• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Ptaki arrow Jak znikały cietrzewie - okiem obserwatora
 

Sonda

Jakiego typu informacji szukasz tu najczęściej?


 

Jaki korpus uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Jaki obiektyw uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Jak znikały cietrzewie - okiem obserwatora Email
Autor: Ludwik Krzeczkowski   
Tekst zainspirowany rozmowami z Kazimierzem Pańszczykiem
Ludwik Krzeczkowski Do napisania tego tekstu skłoniły mnie dziwne wypowiedzi ludzi z różnych środowisk związanych z ochroną przyrody,

Z początkiem lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, jesiennym popołudniem, wychodziłem z zarośniętej tworzącym się borem części torfowisk. Otwarta, wykoszona przestrzeń wcinała się zielonym jęzorem w młode sosnowo-brzozowe zadrzewienia.
Cietrzewie
Cietrzewie - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
Urocze miejsce, niezwykle ciche, ustronne. Wiele razy będę tu wracał i choć wiele się zmieni, to nie raz będę tu świadkiem niezwykłych kadrów z życia przyrody. Szedłem wzdłuż rowu melioracyjnego trochę zamyślony i zadumany, bo przyroda skłania do refleksji, i dopiero po chwili zauważyłem w oddali kilkanaście czarnych ptaków. Część z nich pasła się, kilka czyściło pióra, inne dreptały z opuszczonymi skrzydłami. Zaintrygowany zatrzymałem się. W szkłach lornetki widziałem je dokładnie, nie wiedziałem jeszcze wtedy że zdominują na wiele lat moje zainteresowania, że poznawanie ich zwyczajów stanie się moją pasją. To było pierwsze moje spotkanie z cietrzewiami, później było ich wiele, a zdarzały się w zaskakujących okolicznościach, jak chociażby zimą tuż pod szczytem Babiej Góry. Zachwyt potrafi wyzwolić ogromną energię, pragnienie podzielenia się swoimi emocjami zdopingowało do starań. Fotografowanie cietrzewi nie jest łatwe, pierwsze zdjęcie udało się zrobić dopiero po trzech latach obserwacji. Nieosiągalny był sprzęt mogący dać obraz o odpowiedniej skali odwzorowania i jakości. Brak było doświadczenia.

Trudno było zasnąć, a później dzwonek budzika wwiercał się w świadomość, szarpał nerwami. Druga, trzecia, któraż to godzina? To już? Spakowany dzień wcześniej olbrzymi plecak, ciepłe ubranie i gumowe buty czekały w przedpokoju, żeby nie szukać, nie budzić rodziny. W kuchni zaszemrał ekspres do kawy, bo będzie potrzebna. Pierwsze godziny to przecież czekanie w ciemnościach na chybotliwym krzesełku, w ciasnym namiociku. Maluch zapalił bez protestu, sprzęt zajął połowę miejsca na tylnym siedzeniu, a kolega już chyba czeka przed blokiem. Światła reflektorów przeganiały pasma mgły snujące się po drodze. Już koniec asfaltu. A teraz pomału jedyneczką by zmieścić się w koleinach polnej drogi, by czegoś nie urwać. Jeszcze trzaśnięcie drzwi, sprawdzenie czy wszystko jest. A wokół ciemność i cisza. Z trudem zarzucamy ciężkie plecaki.
Cietrzewie
Cietrzewie - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
Czeka nas trudny marsz. Niby niedaleko, ale w ciemności, przez las, zapadając się w grząskim gruncie, potykając na poduchach mchu. A i strumień po drodze, i pola uprawne, i okrajek torfowiska. Miejsca na czatownie wybrane dużo wcześniej, bo cietrzewie nie lubią ludzi, uciekają gdy je coś zaniepokoi, dystans ucieczki to co najmniej sto metrów, a przecież nie chcemy ich niepokoić. Misterium toków to czas niezwykły, to w tańcu kuraków etnografowie dopatrzyli się podobieństw do tańców Indian amerykańskich, a preriowe kuraki są chyba jeszcze bardziej fascynujące. Wchodząc na teren tokowiska wkraczamy w bardzo intymny świat przyrody i zawsze jesteśmy intruzami. Chcemy jednak pokazać obrazy przyrody nie docenianej a jednocześnie fascynującej. W powszechnym mniemaniu prawdziwa przyroda jest gdzieś w egzotycznych stronach świata, ze szklanych ekranów wybiegają słonie, tygrysy, strasznie jadowite węże czają się potrząsając grzechotkami, a u nas to nawet krokodyli nie ma.
W literaturze o cietrzewiach niewiele, zaczęto się nimi bardziej interesować dopiero gdy znikały z kolejnych swoich siedlisk. Odkąd pamiętam cietrzewi było dużo, gdy pierwszy raz je spotkałem było dużo. Z publikacji podręczników łowieckich można było się dowiedzieć, że "cietrzew to pospolity ptak łowny występujący w całym kraju". Na zdjęciach w magazynach łowieckich dziesiątki cietrzewi leżało w pokocie po udanych polowaniach obrazując łowieckie sukcesy. Minęło zaledwie kilka lat i na tokowiskach pojawiało się ich o wiele mniej, bywało że z roku na rok o połowę mniej niż rok wcześniej. Nie skłaniało to jednak zupełnie myśliwych do zmiany swojego stanowiska - cietrzewi jest dużo!!!
Na tokowisku, co sto kilkadziesiąt metrów stały czatownie i żadna z nich nie należała do fotografujących. Bach, bach....... bach, granie cietrzewi przerywały strzały. Na zebraniach łowieckich ptaki mnożyły się w wyobraźni i rozmowach posiadaczy "flint". A cietrzewi było coraz mniej i co dziwne z perspektywy czasu, z tych terenów znikali i ludzie, i cietrzewie. Okoliczne pola coraz rzadziej doznawały troski swoich właścicieli, miedze zarastały. Wąskie, wijące się pasma pól tworzące koloryt tutejszego krajobrazu zanikały. Już nie opłacało się zasiewać owsem, żytem, sadzić ziemniaków, coraz rzadziej koszono łąki otaczające torfowiska. Pewnie nie wiecie, ale nigdzie powietrze nie pachnie tak jak na Orawie w porze sianokosów. Możecie mi wierzyć, wiele zwiedzałem. Mówi się, że im mniej ingerencji człowieka w naturę tym lepiej, taki punkt widzenia prezentuje wielu młodych działaczy "zielonych" organizacji przykuwając się do drzew łańcuchami.
Cietrzewie
Cietrzewie - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
Nie umniejszam ich wkładu w obronę naszej przyrody, ale zmiany w środowisku na przestrzeni ostatnich lat następują bardzo gwałtownie i przyroda często sama już sobie nie radzi, zauważono to np. w Biebrzańskim Parku Narodowym i innych cennych przyrodniczo miejscach organizując np. wykaszanie łąk czy wycinanie brzezin zarastających torfowiska. Po prostu dawny sposób użytkowania ziemi, a nie pozostawienie jej samej sobie, sprzyjał wielu formom życia i byliśmy do tego przyzwyczajeni. Nie był taki agresywny, podczas gdy pozostawienie natury samej sobie powoduje zwykle, na początku, gwałtowny wzrost zaborczych pionierskich gatunków, niekoniecznie pożądanych w danym biotopie, jak właśnie np. brzozy. W tym miejscu trzeba zadać sobie ważne pytanie - czy chcemy zachować przyrodę w stanie jaki znamy z ostatnich kilkudziesięciu lat, utrwalonym w naszej świadomości, czy też pozwolić jej rozwijać się do woli na opuszczonych terenach, a wtedy musimy liczyć się z trudno przewidywalnymi zmianami powodującymi zanikanie jednych gatunków i gwałtowny wzrost innych niekoniecznie oczekiwanych przez nas. Druga opcja jest bardziej naturalna, lecz czy do zaakceptowania?

Pierwszy odezwał się skowronek. "Srebrnym dzwoneczkiem dzwoniąc" wzniósł się ponad łąkę głosząc swoim głosem radość życia i swoją obecność, a po chwili (chwila w ciemności nie jest mierzalna), po chwili słychać było głos czajki skarżącej się na swój ptasi los. Czajek było bardzo dużo. Niesprzyjające przez kilka lat okoliczności sprawiły jednak, że ten piękny ptak jest teraz bardzo rzadki na terenie Podhala i orawskich łąk, ale jest to temat na inną opowieść. Czajka furkotała na skrzydłach, nawoływała, żaliła się. Gdzieś z boku, od strony kopuły torfowisk doleciał łopot skrzydeł, przeszedł ponad moim ukryciem i usłyszałem jakby coś spadło na ziemię. Po chwili znów podobny odgłos. I kolejny. Chwila ciszy i tuż obok usłyszałem - czuszszy, czuchszy. W ciemności można było zaledwie zorientować kierunek, skąd dobiegały odgłosy. Wiele lat temu, zauroczony już cietrzewiami, zatrzymałem wiosną samochód na skraju drogi biegnącej prawie przez środek terenów ich występowania. Gwiazdy jeszcze świeciły na granatowym niebie, choć już na wschodzie bogini świtu szykowała swoje wejście jaśniejszą różową smugą. Cisza przerywana gulgotaniem i co chwilę niosło się. Ale przecież do tokowisk jest daleko, to ponad kilometr.
Z cietrzewiami jest trudno, to niezwykłe ptaki. Z bliska słychać tylko czuszykanie, widać drganie gardzieli, brodę, widać prześwit w piórach stroszonych na szyi, widać nabrzmiałe czerwone róże, metaliczny błękit piór gdy obracają się do światła. Z daleka niesie się tylko dźwięk rzadko kojarzony z ptakami, w ciemności nie widać. Może żaby, może???
Cietrzewie prezentowały swoje walory, starały się żyć po swojemu. Podskoki, przefruwania, walki, dreptały płużąc. Doświadczone terytorialne koguty pilnowały swoich aren tokowych, przeganiały
Cietrzew
Cietrzew - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
młodzików. Czuchszy, czuszszy, podskok. Młodsze próbowały swoich sił na obrzeżach tokowiska przelatując co chwilę kilkadziesiąt metrów. Już na wschodzie coraz jaśniej, już niedługo nad pasmem gór na horyzoncie pojawi się słońce. Szabas, teraz coraz rzadziej obserwowany. Może nie ma kto nauczyć młodzików szacunku dla wschodzącego słońca, bo na tokowiskach stare koguty można liczyć na palcach jednej ręki i pewnie jeszcze kilka palców by zostało. A może inne czynniki powodują zmianę zwyczajów. Gdy nadchodziła pora wschodu słońca koguty milkły, ustawały walki, czyściły pióra, mościły się w trawach i czekały. I dziwna sprawa - nawet gdy horyzont zakrywały chmury, gdy gęsta mgła spowijała okolicę, wiedziały kiedy trzeba przerwać rywalizację. A potem znów któryś zaczynał, może to znów był tokowik, ten co w ciemnościach dawał znak, że już pora, a może inny niecierpliwy. Na jednym z drzew otaczających tokowisko usiadło ponad dwadzieścia brązowo ubarwionych ptaków. Wtedy myślałem że to kury, teraz mam spore wątpliwości. Nie brały udziału w tokach, obserwowały. Kury pojawiały się zwykle później wśród rozgrzanych kogutów, zlatywały z miejsc gdzie czuły się bezpiecznie, wychodziły z zarośli. Mają do spełnienia bardzo ważną rolę. Ich ubarwienie sprzyja bezpieczeństwu, bo wyprowadzenie lęgu to wiele trudów. Bardzo będą chciały usłać gniazdo. Zwykły dołek gdzieś pod krzakiem. W dołku tym złożą swoje skarby. Kilka, może nawet dwanaście jajeczek. Ich determinacja zadziwia. Wysiadując będą bardzo wytrwałe, z gniazda zejdą dopiero w ostatniej chwili, by po kilkunastu metrach poderwać się odwracając uwagę od potomstwa. Często, pomimo przerażenia, nie uciekną z gniazda przed lisem, kuną lub innym drapieżnikiem, chroniąc swój lęg. Ginie wówczas zwykle cieciorka i cały lęg. Bo wychłodzone jajka, bo maleńkie kurczątka same sobie nie poradzą. Przecież lisica, czy inny drapieżnik też ma swoje dzieci. Często przeceniamy obecność drapieżników w środowisku. Mówi się, o ich bardzo negatywnym oddziaływaniu na nie. Obserwowaliśmy nieraz zachowania bardzo różniące się od powszechnych stereotypów. Na łące gdzie od dłuższego czasu lisica próbowała zdobyć pożywienie dla swoich młodych usiadł cietrzew, tuż obok, kilka, może kilkanaście metrów. Kogut pasł się spokojnie, lisica starała się złowić jak najwięcej nornic, chwilami w pysku miała ich nawet kilka. Fantastyczny widok. Nie interesowała się zupełnie dumnym ptakiem. Pewnie natura mówiła jej, że nie warto uganiać się za mało osiągalną zdobyczą.

Najbardziej negatywnym działaniem może poszczycić się człowiek, choć w przypadku cietrzewi jego obecność, patrząc z
Cietrzew
Cietrzew - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
perspektywy czasu, przynosiła chyba więcej dobrego niż szkody. Na tych terenach człowiek zaznaczał swoją obecność przez dziesiątki lat dość intensywnie. Na wąskich wstęgach poletek krzątali się rolnicy z okolicznych wsi, a w porze wzmożonych prac polowych całe wsie wylegały do pracy. Tak było w czasie orek wiosennych, sianokosów, żniw czy kopania ziemniaków, a w międzyczasie odbywało się wydobywanie i suszenie torfu, zbieranie jagód, grzybów. Człowiek był tu wciąż obecny, tylko że ludzie zajęci swoją pracą nie zakłócali spokoju, życia cietrzewi. Uprawianie roli, koszenie łąk, wycinanie zarośli. Cietrzewie są znane ze swojej ostrożności, wielokrotnie obserwowałem jak okazywały zaniepokojenie widząc człowieka z odległości ponad dwustu metrów. Cietrzew czuje się dobrze gdy roślinność nie jest zbyt wysoka na polach i łąkach. Zaledwie około 20 cm. Wtedy jest bezpieczny bo z dostatecznej odległości może dostrzec niebezpieczeństwo i w miarę spokojnie się oddalić. Taką właśnie mniej więcej wysokość miała roślinność pól otaczających torfowiska, takie były same torfowiska, gdzie jeszcze w latach osiemdziesiątych wykaszało się mchy do ocieplania domów i na podściółkę dla zwierząt. Gęste zakrzaczenia, powstające gdy ludzie zaniechają gospodarowania, powodują że cietrzew opuszcza taki teren, nie czuje się bezpieczny.

Jeszcze na tokowiska zlatują się koguty choć to już połowa maja. Mierzą się, podskakują, przelatują z furkotem z miejsca na miejsce. Jeszcze sypią się pióra z ostatnich tej wiosny walk. Kur już się prawie nie widuje, gdzieś pod zwisającymi gałęziami drzew, krzakami wygrzewają już swoje potomstwo. W cienkich skorupkach pulsuje nowe życie. Prawie miesiąc troski. A gdy nadchodzi ten moment kura przez całą dobę nie opuści gniazda. Następną dobę czeka by pisklętom wyschło pierze. Później pisklęta będą wędrowały za nią bardzo wolno zjadając energetyczny białkowy pokarm złożony w początkowym okresie głównie z owadów, ślimaków, dżdżownic - muszą szybko rosnąć. Z czasem ich dieta zmieni się w kierunku pokarmu roślinnego. To trudny okres. Na Podhalu i Orawie niewiele jest w ciągu roku dni słonecznych, statystyki mówią, że zaledwie około trzydziestu, reszta to czas wilgoci, chłodu i prawie pół roku zimy. Małe, nie odporne jeszcze ciałka nie zawsze radzą sobie z trudami i chyba w tym okresie najwięcej ich zginie.. Nam rzadko zdarza się być przemoczonym i spędzać całą dobę pod gołym niebem w chłodzie. Wracamy do swoich domów przebieramy się suche ciuchy i żyjemy w swoim ZOO.

Na naszym terenie obserwujemy zjawisko być może pomijane, może nie tak powszechne na innych terenach. W rozmowach z naukowcami spotykaliśmy się z dwuznacznymi reakcjami. Wiosną na tokach pojawiają się ptaki ubarwione na brązowo. We wszystkich dostępnych opracowaniach czytaliśmy, że jesienią cietrzewie dzielą się na rozdzielnopłciowe stada, osobno koguty,
Cietrzew
Cietrzew - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
osobno kury, jednak zachowanie wiosną niektórych brązowo ubarwionych ptaków daje dużo do myślenia. Bo jak nie zdziwić się gdy brązowy ptak uważany za cieciorkę, wychodzący z zarośli wraz kilkoma innymi brązowymi rozkłada niewykształcony jeszcze brązowy ogon stroszy pióra na głowie i próbuje tokować do innych podobnie brązowych? Jest pewne wytłumaczenie, wytłumaczenie to ma być może związek z innym problemem, z którym nie możemy się zgodzić, a mianowicie ze stosunkiem ilości kogutów do kur. Zapytania dotyczące tego tematu były, można powiedzieć, rozmywane. Zazwyczaj odpowiedź brzmiała - stosunek ilości kur do kogutów to mniej więcej 50/50. Nigdy, nigdy podczas tokowiska nie obserwowaliśmy takiego podziału. Podczas obserwacji od początku lat osiemdziesiątych nie zdarzyło się widzieć tyle kur co kogutów, bywało w porywach - jedna kura i cztery koguty, jedna na pięć. Pamiętam toki gdy było ich naprawdę dużo - na jednym drzewie sfotografowałem dwadzieścia kilka brązowo ubarwionych cietrzewi, wtedy sądziłem że są to kury. Rozdzielnopłciowe stada dzielą się jesienią, brązowe wiosną to są kury - przyjmowano jak dogmat. Nie próbowaliśmy tego naruszać, jednak? Jednak pojawiły się wątpliwości. Z zapytań skierowanych do ornitologów otrzymywaliśmy informacje sugerujące różne czynniki mające wpływ na taki stan. Najbardziej prawdziwa odpowiedź sugeruje, że brązowe wiosną, to młode ze spóźnionego lub utraconego lęgu, złożonego zeszłego roku dopiero w czerwcu lub lipcu - one już nie mają czasu by zmienić upierzenie i pewnie byłby to dla nich zbyt wielki wydatek energetyczny. Może to właśnie stanowi podstawę do takiego szacowania proporcji kur i kogutów. Uważam, że obserwacje prowadzone w wolierowych hodowlach, w bardzo sztucznych warunkach, warunkach bez ingerencji środowiskowych, bez czynników klimatycznych, bez drapieżników nie odzwierciedlają stanu w warunkach naturalnych. A w warunkach naturalnych obserwować kury bardzo trudno, prawie niemożliwe chociażby dlatego, że jest ich bardzo mało. Jeden z naszych czołowych "cietrzewiologów" nawet się obraził gdy zasugerowaliśmy pogląd inny niż powszechnie uważany. Tylko że ja bardzo rzadko na tych terenach spotykałem naukowców, może parę razy przez te dwadzieścia kilka lat. Spotkałem Holendrów, spotkałem Anglików i jednego naszego profesora, raz grupkę studentów. A przez prawie dwadzieścia lat bywałem na terenie torfowisk
Cietrzew
Cietrzew - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
co najmniej dwa razy w tygodniu po kilka godzin w wielu miejscach i o różnych porach i chodziłem zwykle z lornetką, dobrą.

Wbrew powszechnemu mniemaniu zachowania tokowe tych ptaków zauważyć można prawie przez cały rok. Najwcześniej widziałem koguty zachowujące się tokowo pod koniec stycznia, na grubej ponad metr warstwie śniegu. Przemierzałem wówczas wiele kilometrów na nartach przez pustacie orawsko-podhalańskich torfowisk w ciszy i samotności i siarczystym chłodzie i żaden łowczy nie powie mi, że tam był. Śnieg to jak czysta karta, po prostu nie było śladów. Na śniegu zdarzały się odciski łap wilka, wypchane przez dziki tunele w głębokim śniegu, bo dziki są ciężkie, ślady saren. Był ślad zająca urywający się nagle w gwałtownym zgiełku i kilka kropel krwi na śniegu - kolega stwierdził, że to obserwowany wcześniej puchacz zdobył pożywienie bo to tylko on zimą jest tak silny by unieść zająca. Ścieżka życia nagle przerwana potrzebą przetrwania.
Lato. Latem na torfowiskach jest pusto, nie chodzi się. Latem kuszą turystyczne atrakcje słonecznych plaż, można powiedzieć - nudno jest. Cietrzewie wymieniają upierzenie i raczej rzadko się je widzi. Gdy zapachnie grzybami - grzybami pachnie najpierw ziemia co jest skutkiem zjawiska zwanego mikoryzą, ziemia pachnie i wzmaga potrzebę wyprawy do lasu, bo pod gałęziami świerków, w usłanej starymi liśćmi i igliwiem ściółce czekają i rosną borowiki, kurki, kanie, rydze, podgrzybki. Gdy zapachnie grzybami zdarza się wędrującym przez pustacie i bory spłoszyć czarnego ptaka. Widziałem kilka kur nad brzegiem strumienia w głębi starego lasu, pewnie poszukiwały kamyczków - gastrolitów potrzebnych im do trawienia. Nieostrożnym zachowaniem, nieoczekiwaną sytuacją niepotrzebnie spłoszyłem je.
Potraw, to pora wczesnej jesieni, tak nazywają tu drugie sianokosy. Przez wiele lat jadąc przez pola zatrzymywałem się i wysiadałem z samochodu i obserwując okolicę wdychałem zapach. Zapach ten był zwiastunem atrakcji czekających mnie w głębi lasu. Ale potraw też oznaczał, że na skoszonych polach otaczających bory i torfowiska znów zobaczę czarne koguty. Rolnicy z okolicznych wsi kosili trawę i suszyli na charakterystycznych "drabinkach", czy bardziej na Podhalu - w "ostrewkach". Stałem i przez lornetkę wypatrywałem charakterystycznych kształtów.

W rozmowach z myśliwymi starałem się dowiedzieć jak oni liczą cietrzewie, bo zawsze było dużo. Wnioski z tych rozmów doprowadzały do niespodziewanych efektów. Będąc na jednym spotkaniu na tokowisku zdziwiłem się mocno. Stojący obok mnie myśliwy słysząc grające ptaki zaczął
Cietrzewie
Cietrzewie - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
liczyć - jeden, dwa, pięć, jedenaście. Dźwięki niosły się, odbijały od ściany lasu, od kopuły torfowiska, wracając mnożyły się. Jest dużo, mówił, na ucho. Świt rozjaśnił scenę. W świetle dnia zobaczyłem zaledwie kilka tokujących ptaków, reszta to były kretowiny ale też czarne, nie każdy myśliwy chodzi z lornetką, a niektórzy wszędzie widzą cietrzewie. Chęć przeżycia niezwykłego widowiska robi swoje. Cietrzewie tokują też popołudniami, takie toki są mniej regularne, trudniej przewidywalne i bardziej jest to rywalizacja pomiędzy kogutami, potrzeba prezentacji niż prawdziwe toki połączone z kryciem kur. Nie obserwowaliśmy raczej obecności kur na tokowisku poza okresem wiosennym i późną jesienią gdy zlatują się stadami. Widzieliśmy stada brązowo ubarwionych ptaków zlatujących się na orawsko-podhalańskie pola liczące kilkadziesiąt sztuk, ciekawe ile z tych ptaków to młode koguty, bo według literatury kury prowadzą swoje młode do jesieni. Widzieliśmy też w listopadowych chłodach mieszane stada z kilkoma czarnymi i kilkudziesięcioma brązowymi ptakami. Zastanawiam się jak ma się porównywanie badań wolierowych do tych z natury i czy w naturze też takie badania są wiarygodne, bo mam wątpliwości. Teraz naukowcy powinni zasypać ten tekst lawiną statystycznych cyfr, procentów i porównań, powinni się oburzyć. Zapraszam w moje strony i niech udowodnią swoje racje w terenie. Wiele lat temu sugerowałem, że na Podhalu i Orawie cietrzewi jest może dwieście (z początkiem lat dziewięćdziesiątych). Zupełnie niedawno dowiedziałem się że jest ich trzysta, miły pan naukowiec autorytatywnie przy tym się upierał. Dziś jestem skłonny sugerować, że nie ma ich więcej jak pięćdziesiąt, proszę mi zaprzeczyć i przede wszystkim udowodnić w terenie. Gdy szacowałem populację na orawsko-podhalańskich terenach na około dwieście sztuk, cietrzewie spotykałem na prawie każdym spacerze przez łąki, bory, torfowiska. Podrywały się, były widoczne. Tu widywało się tyle, tam tyle. W bardzo powtarzalnych warunkach, na przestrzeni ponad dwudziestu lat. W ciągu ostatnich lat, pomimo porównywalnie częstej obecności w terenie są to pojedyncze obserwacje raz, dwa razy w ciągu roku. Cietrzewi jest dużo... Obawiam się, że zaczyna się chów wsobny, że już jest ich zbyt mało by mogły przetrwać w dobrej kondycji. Przydałaby się chyba świeża krew z innych terenów. Cietrzewiom paradoksalnie szkodzi ich niezwykłość. Obecność cietrzewi w łowisku, w terenie, bardzo podnosi rangę terenu i ludzi opiekujących się nim. Można opierać się na symbolu, dużo i mądrze gadać, zapraszać vipów, a gdy nic nie zobaczą tłumaczyć, że one są bardzo ostrożne, że poleciały ale na pewno wrócą, bo przecież
Cietrzew
Cietrzew - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
są, jest ich dużo. Ci co nigdy prawdziwych toków nie widzieli na pewno uwierzą we wszystko.

Już szron zdobi połacie borowin, posiwiały bezlistne już gałęzie brzóz zastygłą poranną wilgocią. Stojąc wśród pustych, smutnych pól obserwujemy nadlatujące stado kuraków, charakterystyczny sposób lotu nie może budzić wątpliwości, to cietrzewie. Fascynujący widok. Minęły nas łagodnym łukiem lecąc na niewielkiej wysokości i siadły kilkaset metrów dalej, koło rowu. Już nie długo, a zmrożone pola pokryje gruba warstwa śniegu, wyciszy, uspokoi okolicę. Nie spotka się tu już człowieka, pozostanie przyroda. Cicho i pusto, czy aby na pewno? Na śniegu swoją obecność pozostawią sarny, jelenie, polujące lisy i inne drapieżniki, zwierzęta dla których to ich dom. W górnej partii Babiej Góry można zobaczyć trop rysia na zmrożonym śniegu. Myszołowy czatujące na drzewach będą wypatrywały nieostrożnych gryzoni. Nadejdą śnieżyce, często trwające kilka dni. Przeczekamy je w naszych ciepłych domach zżymając się na dozorców walczących ze śniegiem na chodnikach. W wielkich miastach ogłoszą klęskę żywiołową. Na terenach występowania cietrzewi zdarza się, że po takich opadach jednorazowo przybywa nawet pół metra śniegu. Tak było np. tej wiosny, w marcu, po zaledwie trzech dniach sypania. Gdy ucichło okolicę pokrywała gruba, sterylnie biała warstwa. Niezwykła cisza dzwoniła w uszach, a narty zapadały się głęboko w nieosiadłym jeszcze śniegu. Zatrzymałem się ostrożnie w miejscu znanym od dawna i czekałem. Tak robię zwykle wychodząc na bardziej otwartą przestrzeń. Próbowałem wyrównać oddech, wspierałem się na kijkach. Jakiś nieostrożny ruch. Pewnie przekroczyłem bardzo cieniutką granicę bezpieczeństwa. Kilkanaście metrów przede mną gładką powierzchnię śnieżnej połaci przebiła jedna główka, druga. Czarne ptaki przerywając warstwę śniegu błyskawicznie poderwały się z furkotem, po nich następne i jeszcze jeden. Cietrzewie chcąc przetrwać zimowe chłody i śnieżyce zaśnieżają się rozgrzebując warstwę śniegu i zanurzają się wgłąb drążąc jamkę, czasem dość głęboką. Spotykałem takie o długości nawet ponad dwa metry. W takiej jamce w ciszy, w spokoju trawią zjedzony wcześniej pokarm, czekają by ucichł wiatr i przestało padać, by ustał mróz (tu minus 30 stopni nikogo nie dziwi). A gdy nadchodzi pora lub gdy ktoś je spłoszy przebijają warstwę śniegu, podrywają się gwałtownym lotem i już do tej jamki nie wracają. W bardzo niesprzyjających warunkach, gdy popołudniem na zaśnieżone ptaki spłynie ciepłe powietrze i roztopi warstwę śniegu nad nimi, gdy późniejszy gwałtowny wielki chłód zmrozi rozmoczony śnieg w grubą skorupę, uwięziony
Cietrzewie
Cietrzewie - Tetrao tetrix © Ludwik Krzeczkowski
cietrzew nie może się wydostać i bywa, że ginie w swoim ukryciu. Statystyki, procenty, porównania, tabele. Wiadomo - najpierw jest kłamstewko, później wielkie cygaństwo, później to już tylko statystyka. W magii cyfr gubili się, lub chcieli się zgubić ludzie, bo cóż to jest 10 procent. W skali populacji cietrzewi to 10 ze stu, a gdy mówimy, że wyginęło 50% z populacji liczącej w danym terenie 10 sztuk, to przecież połowa. W takiej skali obecnie się już obracamy. Zostało tylko pięć. Tabele, opracowania, setki stron zapisanych maczkiem, leżący zmęczony kalkulator, mądre dyskusje w utytułowanym gronie, tuby autorytetów. Ci co nigdy nie widzieli prawdziwych toków uwierzą we wszystko, szczególnie młodzi. Pojawią się ładne tablice informujące że na tym terenie są rzadkie gatunki, że turyści nie powinni........ Dzieci będą zbierały śmieci po starych brudasach w Dniu Ziemi. Później worki z odpadkami pozostaną na poboczach dróg, brzegach rzek nie niepokojone przez nikogo - przecież Dzień Ziemi był wczoraj - mówili w telewizji!!! Tymczasem tuż obok gniazdującego czarnego bociana w pobliżu rezerwatu wycina się z zapałem drzewa i zwozi je pięknymi zachodnimi ciągnikami w hałasie i dymie spalin. To chyba nie miłośnicy przyrody, nie fotografujący, oni ciągnikami nie jeżdżą. Gospodarka światowa, globalizacja, w trybach tego określenia znikają co chwilę ostanie ptaki, ssaki, ziemia przesycona mądrością nie ma w sobie już dżdżownic, pędraków, kultury grzybów trzeba sztucznie wsiedlać. A truskawki o smaku papieru kuszą jedynie wyglądem, choć bardzo brzęczą groszem. Co chwilę młodzi naukowcy robią jakieś "odkrycia" znane okolicznej ludności od wieków.

Cietrzewie. W jednym ze swoich opowiadań wysłanym na jakiś konkurs starałem się przekazać szereg emocji wiążących się z cietrzewiami. Relacje pomiędzy odeszłym już, prawie "sienkiewiczowskim" pokoleniem, pokoleniem ludzi patrzących sercem na świat, na przyrodę, umiejscowionym w dawniejszych realiach, żyjącym dziś lecz trochę już patrzącym w przyszłość a ludźmi młodymi zafascynowanymi techniką i nowoczesnością. Minęło trochę czasu. Dzieciak, który nie mógł zasnąć, gdy mu obiecałem pokazać tokujące ptaki, zdobywa tytuły. Kombinuje jak wykorzystać zależności psychosocjologiczne w realiach naszego życia. Ten Pan zawsze przemienia się w małego chłopczyka, gdy rozmawia ze mną o cietrzewiach i znów chce przeżyć taki spacer z lornetką, przez wilgoć lasu, w ciemnościach, na skraj boru, by, kryjąc się pod zwisającą łapą gałęzi sosny, znów usłyszeć, drżąc z emocji i chłodu - czuszszy, czuchszszy. A cietrzewie jeszcze są, choć niewiele.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif