• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Goście arrow Autoprezentacje arrow Kazimierz Pańszczyk
 
Kazimierz Pańszczyk Email
Zupełnie nie dawno otrzymałem maila od Pawła Wietechy, właściciela tego znakomitego serwisu, w którym zasugerował podsumowanie moich fotograficznych dokonań z ostatniego okresu. Ponieważ byłem jednym z pierwszych laureatów konkursu "Jak fotografować ptaki", informacje takowe właścicielowi serwisu, a zarazem głównemu sponsorowi nagrody, oczywiście w pełni się należą. Zagłębiając się coraz bardziej w treść czytanego przeze mnie maila otwierałem jednak coraz szerzej oczy. Autor listu zasugerował bowiem, aby ostatni okres rozliczyć w formie dokonań fotograficznych. Padł na mnie blady strach po zatrzymaniu się na słowach: f o t o g r a f i c z n e d o k o n a n i a ...

A skąd ja mu wytrzasnę jakiekolwiek dokonanie? Taka przynajmniej była pierwsza odwetowa myśl, jaka przyszła mi do głowy. Na dodatek mail wyraźnie mówił jeszcze o „dokonaniach” - w liczbie mnogiej. O Boże, dokonania w ptasiej fotografii, która uchodzi za jedną z najtrudniejszych dziedzin fotografii przyrodniczej...
© Kazimierz Pańszczyk
Co drugą niedzielę zasuwam do roboty, co trzecią niedzielę pod Tatrami leje jak z cebra i ja mam z tego wyciągnąć jeszcze jakieś dokonania? Tym bardziej, że nigdy nie uważałem się za rasowego foto-ptasiarza. Owszem, ptaki w mojej fotografii wypełniają sporo miejsca, niemniej nie są głównym motywem fotograficznego hobby. Nie dlatego bynajmniej, że nie jestem pasjonatem ptaków, nic podobnego - zwłaszcza drapieżne i kuraki fascynowały mnie niemal od zawsze. Problemem nie są też braki sprzętowe, chociaż niewątpliwie od dawna wymagają już odnowienia. Nie brakuje również ciekawych gatunków - jak to się mówi, zawsze coś tam w powietrzu śmiga. Problemem jest niestety miejsce i czas. O czasie nie będę pisał, bo w dzisiejszej dobie zwariowanego życia nikt chyba czasem nie dysponuje w nadmiarze. Natomiast zatrzymam się nieco dłużej na określeniu „miejsce”.

Mieszkam, zdawać by się mogło, w ciekawym miejscu - na rozdrożu czterech wspaniałych Parków Narodowych. Do największego, Tatrzańskiego Parku mam około 25km, do Parku Gorczańskiego - zaledwie 8, do Babiogórskiego - 30 i Pienińskiego - mniej więcej 40km. Niestety te wspaniałe krainy, mimo że obfitują w szeroki wachlarz gatunkowy zwierząt, nie są żadnym antidotum na moje problemy. Dla kogoś mieszkającego na nizinach Polski taka bliskość ciekawych i pięknych przecież terenów stanowić mogłaby swego rodzaju motor napędowy do działań. Jak się jednak okazuje, te wspaniałe miejsca w żaden sposób nie ułatwiły mi zadania.

Mimo zaszczytnej roli, jaką niewątpliwie pełni każdy Park Narodowy, dyrektywa parkowa i związane z nią duże obostrzenia nie dają w zasadzie żadnych możliwości fotografowania zwierząt. Pomijając już rygorystyczne parkowe przepisy, w miejscach tych, poza nadmiarem turystów, ptactwa zwłaszcza tego pospolitego też nie jest za dużo. I cóż z tego, że pod Kominiarskim Wierchem gnieździ się para orła przedniego, a za Turbaczem korkują głuszce. Gdzieś na półce pod Mnichem gnieździ się zapewne para pomurników, a puchacz już w lutym pohukuje w Sobczańskim Wąwozie. To niewątpliwie są wspaniałe gatunki, ale dla fotoamatora to również jest pewna egzotyka - cudowna, ale co tu dużo mówić, nieosiągalna. Cóż z tego, że dzieli mnie przysłowiowa miedza od tych cudów natury, skoro gros problemów, jakie się jawią, jest nie do pokonania. Chociaż z drugiej strony, to właśnie dzięki tej przysłowiowej miedzy, która jednocześnie stanowi swego rodzaju szlaban, jeszcze coś zdołało przetrwać w tych uroczych miejscach. Z tym się oczywiście zgadzam i to szanuję.

Dla kogoś, kto dorywczo urywa się w teren, tylko po to aby delektować się naturą i odpocząć, te cudowne i niestety bardzo rzadkie już dzisiaj gatunki stanowią nieosiągalny cel. Może nie chodzi już w tym wszystkim o „wielkoformatową” fotografię, ale o normalne urwanie się od cywilizacji tylko po to, by do końca nie zwariować i nie nabawić się "hiperwentylacji" od nadmiaru demokracji, jaką codziennie wtłaczają nam media. Czasami urywam się więc w odludne, bajkowe miejsca, gdzie ścielą się miękkie dywany torfu, broń Boże nie dla jakichś wielkich fotograficznych dokonań. Tu po prostu nie ma brutalnej rzeczywistości, po której trzeba stąpać nie tylko na skalnym Podhalu. Nie ma też polityki, plakatów wyborczych i całego tego korkociągu, jaki wyprodukował sobie przebiegły Homo sapiens. Jest spokój i cisza, tylko czasami wtrąci się cichym szczebiotem sosnówka, gdzieś tam w oddali płaczliwie zawoła myszołów, a wiatr powabnie zagra na liściu osiki...

© Kazimierz Pańszczyk
Tegoroczne lato najwyraźniej mamy już za sobą. W cieplejsze dni pojedyncze pasikoniki grają ostatnie już koncerty. Niebawem i tych polnych muzyków natura wyśle na zasłużony urlop. Lada dzień torfowe perły Podhala przemienią się w szkarłatną krainę. Na pewno jeszcze tej jesieni nadarzy się okazja aby zapolować na "czerwony październik". Zanim zazdrosny halny pozdziera szkarłat z tutejszych borowin może uda mi się w tej cudownej czerwieni "ustrzelić" jakąś ptaszynę? Być może wyłowię z tajemnic orawskiej mgły jakiś nowy osobliwy obraz? Może w tym szkarłacie budzącego się dnia dane mi będzie raz jeszcze podpatrzeć szczeniackie zaloty cietrzewi?

Oczywiście plan zawsze jest ambitny, niestety rzeczywistość zazwyczaj pozbawiona jest już większych uroków. Jednak dzięki zdolności planowania, współpracy i pogłębianiu wiedzy, człowiek zdołał podporządkować sobie na tyle tę planetę, że przynajmniej na razie jest mu posłuszna. Ale tu i ówdzie natura od dawna wszczęła już bunt. Bunt, któremu możemy się tylko przyglądać, nad którym możemy, co najwyżej, uronić łezkę. Bunt, który musimy, jak niechcianą łyżkę dziegciu, coraz częściej przełykać. Zapewne żal za utraconymi gatunkami docenimy wówczas, gdy odczujemy ich wyraźny brak. Tymczasem pęd do tak zwanych ornitologicznych rarytasów jest coraz większy, ciągle poszukujemy utraconych pereł przyrody. Ale nawet jeśli je odnajdziemy czy poczujemy się bardziej spełnieni?

Czasami zastanawiam się, dlaczego z taką niechęcią podchodzimy do gatunków mieszkających po drugiej stronie okna? Sam złapałem się na tym, że nie wykonałem fotoreportażu sierpówki gnieżdżącej się parę lat temu na parapecie mojego okna. Za to z ogromnym zapałem podglądałem cietrzewie i myszołowy telepiąc się przy okazji z zimna. Bardzo mało widuje się zdjęć pospolitych wróbli. Dobrych zdjęć łabędzi widziałem w życiu może kilkadziesiąt, a ptaki te nie dosyć, że świetnie pozują, to czasami z fotograficznego punktu widzenia bywają wręcz natrętne. Polując na rarytasy bardzo często pozbawiamy się tego pospolitego piękna, jakim na co dzień obdarza nas dzika natura. Czujemy niechęć, wzgardę i wręcz zarzucamy brak profesjonalizmu komuś, kto fotografuje kaczki, wróble, czy wspomniane łabędzie. Czyż jednak miejski wróbel nie potrafi być nad wyraz wdzięcznym modelem? A osobowość bekasa, kaczki, sroki, czy jakiegokolwiek innego pospolitego ptaka jest mniej fascynująca od, powiedzmy, głuszca, orła, czy puchacza?
© Kazimierz Pańszczyk
Na cóż by się zdał komuś umierającemu z zimna stu karatowy brylant? Wszak wystarczyłaby mu do ogrzania zaledwie niewielka łopatka węgla. Mimo, że jedno i drugie jest niczym innym, jak tylko węglem, w jednym dostrzegamy niezwykłe piękno i magię, a w drugim już tylko brudną materię. Poszukujemy odosobnionych gatunków, a niejednokrotnie pospolite perły ścielą się nam pod nogami. Każda żywa istota to cud, zwłaszcza ptaki - ich lotność i finezja ruchu jest czymś niezwykłym w świecie natury. Tę wspaniałą magię skrzydeł, niezwykły czar i osobowość najlepiej oddają strony właśnie tego serwisu. Magiczne skrzynki, w których autorzy zapisują cudowne chwile z ptasiego życia, to dla jednych sposób na życie, dla innych jest to czysta forma wypoczynku, a jeszcze inni chcą po prosto zobaczyć z bliska wspaniały świat podniebnych wędrowców.

Każdy, kto na poważnie para się fotografią, niezależnie od motywu jaki fotografuje, zawsze liczy na to jedno wymarzone ujęcie. Instynktownie jesteśmy w stanie wyczuć, czy wykonane zdjęcie będzie dobre, czy też nie. Indianie uwiecznieni na pierwszych szklanych negatywach byli przekonani, że aparat to magiczna skrzynka, która więzi ich duchy. Dlatego tak niechętnie chcieli się fotografować. Poszukując własnych dokonań w dziedzinie ptasiej fotografii mam cichą nadzieję, że moja skrzynka jeszcze wiele takich ptasich duchów w przyszłości uwięzi.

Z gorącym pozdrowieniem dla Pawła Wietechy i jego wspaniałego serwisu.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif