oddaliła się na tyle, by znów wejść w strefę ostrości, tylko, że teraz była do mnie zwrócona prawie tyłem. Nagle rzuciła wzrokiem w stronę tajemniczego, martwego oka obiektywu, wystającego z pstrokatej płachty. Teraz! Klapnęła migawka, ale jednocześnie aparat zasygnalizował koniec karty magnetycznej. Niech to licho!

Dopiero po paru dniach zdobyłem upragniony portret. Minione wypadki – czy raczej wpadki! – nauczyły mnie bowiem rozumu. Zawsze miałem pod ręką pierścień pośredni skracający minimalną odległość ostrzenia obiektywu i ciągle kontrolowałem liczbę naświetlonych zdjęć, mając w kieszonce zapasową kartę. Cóż, aby fotografia była sztuką przez duże S, trzeba dbać o sprawy przez małe s. Uzyskany portret wskazywał raczej, że na zdjęciu jest gad a nie ptak, przez co jednak zyskiwał na wyrazie. Oczka mimo dużego zbliżenia wciąż były małe, ale jednak sugestywne! Strzał sezonu!

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Wejrzenie© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
© Paweł Wietecha
Czapla siwa© Paweł Wietecha


























Przy okazji napatrzyłem się strzałom czapli. Właściwie nie strzałom, ale rzutom harpunem. Polująca czapla nieruchomo śledzi lustro wody. Gdy coś dostrzeże, powoli pochyla się nad tym miejscem i tak złowrogo przyczajona, tkwi tuż nad potencjalną zdobyczą „jak kat nad dobrą duszą”. Zawsze w takich chwilach nasuwa mi się to powiedzenie. Nagle błyskawicznie wyrzuca dziób ku ofierze, rozbryzgując wodę i już ta „dobra dusza”, czyli ryba lub żaba, trzepoce nakłuta na czapli harpun. Albo i nie trzepoce, bo tylko niektóre „strzały” są celne.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Atak© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy

Jak je uchwycić? Niełatwo. Trzeba ustawić ostrość dokładnie na to miejsce, w które łowca uderzy dziobem. Ale jak? Aautofokus, nawet pracujący w trybie ciągłym, kiedy to ostrość podąża za ruchem przedmiotu, może z jej nastawieniem nie zdążyć, tak szybki jest atak skrzydlatego rybaka. Na ogół więc starałem się na podstawie pozycji głowy ptaka przewidzieć, gdzie uderzy, potem na to miejsce szybko nastawiałem ostrość w trybie manualnym, po czym wyłączałem cały system autofokusa i czekałem: dziobnie czapla w to akurat miejsce, czy nie? Parę razy przewidywanie okazało się trafne. To i tak sukces, a raczej duże szczęście.

Tusz

Wydawałoby się, że istota całymi dniami brodząca po wodzie nie potrzebuje już tego żywiołu dla ochłody. A jednak pewnego dnia, gdy wiatr, bardzo zresztą gorący, rozegnał rzęsę na jeziorku, czapla nagle zaczęła się ochoczo nurzać. Wzbijała przy tym wysoko fontanny
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kąpiel© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
wody, rozkosznie przymykała ślepia i stroszyła czub. Ptaki wodne mają ten luksus, że talerz posilnej zupy jest dla nich zarazem wanną do kąpieli. Prawdę mówiąc, to szczerze zazdrościłem mojej modelce tej rozkoszy. Byłem bowiem podwójnie zgrzany: z powodu upału i fotograficznych emocji. Mój aparat, ustawiony na tryb seryjny, tłukł po pięć klatek na sekundę. W czasie czaplej, parominutowej zaledwie kąpieli powstało co najmniej kilkadziesiąt fotek. Ale tylko kilka udanych. Rozkoszujący się wodą ptak tworzy scenkę co prawda dynamiczną, ale nader chaotyczną. Na większości ujęć, mimo sprawnej pracy wszystkich systemów aparatu i ekstremalnie szybkiej migawki wygląda, jak szara ścierka, płukana niewidzialną ręką. Jest regułą, że wszelkie ptaki podczas kąpieli i wkrótce po niej wyglądają dużo gorzej, niż przed nią. Zarówno fotograf, jak i jego aparat muszą się bardzo postarać, by wyłowić z takiej chlapaniny w miarę klarowną scenkę. Nawet seryjny tryb pracy aparatu, bardzo tu przydatny, nie zawsze może to zagwarantować. Ale jeżeli już się uda, jest na co popatrzeć.

© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Zdobycz© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kiedyś na czaplim oczku pojawił się bocian czarny. Doszło do krótkiej sprzeczki między obydwoma użytkownikami jeziorka. Niestety, za ścianą szuwarów, więc nie zdołałem zarejestrować zdarzenia. Bocian czarny podobno zawzięcie walczy z bocianem białym, ale ja te ptaki widuję zawsze w zgodzie. Za to hajstra czubi się z czaplami, bo przedstawiciele obu tych gatunków konkurują o ryby. O nie tłuką się też czaple między sobą, stawiając przy tym zawadiacko czuby, powrzaskując i trzepocąc. Liczyłem, prawdę mówiąc, i tutaj na takie bojowe sceny. Nadaremnie, pomimo, że czaple są towarzyskie i na ogół głośnymi krzykami zwabiają współplemieńców. Moja czapla przylatywała jednak sama, tajemniczo i cichutko. Może nie chciała zdradzać innym położenia tego dogodnego, a dla niej samej wyraźnie zbyt małego żerowiska? Widać nie jest prawdą, że czapla wszystko wypapla...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif