• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Na perkozki Email
Autor: Kazimierz Pańszczyk   
Kazimierz Pańszczyk Pewnego czerwcowego poranka wybrałem się nad niewielki stawek z zamiarem sfotografowania ważek. Co prawda w tym dniu ważek nie widziałem jednak zwróciłem uwagę na parę perkozków, która z dużym zaangażowaniem transportowała budulec na gniazdo. Ponieważ we wczesnym stadium budowy gniazda jakiekolwiek niepokojenie ptaków nie powinno mieć miejsca, postanowiłem jak najszybciej się stamtąd oddalić. Ponownie odwiedziłem to małe oczko wodne kilka tygodni później, tym razem nie z zamiarem fotografowania ważek, lecz z chęci sprawdzenia, czy aby para perkozków szczęśliwie zdołała wyprowadzić tam lęg.

Po przybyciu na miejsce, jeszcze przed piątą rano, zasiadłem w przenośnej budce i cierpliwie czekałem na to, co też owego poranka się wydarzy. Gniazdo wyglądało na opuszczone, jednak nie byłem pewien, czy młode opuściły je w sposób naturalny, czy może padły ofiarą jakiegoś drapieżcy. Mniej więcej po upływie trzydziestu minut zobaczyłem, jak samica wyprowadza z zarośli dwa małe puchate perkozki. A zatem lęg prawdopodobnie nie do końca był szczęśliwy - tylko dwa młode? Niemniej jednak te dwie małe puchowe kuleczki, które dryfowały za matką wyglądały na zdrowe i całkiem zaradne ptaszęta. Przez chwilę obserwowałem, jak samica nadzwyczaj sprawnie nurkuje w poszukiwaniu żeru.

© Kazimierz Pańszczyk
Tymczasem młode, w chwili, kiedy ich matka znikała pod wodą, zaniepokojone kwiliły, pływając chaotycznie w koło. Za każdym razem widziałem niepokój, a następnie wybuch radości, kiedy tylko samica wynurzyła się spod wody. Sielanka trwałaby zapewne dłużej, gdyby nie przeciągły gwizd żerującego gdzieś po drugiej stronie zarośli samca. Młode, nawet nie zauważyłem kiedy, ukryły się w pobliskich szuwarach, a po samicy usłyszałem tylko chlupnięcie i rozchodzące się kółka na wodzie. Takie zachowanie nie wróżyło nic dobrego - wiedziałem, że coś jest nie tak. Jednak już po chwili wszystko się wyjaśniło... Tuż za moimi plecami zakołował piękny błotniak stawowy - to on wprowadził niepokój w rodzinie perkozków. Wychyliłem się z ciasnego ukrycia, aby lepiej mu się przyjrzeć. Wspaniałym lotem patrolowym penetrował niewielkie oczko wodne w poszukiwaniu zdobyczy. Po chwili zatoczył jeszcze dwa koła, po czym usiadł na brzezinie po drugiej stronie stawu. Mniej więcej po dwudziestominutowej przerwie, wymuszonej obecnością tegoż drapieżcy, perkozek - tym razem był to samiec, odważnie wypłynął z zarośli. Błotniak ukryty w zielonym gąszczu brzezin zapewne bacznie obserwował niewielki, zaledwie kilkunastoarowy akwen wodny w poszukiwaniu zdobyczy, a także z pewnością czujnie nasłuchiwał wszystkich dobiegających z tego rejonu dźwięków (błotniaki podobnie jak sowy mają znakomity słuch i często się nim posługują w trakcie polowania). I już po chwili pięknym ślizgowym lotem, z charakterystycznie ułożonymi skrzydłami w literę "V" przeszybował nisko nad pałkami tataraku. Perkozek zareagował natychmiast i błyskawicznym nurem zniknął pod wodą. Błotniak nawrócił i odleciał. Długo czekałem aż, tym razem samica, odważy się wypłynąć z młodymi. Nie ukrywam, że moim zamiarem było wykonanie serii zdjęć tych bardzo sympatycznych ptaków. Jak się jednak później okazało nie było to wcale takie proste. Dopiero po upływie niemal godziny samiczka wypłynęła z zarośli, jednak z obawy przed ponownymi odwiedzinami błotniaka, wodziła młode wzdłuż linii brzegowej, niemal ocierając się o nadbrzeżną roślinność. Właściwie sytuacja byłaby wymarzona, gdyby nie to, że uzbrojony byłem w długi teleobiektyw, który ostrzył dopiero z odległości sześciu metrów. A tymczasem płynące wzdłuż linii brzegowej ptaki stawały się dla mnie widoczne dopiero w momencie gdy przepływały bezpośrednio tuż przed moim namiotem, w odległości ok. 1-1,5metra. Niestety z tak krótkiej odległości wykonanie jakiegokolwiek zdjęcia tym układem optycznym nie było możliwe, a "krótszego" obiektywu niestety przy sobie nie miałem.

© Kazimierz Pańszczyk
Pozostało mi więc tylko cierpliwie czekać, aż ptaki wypłyną na "szersze wody". I jak to zazwyczaj bywa w zdjęciach przyrodniczych, szczęście i tym razem nie do końca było po mojej stronie. Kiedy samiczka z młodymi, żerując w najlepsze, przepływała, kto wie czy nie dziesiąty już raz obok mojego ukrycia, byłem niemal zdruzgotany. Po pewnym czasie jednak, nie widząc nadziei na zdjęcia, pogodziłem się już z zaistniałą sytuacją, że zdjęć w owym dniu raczej mieć nie będę. Mimo wszystko wielką frajdę sprawiała mi co jakiś czas sama obserwacja baraszkujących maluchów obok mojego namiotu. Nawet po rozprostowaniu nóg, młode bez jakiejkolwiek obawy omijały tę nowo powstałą przeszkodę, radośnie kwiląc. Dopiero po upływie dobrej godziny samiczka okrążając stawek kolejny już raz odważyła się odpłynąć nieco dalej od brzegu. Teraz, nie tracąc czasu na obserwacje, szybko wyostrzyłem teleobiektyw i całą perkozią rodzinkę miałem, jak to się mówi, w kadrze. Jedyne, co powstrzymywało mnie przed naciśnięciem spustu migawki było to, że ptaki odwrócone były do mnie tyłem. Z fotograficznego punktu widzenia ptak ustawiony kuprem nie prezentuje się najatrakcyjniej. Czekałem więc w napięciu na bardziej fotogeniczne ustawienie. Niestety czas najwyraźniej działał na moją niekorzyść - zdawałem sobie sprawę, że za chwilę samiczka zanurkuje i znowu nie zrobię żadnego zdjęcia. Postanowiłem w jakiś sposób zwrócić na siebie uwagę, aby ptaki przynajmniej spojrzały w moją stronę. Zacząłem nieudolnie naśladować głos kaczki, niestety nie przyniosło to pożądanego rezultatu. Następnie próbowałem naśladować głos bliżej nieokreślonego ptaszka dźwięcznie pogwizdując, jednak i na to perkozia rodzinka również nie zwracała najmniejszej uwagi. Wreszcie przyszedł mi do głowy niecodzienny pomysł, może by tak przemówić po ludzku!(?)

Wypowiedziałem przeciągle "Józeeeeek"! O dziwo perkozki natychmiast zareagowały, bacznie obserwując miejsce, skąd dobiegł dziwnie brzmiący głos. Moja reakcja była również błyskawiczna - nacisnąłem spust migawki, przepuszczając kilka klatek i czekałem, co też będzie się działo dalej.

© Kazimierz Pańszczyk
O dziwo ptaki już po chwili zachowywały się zwyczajnie, jakby nigdy nic. Ponowiłem hasło, tym razem jeszcze bardziej przeciągle i stanowczo, "Jóóóó-zz-eeeeek"!!! Tym razem obiektyw miałem wykierowany na młode, które również zareagowały na "Józka" ; trzask migawki i jedno z młodych, jak przed chwilą jego mama zostało "zatrzaśnięte w wąskim kadrze". Chwilę później wykonałem jeszcze kilka innych ujęć. Kiedy tylko ptaki oddaliły się w pobliskie szuwary, mogłem wyjść z ciasnego ukrycia, niezmiernie usatysfakcjonowany nie tyle z samych zdjęć, co z przemyślnego fortelu, jakiego użyłem do wykonania tych kilku fotografii. W zasadzie niefart, z jakim miałem do czynienia jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej przerodził się w uśmiech i zadowolenie. Stojąc nad brzegiem wody poczułem w sobie przypływ dumy: "Oto ja człek rozumny, zaszyty w gęstym sitowiu nad brzegiem wody, wymyśliłem tak podstępny i wyrafinowany gambit, że przebiegłe perkozki, niczego się nie domyślając, pozowały mi na zawołanie !!!"
Niesamowite, prawda?!

Co tylko o tym pomyślę, to chce mi się śmiać z reakcji tych ptaków na fonetycznego "jóóóózzzka". Przyznacie, że trzeba być niewątpliwie szczęśliwym posiadaczem co najmniej tysiąc trzystu gramowego mózgu żeby na coś takiego wpaść ?

Tak, czy owak całość zdjęciowa trwała prawdopodobnie nie dłużej niż 40-50 sekund. Ktoś mógłby zadać pytanie, czy warto katować się w niewygodnej budce przez kilka godzin dla tych kilku wątpliwych ujęć.

© Kazimierz Pańszczyk
Na każde w ten sposób postawione pytanie zawsze odpowiadam bez jakichkolwiek wątpliwości, że tak, było warto! Nawet gdybym wówczas nie wykonał żadnego zdjęcia też byłoby warto! Albowiem wartość nie jest zapisana tylko w samych zdjęciach, lecz także w estetycznych obrazach, jakie zdołamy zatrzymać w postaci żywych wspomnień. Wszystko zależy od naszej wrażliwości i poczucia wartości dzikiego świata przyrody. Dzięki nowoczesnej technice możemy przynajmniej fragment tego cudu natury zatrzymać na dłużej w formie statycznego obrazu. Zielone perły, jakimi są okalające nas bagna, pola i lasy stanowią nie tylko dla ludzkości wartość wręcz bezcenną, ale również są zbawcze przede wszystkim dla dzikiego świata zwierząt. Nawet mały skrawek wody, lasu, czy łąki to także ogromna skarbnica życia, może w naszym odczuciu małego i nie zawsze dostrzegalnego, ale czy istnieje skala wartości między życiem małych i tych wielkich? Czy życie tych "ważnych" jest cenniejsze od tych, których uważamy za "mniej ważnych"? Tu i teraz na pewno tego nie rozstrzygniemy, ważne jest to, byśmy własną wrażliwość na piękno dzikiego świata mogli przekazać innym. Niezwykłe piękno i estetyka dzikich obrazów, jakie bez przerwy serwuje nam natura jest tak ogromna, że zazwyczaj doceniamy to dopiero wówczas, kiedy uda nam się zaobserwować jakieś niezwykłe wydarzenie. Coś, czego w gonitwie dnia codziennego nie jesteśmy w stanie dostrzec, a w rzeczy samej toczy się nieustannie bez względu na dzień, miesiąc czy porę roku.


 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif