• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Zimowe impresje
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Zimowe impresje Email
Autor: Kazimierz Pańszczyk   
Kazimierz Pańszczyk Początek lutego na Podhalu i Orawie zazwyczaj jest jeszcze śnieżny i mroźny. W pogodne dni, zwłaszcza po świeżym opadzie śniegu, widok na Tatry, Babią Górę, czy pasmo Gorców jest naprawdę imponujący. Takiej pogody, jeśli tylko pozwoli czas, staram się w żaden sposób nie przegapić, między innymi dlatego w ten piękny zimowy poranek wybrałem się do pobliskiego boru. Droga nie była lekka, śniegu przez ostatnie dwa dni napadało więcej niż mogłem się spodziewać. Mimo to trud wędrówki rekompensowały mi piękne zimowe widoki. W około cisza i wszechobecna biel, aż dziw bierze, że coś tak zwyczajnego jak śnieg, może być w określonych warunkach tak urzekająco piękne. W zasadzie monochromatyczny krajobraz, jednak w tej bajecznej bieli jest jakaś magia, lekkość, ulotność i czystość natury. Ale też w tej głuszy okrytej bielą dostrzec można surowość, chłód, gdzieś w ostępach zasadza się ból, cierpienie i śmierć. Zima to ciężki okres dla wszelkiego stworzenia. Nam najczęściej śnieg kojarzy się z nartami, choinką i świętami. Jednak dla naszych skrzydlatych przyjaciół i nie tylko, zima to prawdziwa próba przetrwania, czas gdzie rozgrywa się walka o najcenniejszy dar natury - o życie.

Las w zimowej scenerii, patrząc tym razem przez przyjazny pryzmat aparatu, wyglądał naprawdę wspaniale. Mimo że wyżowa pogoda najczęściej nie jest dobrą porą do fotografowania ptaków, jednak nie mogłem odmówić sobie wędrówki po lesie w tak piękny słoneczny dzień.

© Kazimierz Pańszczyk
Jak pamiętam, śnieg sięgający kolan nie pozwalał na szybki marsz, to też co jakiś czas starałem się robić krótkie odpoczynki wykorzystując je na naświetlenie tu i ówdzie zimowych widoczków. Dodatkową zachętą do wycieczki była spora ilość dzięciołów, jaką ostatnio w tych borach widywałem. W lutowe słoneczne dni często słychać jak bębnią na suchych gałęziach. Jednak moją uwagę przykuł tym razem niewielki ruch, nie gdzieś tam wysoko pośród drzew, ale tu na dole na skrzącym leśnym białym dywanie. W odległości około 120-140 metrów przede mną stał wpatrujący się we mnie wspaniały okaz jelenia, a nieco dalej za nim dostrzegłem jeszcze dwa jednoroczne szpicaki. Oszronione chrapy w połączeniu z wielkim wieńcem na głowie nie tylko przekonywały o sile i dobrej kondycji tego osobnika, ale przede wszystkim zwracały uwagę na osobisty wdzięk tych wspaniałych zwierząt. Co tam jakiś dzięcioł - pomyślałem - tu w stosunkowo niewielkiej odległości sam "król" tutejszej kniei wlepia we mnie ślepia. Chrapami ciągnie odwiatr z mojej strony, aby lepiej mnie wybadać.

Zdawałem sobie sprawę, że w tej sytuacji każdy krok do przodu może spłoszyć chmarę. Jednak z miejsca, w jakim się znajdowałem, ujęcie nie byłoby najszczęśliwszym pomysłem, na przeszkodzie stała spora ilość sosnowych pni. Mimo wszystko ostrożnie zrobiłem dwa małe kroczki w bok, w nadziei, że prześwit miedzy drzewami jakoś się zmniejszy i perspektywa zdjęcia będzie bardziej korzystna. Jeszcze jeden powolny mały kroczek i widzę, że wyraźnie lepiej się to wszystko przedstawia. Dostojeństwo tego wspaniałego zwierza moja wyobraźnia przeniosła już na taśmę celuloidu, teraz pozostało już tylko naciśnięcie spustu migawki. Podnoszę powoli korpus z trzysetką do oka i w tym momencie ramieniem potrącam niewielką smreczynę, z której zsypuje się pokaźna ilość śniegu na mnie i aparat. W tym momencie spłoszona chmara, rzuca się do ucieczki. Wizjer aparatu został niemal całkowicie zasypany śniegiem, a że mój stary Contax nie posiadał auto fokusa, o robieniu zdjęć w takiej sytuacji niestety nie mogło być mowy. Finał spotkania, którego zwieńczeniem był cudowny galop uciekającego stada trwał stosunkowo krótko. Jednak te kilkanaście sekund wspaniałej finezji ruchowej, jaką miałem sposobność podziwiać przez te kilka chwil, zachwyciła mnie zupełnie. A widok był naprawdę imponujący, sunęły z taką gracją i lekkością, że przez moment zaparło mi dech w piersiach. Czegoś tak pięknego już dawno nie widziałem. Właściwie nie biegły tylko płynęły w białym skrzącym się puchu, jakby wysiłek był dla nich czymś zupełnie obcym, jakby były zrodzone w biegu. Niesłychana lekkość i finezja ruchu przekonała mnie, że nie ma chyba piękniejszego widoku w zimowej głuszy od biegnącej chmary jeleni. Niespożyta siła dzikiego zwierza połączona z osobistym wdziękiem i niewątpliwym urokiem tych zwierząt sprawia, że takiego widoku człowiek na pewno nigdy nie zapomni.


© Kazimierz Pańszczyk
Po tym krótkim aczkolwiek wspaniałym pokazie wiedziałem, że tego dnia nic piękniejszego zobaczyć już nie mogę, w związku z czym postanowiłem ruszyć w drogę powrotną zwłaszcza, że zbliżało się już popołudnie. I jak to bywa w takich chwilach, kiedy tylko człowiek jest świadkiem czegoś tak cudownego zastanawia się nad doskonałością wszystkiego co nas otacza, niejednokrotnie zazdroszcząc zwinności i lekkości dzikim zwierzętom. Jednak człowiek pomimo, że nie zalicza się do najszybszych i najsilniejszych mieszkańców tej planety, dysponuje czymś znacznie potężniejszym, czymś co zadecydowało o jego miejscu i roli na ziemi. Tym czymś jest rozum, intelekt, zdolność grupowej współpracy, zresztą jakkolwiek by tego nie nazwać, miało to ogromny wpływ na nasz rozwój i postęp cywilizacyjny na obszarze niemal całej planety.

W drodze powrotnej myślałem o potędze i sile, jaka drzemie w każdym dziko żyjącym stworzeniu. Minąłem właśnie ścianę lasu, jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na ośnieżona kopułę torfowiska i wejście na cywilizacyjny szlak. Tu już nie było okazji do zadumy, idąc poboczem śliskiej drogi trzeba być przytomnym i myśleć o czymś zupełnie innym, bo można usłyszeć swojski krzyk rześkiego rodaka, z wnętrza jego stalowej maszyny (.... jak leziesz baranie)!


 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif