• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Klejnoty lessowych ścian
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Klejnoty lessowych ścian Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
Tomasz Kłosowski
zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Co ja tu robię? - pytam sam siebie, wyglądając przez szczelinę łaciatego namiotu stojącego tym razem w przedziwnej pozycji: prawa strona wyżej, lewa niżej. Bo też namiot jest przyczepiony do pochyłej ściany urwiska. Podłoga też nie jest płaska, tylko skośna, choć i tak dobrze, że udało mi się znaleźć jakąś w miarę poziomą półkę, by na niej usadowić ukrycie. Krajobraz za okienkiem też nie zachwycający. Mury i kominy starej cegielni, pobrużdżone ściany wyrobiska, na jego dnie jakieś resztki desek, metalowe części... no, właściwie to nie wiem, czego. Mniejsza z tym zresztą. Aha, jest jeszcze w planie słup i ciągnące się od niego w obie strony druty. On, choć szpetny, stanowi dla nas nadzieję. Kiedy tu przyszliśmy, na drutach niczym ciemne krople tkwiły sylwetki jakichś smukłych ptaków. Drozdy, nie drozdy, kawki , nie kawki. Tak można by pomyśleć. Ale lornetka ukazuje bajkowe kolory ptaków, tak żywe, jakby to były drewniane zabawki, pomalowane farbkami. Tak, to one, żołny, fruwające klejnociki, dla których tu przyjechaliśmy. Bo nic innego nie wyciągnęłoby nas z naturalnych ptasich plenerów doliny Biebrzy w to nadrzeczne, cegielniane rumowisko.

Ale jesteśmy i wisząc na wysokiej skarpie, musimy stanąć na wysokości zadania. Oto ono: żołna w locie. Oczywiście, siedząca na wystającym z lessowej ściany patyku czy korzeniu też, ale to tylko
zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
mniej atrakcyjny temat dodatkowy. Tak przynajmniej myśleliśmy w pierwszej chwili, niesieni potężną falą mody na zdjęcia w ruchu. Tu, w ścianach wyrobiska, mają żołny swoje nory lęgowe. Teraz, pod koniec lipca, przynajmniej te z nich, w których lęg przebiegł pomyślnie, powinny już zawierać potomstwo. Wcale nie jest łatwo ustalić, które to nory. Ściany, częściowo na dodatek zakrzaczone, pełne są otworów o różnych wymiarach, kształtach i wysokościach umieszczenia. Nie wszystkie są dziełem ptaków. A spośród tych, które wydrążyły ptaki, wiele z pewnością należy lub należało do brzegówek. Ich nory wbrew pozorom wcale nie muszą mieć wlotów mniejszych od tych wyżłobionych przez żołny. Za to niezawodnym nieomal dowodem, że to właśnie do żołny należy któryś wlot, są dwa wyryte w ścianie rowki, wychodzące po obu stronach otworu od dołu, niczym wąsy. To są ślady stosunkowo dużych pazurków wlatujących i wylatujących żołn.
zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy

Sporo czasu - praktycznie całe pierwsze popołudnie po przyjeździe, schodzi nam na ustaleniu, kto z tutejszych skrzydlatych rezydentów gdzie mieszka. Niektóre z obiecujących na oko nor okazują się przy tym już puste. Próbujemy też zbadać, z jaką częstotliwością ptaki przybywają do tych zajętych. Czyn godzien eposu! Czasem przez godzinę nic nie przylatuje, potem znów ptaki śmigają raz za razem. Bez sprawdzenia, które miejsca są na pewno obsadzone, nie ma jednak sensu instalować naszych ukryć, bo istnieje obawa, że będziemy w nich wisieć na półce urwiska lub tkwić na jego wierzchołku na darmo. Obserwacje wskazują, że czeka nas tu nie lada egzamin i próba cierpliwości.

No i siedzę wreszcie, a raczej trochę siedzę, a trochę kucam, w ukryciu. Jest jeszcze rano, ale coraz goręcej. Ptaków na razie coś nie widać.
zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Przede mną kiwa się gałązka, odrastająca od ściany, i na tej to gałązce mam nadzieję ujrzeć żołnę. Ptaki te do otworów nor potrafią co prawda wpadać jak strzały i nie gorzej wylatywać, ale namiot - nowy przedmiot w otoczeniu - może je lekko niepokoić i skłaniać do rozejrzenia się wokół i wtedy chętnie usiądą na gałązce czy patyku. W samą norę, widoczną nie tak daleko, na razie nie celuję. Za to uporczywie wbijam wzrok we wspomnianą na wstępie linię energetyczną. To jest najwyraźniej czatownia ptaków, z której widzą latające w słońcu owady. Wystartowawszy, sprawnie chwytają je w locie. My musimy być nie mniej sprawni, by w locie chwytać same żołny.

Na razie na drutach jednak pusto. Jeden kwadrans oczekiwania, drugi... I oto nagle widoczna przede mną gałązka zaczyna się podejrzanie chwiać. Kątem oka widzą, że przy jej końcu, ale jak na złość poza kadrem, przysiadła żołna. W dziobie dzierży jakąś osę nieznanego mi gatunku. Zaczynam zwolna przesuwać obiektyw, by wycelować do skrzydlatego łowcy. Może zdołam uchwycić moment, gdy wystartuje ze zdobyczą ku gniazdu. Ale ona nie startuje, tylko, wystraszona ruchem dziwnego przedmiotu, wystającego z budy,
zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
zaczyna zjadać zdobycz. Uruchamiam wieloklatkowy tryb pracy Canona i - trach, trach, trach! - na ośmiu klatkach rejestruję całe zdarzenie. Na ekraniku LCD widzę jednak po chwili, że obrazki są do siebie zbyt podobne, a cały utworzony z nich mini-filmik też wizualnie nie rzuca na kolana. Podczas tych konstatacji ptak odlatuje.

Za jakiś czas wraca, by znów przysiąść. Już bez zdobyczy. Siedzi sztywno dłuższą chwilę, aż wreszcie zaczyna wykonywać dziwne wygibasy. Jakby go zaczął od środka napędzać jakiś niewidoczny silnik. I nagle - bęc! - z dzioba wyleciało coś ciemnego i sporego. Wypluwka! Że też nie włączyłem teraz wieloklatkowego trybu! Byłby cenny dowód, że i żołny zrzucają wypluwki. Cóż, podczas takich czatów nigdy nie jest się dość przewidującym!

zobacz powiększenie w galerii
Wypluwka© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy


























Nie bez złości wyglądam okienkiem
zobacz powiększenie w galerii
Żołny© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
na żołnowy światek wokół. Słońce przewala się na drugą stronę nieba, a żołny teraz jak na specjalny rozkaz zaczynają latać, wpadać do nor z motylami w dziobach. Tym latającym daję jednak spokój, bo niedaleko w drugiej czatowni siedzi zaczajony Grzesiek z krótszym obiektywem i do niego to należy chwytanie lotów i wszelkich dynamicznych, reporterskich scen. Ja szukam malowniczej statyki. I coraz częściej znajduję. Oto dwa barwne ptaki usiadły jeden za drugim, tworząc elegancki rytm. Po dwóch godzinach w ten sposób i w innym miejscu, siadają trzy. Przyglądając się spokojnie osobnikom siedzącym mogę zauważyć, jak inaczej wyglądają w oświetleniu frontalnym, a inaczej w kontrowym, z którym teraz, po południu coraz bardziej mam do czynienia. Trochę, jakby to były różne, acz blisko spokrewnione gatunki.

zobacz powiększenie w galerii
Żołna© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Wieczorem, jak zwykle, rzucamy się do laptopa, żeby obejrzeć wyniki. Pokot Grześka to prawdziwy festiwal poobcinanych skrzydeł i ogonów. Ale w jego dzisiejszym optycznym urobku znajdujemy też co najmniej kilka pełnych ptasich sylwetek, dynamicznie rozpiętych w powietrzu. Niektóre z tych obrazów są naprawdę świetne. Przyznam jednak, że i na niektóre moje, statyczne trofea popatruję z uznaniem. Zwłaszcza na te obrazy, gdzie coraz niżej stojące słońce plastycznie wymodelowało i podświetliło skąpane w jego promieniach barwne ptaki. W pogoni za dynamicznym trofeum często całkiem zapominamy o subtelnościach, zwłaszcza tych związanych z jakże ważnym dla urody obrazu oświetleniem. Tymczasem w fotografii to właśnie światło jest tą najcenniejszą zwierzyną, zwykle wcale niełatwą do upolowania...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif