• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Krucze kruczki Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski Kiedyś marzeniem fotografa ptaków było podpatrywanie gniazda z pisklętami.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Dziś miejsce gniazda zajęło... ścierwo. A drogę do niego często wskazują inteligentne, czarnopióre ptaszyska.

Dawniej uważano, że warto ptaki podchodzić przy gniazdach, bo jest duża szansa, że się tu pojawią i zdjęcia murowane. Później zakazano tego prawem w odniesieniu do gatunków chronionych, czyli niemalże wszystkich, jakie u nas gniazdują. To sprawiło, że fotografowie zaczęli szukać sposobów, by zbliżyć się do płochliwych ptaków. A to przy kąpieliskach, a to przy noclegowiskach czy wreszcie w miejscu, gdzie się potencjalny bohater zdjęcia pokrzepia. Najlepiej samemu urządzić mu stołówkę, zawczasu budując blisko niej dyskretne ukrycie dla fotografa.

I tak oto w periodykach przyrodniczych oraz Internecie zaroiło się nagle od zdjęć rzadkich ptaków drapieżnych. Tu młody bielik walczy o kawałek ścierwa ze starym. Tam tłuką się o łatwą zdobycz orły
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruki© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
przednie, a gdzie indziej orły ganiają się z lisem itp. Tych zdjęć jest tyle, że właściwie wstyd już dziś chwalić się kolejnymi wizerunkami bielika, który wśród śniegów oskubuje – no właśnie, co? Padłego jelenia czy może skórę zwierza, napchaną podrobami z rzeźni?

Nie byłoby w tym wszystkim nic złego. W końcu nie ma dwóch identycznych zdjęć i zawsze można uchwycić jakąś niepowtarzalną scenę. Rzecz jednak w tym, że takie łowy są, łagodnie mówiąc, półlegalne. Urządzanie nęcisk, a więc wywożenie do lasu czy na łąki padłych zwierząt, a nawet mięsa z ubojni, która powinna je utylizować, jest na bakier z wieloma przepisami, zarówno dotyczącymi ochrony zwierząt, jak i higieny. Respektujący je fotograf ma tylko jedno wyjście: szukać naprawdę padłych dzikich zwierząt i zaczajać się w ich pobliżu. Znajdzie w tym pomocnika, ale i konkurenta – czarnopiórego spryciarza i rozbójnika – kruka.

OD ZAJĄCA DO ...

Ja zaczynałem skromnie: od zająca potrąconego
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruk i sroka© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
przez samochód, znalezionego na drodze. Zawiozłem „zdobycz” na pobliską polanę, którą z końcem zimy patrolowały dwa myszołowy: zwyczajny i włochaty. Oba siadywały regularnie na drzewach zamykających polanę, wypatrując zdobyczy. Wydawało się, że będą pewnym „trofeum”. Po ciemku podrzuciliśmy zająca, a od świtu już siedziałem w łaciatym namiocie, przemyślnie wtopionym w zarośla na brzegu polany. Jedna godzina, druga, trzecia. Oba myszołowy, owszem, pojawiły się i sfrunęły z drzew, ale łaziły po ziemi, najwyraźniej nie kwapiąc się podejść do zdobyczy.

Ach, żeby oba ptaki spotkały się przy ścierwie i o nie pobiły – marzyłem. Ale one – nic !

Do końca dnia nie pofatygowały się do żeru. Ale gdzieś po trzech godzinach jak czarny meteor spadł z nieba kruk. Sprytne to ptaszysko zwykło upewniać się czy wszystko wokół jest w porządku. Dopiero wtedy głośnym krakaniem nawołuje pobratymców. Z nimi czuje się pewnie. Ale ten nie nawoływał – sam zabrał się
© Paweł Wietecha
Kruk© Paweł Wietecha
do rzeczy. Najwyraźniej kruczy indywidualista. Mój, teraz już pewny, model usiadł na zdobyczy, rozejrzał się bacznie, lustrując przy tym przez dłuższą chwilę obiektyw 4,5/500 mm do Canona EOS 5, choć ten był otulony panterkową szmatą. Wreszcie ptak odchylił kawał skóry zająca i dobrał się do wnętrza. Najpierw wydobył delikatne podroby. Potem próbował odkrywać kawałki mięśni. Wreszcie nasycił się. A wtedy zaczął napychać sobie gardło mięsem i wynosić je w zarośla. Tak wykonał kilkanaście kursów. I wtedy spadł na niego rywal. Czarne kłębowisko walczących ptaków okazało się jednak dla mnie nie do uchwycenia. Kąt widzenia obiektywu był za wąski. tu przydałaby się „trzysetka” o dużej jasności.

Następna okazja trafiła się, gdy pewien nadleśniczy wykładał na terenie swej leśnej posiadłości szczątki łosi, które zginęły u niego na drogach i torach kolejowych. Do tego nęciska pofatygowała się aż piątka orłów bielików. Skorzystaliśmy z okazji.

NIE BYĆ BAŁWANEM

© Paweł Wietecha
Kruk© Paweł Wietecha
Nie zapomnę bladego, lutowego świtu, kiedy objuczony sprzętem, podążyłem ufnie wprost do ukrycia, które było tym razem rodzajem śnieżnego igloo. Ufnie, bo nadleśniczy zapowiedział, że bieliki przylatują dopiero około południa. Stanąłem więc jak wryty, gdy w świetle niebieskawego, śnieżnego poranka ukazał się stary bielik, tkwiący jak posążek wśród porozrzucanego mięsa. Szedłem prosto na niego, więc natychmiast się zerwał. Zawróciłem i zaszyłem się w moim igloo. Może wróci? Albo nawet wrócą? Daremne nadzieje. Przez kolejne dni, choć karnie przychodziłem jeszcze po ciemku, żaden bielik już się nie pokazał. Czasem myszołów, a nawet jastrząb na chwilę. Kruków też było jak na lekarstwo. Mróz z dnia na dzień był coraz tęższy, a wraz z nim o dziwo, ubywało ptaków. Czyżby nie chciały jeść mięsa wprost z lodówki? Coraz bardziej zmieniałem się w bałwana, nie wiedząc, że jestem nim nie tylko z wyglądu.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Nie przyszło mi na myśl, że w czasie mrozów duże ptaki, żyjące w dzikiej przyrodzie nie tracą energii na krzątaninę w poszukiwaniu żeru, ale próbują ten czas przeczekać w bezruchu.

Do kolejnej ofiary, dopiero po kilku latach, doprowadziły nas kruki. Nazbyt często latały w jedno miejsce wśród pozamarzanych bagien, by nie miała się tam kryć jakaś zdobycz. To był padły dzik. Nim zdążyliśmy sklecić nieopodal ukrycie, wystawiając z niego puszkę po psiej karmie, zawiniętą w panterkowo wzorzystą szmatę by udawała stojący obiektyw, a brać ptasia mogła przyzwyczaić się do niego, pojawiła się czujka kruków.

ORZEŁ WYWIJA ORŁA

I znów to samo. Chwycił mróz, przy skamieniałej padlinie pozostały tylko ślady kruków, srok, ale też ssaków – wśród nich liczne tropy wilka. Ale ptaki zniknęły. Kruki, owszem, pojawiały się, ale tylko krążyły kracząc, jakby pomstując nad dygocącym w namiocie fotografem. To zachowanie nie było przypadkowe – to taki kruczy kruczek. Nawoływać, aż zjawią się inni
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
stołownicy, mający lepsze dzioby i pazury pozwalające napocząć poszarpać mięso. Dopiero wtedy padlina stała się dostępna dla kruczych dziobów, zbyt tępych, by ją samodzielnie porozcinać.

Nawołując, kruki ściągają zarazem do darmowej zdobyczy wielu pobratymców. Zda się – robią sobie w ten sposób nawzajem konkurencję. Niby tak, ale działając gromadnie mogą odpędzić od żeru innych chętnych, także tych, którzy wcześniej przygotowali go im do spożycia.

Nadeszła odwilż i nagle przy resztkach dzika znów zawrzało. Cztery myszołowy i czarna świta kruków – to klienci pierwszego dnia. Już wkrótce kruków był kilkanaście, w otoczeniu bystrych srok. Myszołowy rozpruwały mięso, a kruki próbowały, zwykle z dobrym skutkiem, podkradać im co lepsze kąski. Widać było, że myszołów pracuje szponami, a kruk... głową. Sprytem i bezczelnością, a nade wszystko organizacją społeczną kruki zdecydowanie górowały nad myszołowami. Odwracały ich uwagę od zdobyczy albo
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Myszołów pracuje szponami, a kruk... głową© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
odciągały od żeru, ciągnąc za ogony po śniegu niczym sanki. A że i myszołowy sobie nawzajem nie szczędziły razów – przy padlinie zaczęło kwitnąć życie społeczne skrzydlatych głodomorów.

Aż pewnego dnia, gdy już się ociepliło, zjawili się ponownie władcy przestworzy – bieliki. Najpierw młode, naiwnie próbujące przebić się przez czarny kordon krukowej policji. A później stare, które jednak wolały przesiadywać w pewnej odległości, a nawet – czując już wiosnę – tokować. Do zdobyczy zbliżały się ostrożnie, bowiem czarnopiórzy rozbójnicy atakowali je w powietrzu. Doprawdy to zabawny widok, gdy przeganiany orzeł w powietrzu... wywija orła. A my – wywijaliśmy razem z nim, bo wiecznie płoszone lub zasłaniane przez krzaki bieliki były prawie nie do uchwycenia obiektywem.

CZARNE NA BIAŁYM

Ale też zawdzięczamy krukom cenną lekcję. Przede wszystkim przekonaliśmy się, jak trudno jest sugestywnie ukazać czarnego ptaka o czarnych oczach i to na białym
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
tle. Trzeba do tego mlecznego światła, jakie zapewni tylko słońce przez chmury. Przy niebie całkowicie zasnutym kruki, ale też inne istoty o ciemnych oczach, choćby myszołowy, wyglądają jak ciemne, wycięte z papieru sylwetki. Trochę może pomóc padający śnieg, bo dodaje obrazowi przestrzenności.

Fotografowanie ptaków wymaga krótkich czasów migawki, więc na zdjęciach, przynajmniej tych wykonanych nieruchomym aparatem, płatki śniegu wychodzą jak białe kropki. Co innego, gdy prowadzimy aparat za odlatującym ptakiem. Wtedy można pozwolić sobie na nieco dłuższy czas migawki (np.1/250 sek. przy technice analogowej, 1/800-1/1250 sek. przy cyfrowej), co sprawi, że skrzydła ptasie będą sugestywnie poruszone, a ruch dodatkowo podkreślony białymi kreskami (a nie kropkami) śniegu. Śnieżna pogoda z zamglonym słońcem zapewnia dobre warunki naświetlania, pozwalające rejestrować ruch.

Kto chce zatrzymać lecącego kruka w kadrze, powinien wypatrywać momentu, gdy dolatuje do zdobyczy i zbiera się do lądowania.
© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Kruk© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Wtedy na chwilę zawisa. Najlepiej, jeżeli przodem do obiektywu. a tak dzieje się gdy wiatr wieje od nas w jego kierunku, bo większe ptaki lądują i startują pod wiatr. To ważny szczegół, zwłaszcza przy fotografowaniu dużych skrzydlatych drapieżników.

Kruki kręcące się stadnie przy nęcisku, uczą szybkiego zgrywania ze sobą ważnych czynności: operowania kompozycją i jednocześnie głębią ostrości. A ściślej – używania zmiennej głębi do komponowania. Grupa ptaków tworzy zazwyczaj chaos. Jeżeli nawet dwa czy trzy ptaki ustawią się ładnie, np. w jednej linii i z dziobami do siebie, to dalsze, tworzące tło psują harmonię obrazka. Zmniejszając głębię ostrości tak, żeby pierwsza trójka jeszcze się w niej zmieściła, a cała reszta pozostała mocno poza nią, zgrywając kształt kadru z głębia uzyskamy pełną harmonię. To tylko nieliczne z zadań z tej lekcji, którą czarne ptaki dały nam na białej kartce śniegu.
 
 
2007-2014 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 02.09.2014, 20:32co nowego?
1x1px_trns.gif