• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Mewi świat Email
Autor: Włodzimierz Stachoń   
Włodzimierz Stachoń Prezentowane zdjęcia rybitw i mew wykonane w ciągu kilku ostatnich lat, w tych samych miejscach są nie do powtórzenia.
© Włodzimierz Stachoń
Rybitwa rzeczna© Włodzimierz Stachoń
Otóż niestety nie ma już żadnej ostoi, w których kiedyś fotografowałem. Największa przed laty ostoja wodnego ptactwa w dolinie Dunajca – odstojniki przy jednej z tarnowskich fabryk, nie istnieje, bo nie ma już stawów. Część została zasypana, a w miejscu innych powstało ogromne wysypisko śmieci. A właśnie tam znajdowały się liczące setki gniazd kolonie śmieszki, w imponującej ilości gniazdowały mewy srebrzyste, liczne były mewy pospolite i rybitwy zwyczajne, nie wspominając o całej rzeszy kaczek, łysek, kurek, bączków, a nawet dostojnych łabędzi czy błotniaków. Jeszcze na początku lat 90-tych gniazdowały tam nawet mewy czarnogłowe, których lęgi w kraju stwierdzano wówczas sporadycznie. W ciągu 10 lat zginęła jedna z najciekawszych pod względem ornitologicznym ostoja wodnego ptactwa w Małopolsce.

Nie do powtórzenia w ciągu ostatnich lat są też zdjęcia z pożwirowych zbiorników w dolinie Dunajca. Tu powód jest nieco inny – utrzymujący się wysoki poziom wody w zbiornikach, na których nie ma żadnych wysp. Przed laty przy niskim poziomie wód, liczne wysepki były zamieszkiwane przez rybitwy, sieweczki rzeczne i śmieszki, które wyprowadzały szczęśliwie lęgi.

Fotografowanie mew i rybitw to przeżycie niezwykłe. Ptaki należą do nad wyraz hałaśliwych, ale jednocześnie potrafią być ufne
© Włodzimierz Stachoń
Mewa pospolita© Włodzimierz Stachoń
w stosunku do człowieka. Jedna z rybitw założyła gniazdo tak blisko mojej czatowni, że wysiadując opierała ogon o maskujące płótno. Z kolei mewa pospolita, z odstojników przy fabryce, tak przywykła do widoku ludzi i samochodów ciężarowych, że gniazdo założyła w plątaninie stalowych lin tuż przy trasie przejazdu ciężarówek. Jej zdjęcie zostało wykonane z podchodu, bez żadnego maskowania się. Prawdziwym wyzwaniem było jednak wykonywanie zdjęć mew srebrzystych. Kolonia tych okazałych ptaków – wodnych rabusiów, znajdowała się daleko od brzegu, na niewielkiej wyspie w formie stromego kopca porośniętego niewielkimi drzewami i krzewami. Woda w największym ze zbiorników na którym osiedliły się mewy była bardzo głęboka. Poza tym staw był odstojnikiem poprodukcyjnym wspomnianej dużej fabryki. A ja nie umiałem pływać. Nabyłem tę umiejętność, z wielką radością, dopiero później i wówczas bez obaw zacząłem poruszać się pontonem po dostępnych wodach. Ale do mew srebrzystych pływałem
© Włodzimierz Stachoń
Mewa srebrzysta© Włodzimierz Stachoń
z duszą na ramieniu i z kołem ratunkowym przy pontonie. Technika odprowadzania fotografującego przez drugą osobę także w przypadku mew jest niezastąpiona. Po odpłynięciu kolegi szybko ulokowywałem się w czatowni i w chwilę później byłem świadkiem codziennego życia mewiej kolonii. W jednych gniazdach trwało wysiadywanie, w innych wykluwały się pisklęta, jeszcze inne gniazda już opustoszały, a o szczęśliwych lęgach świadczyło liczne przedszkole – mewia młodzież spacerująca po wyspie. Mewy raz po raz wszczynały bójki między sobą, to znów w ich ostoi panował spokój. W jednym wszystkie ptaki były zgodne – gdy nad kolonią pojawił się intruz, solidarnie broniły swoich domostw i były w tych poczynaniach bardzo skuteczne. Poza tym same budziły popłoch wśród drobniejszego wodnego ptactwa. A i nad moją głową wykonywały karkołomne akrobacje, co powodowało, że w czatowni znikałem wyjątkowo szybko…

Zdarzyły mi się także zupełnie nieoczekiwane zdarzenia w czasie fotografowania mewiego świata. Otóż chcąc wykonać zdjęcie kolonii rybitw nad Dunajcem, przygotowałem na jednej z wysp czatownię
© Włodzimierz Stachoń
Mewa śmieszka© Włodzimierz Stachoń
z maskującego płótna. Dodam, że w tamtych latach taka maskująca tkanina była materiałem niezwykle trudnym do zdobycia. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przerwie w fotograficznej sesji spowodowanej oczekiwaniem na wylęg piskląt, okazało się, że z wyspy zniknęło cenne płótno uniemożliwiając mi dalsze fotografowanie. Historię lęgu dokończyłem po kilku dniach, po tym jak po intensywnych poszukiwaniach, w jednym ze sklepów udało mi się zdobyć nowe, maskujące płótno. Jak się później przekonałem było warto. Ptaki zachowywały się tak jakby mnie wcale wśród nich nie było. W gniazdach tuż przy ścianie ukrycia wielokrotnie obserwowałem ucinające sobie drzemkę rybitwy, które na tę okoliczność chowały dzioby pod skrzydła. Podobnie odpoczywały pisklęta, które wylegiwały się tkwiąc nieruchomo – ich maskujące ubarwienie powodowało, że przybywając na wyspę trzeba było bardzo uważać by nie nadepnąć któregoś z nich.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif