• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow W krainie Urala
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

W krainie Urala Email
Autor: Cezary Korkosz   
© Cezary Korkosz
© Cezary Korkosz
Cezary Korkosz Puszczyk uralski to jedna z największych naszych sów, która swą wielkością nierzadko dorównuje puchaczowi. Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest zdecydowanie zaznaczony, samica jest wyraźnie większa i na pewno bardziej zaradna od samca.
Właśnie takich obserwacji miałem okazję doświadczyć w tym roku wraz z trzema moimi przyjaciółmi - fotografami przyrody.

Ale od początku. Moje poszukiwania tej sowy rozpoczęły się jakiś czas temu od Gorców. Mimo tego, że mieliśmy od pracowników Gorczańskiego Parku Narodowego dokładnie podane i zaznaczone na mapach rewiry kilku par sowy uralskiej, gdzie były regularnie widywane i słyszane, to nasze kilkudniowe bardzo intensywne poszukiwania niestety nie przyniosły efektów. Widzieliśmy tylko dwa razy urala przelatującego nieopodal nas i tyle.

zobacz powiększenie w galerii
Puszczyki uralskie© Cezary Korkosz
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk uralski© Cezary Korkosz


























Od tamtego czasu minęło kilka lat i moje nadzieje na znalezienie i sfotografowanie w naszym kraju tej południowej sowy zaczęły być bardzo wątpliwe.
Aż tu pewnego jesiennego dnia odbieram telefon od kolegi z Bieszczadów. Po krótkiej rozmowie postanawiam podjąć jeszcze jedną próbę. Pakuję się szybko i wyruszam w prawie 1000 kilometrową podróż. Przecinam Polskę po najdłuższej możliwej trasie Szczecin-Przemyśl. Jadąc wówczas jeszcze nie wiedziałem, że przyjdzie mi tę drogę przemierzać wielokrotnie przez cały 2009 rok.
Pierwsze spotkania z ludźmi lasu, pierwsze rozmowy, sugerują
© Cezary Korkosz
© Cezary Korkosz
dużą szansę na spotkanie urala, ale nauczony wcześniejszymi doświadczeniami nie robię sobie dużych nadziei. Na początku poznaję ogrom, dzikość i trudność Bieszczadów. Ich surowość i, tak naprawdę, niedostępność w tym okresie, czyli w zimie.
Wracam tam wczesną wiosną już nie sam lecz z Leszkiem i Łukaszem. Gościmy w leśniczówce u Mariusza, którego cała rodzina, na co dzień żyjąca w lesie i z lasu, obok wilków i niedźwiedzi, praktycznie od urodzenia związana jest z ochroną i gospodarką leśną.
To dla mnie, człowieka z nizin, zupełnie inne i nie znane do tej pory środowisko. Tym bardziej ochoczo poznaję i wędruję po Bieszczadach.

Poszukiwania urala rozpoczynamy od miejsca, w którym w maju ubiegłego roku pewien podleśniczy chodząc po lesie, nie zauważywszy młodych ptaków siedzących na gałęzi nieopodal ziemi, został bardzo dotkliwie zaatakowany przez jednego z rodziców. Puszczyk po prostu bronił bezpieczeństwa swoich dzieci, a człowiek przekroczył pewną niewidzialną barierę - dystans do młodych był za bliski. Efektem tego spotkania była mocno porozcinana i pokiereszowana głowa leśniczego, który na szczęście zdążył dotrzeć do szpitala przed wykrwawieniem się.
Nasłuchawszy się takich i podobnych opowieści o wcale nie rzadkich spotkaniach, ruszmy w głąb lasu mając wcześniej wytypowany określony rewir. Szukamy dużej dziupli, gniazda lub złamanego po wichurze drzewa czyli tzw. złomu. Kilka dni wędrówek po
© Cezary Korkosz
© Cezary Korkosz
górach uświadamia nas coraz bardziej co do tego, że to nie takie proste i pomimo, że prawie każdy z kim rozmawiamy widział lub słyszał gdzieś urala, to tak naprawdę na tym się kończy ich wiedza o tej sowie.

Pewnego wieczoru postanawiamy zacząć wszystko od początku. Wsiadamy w auto i sami rozpoczynamy poszukiwania według ustalonego harmonogramu. Typujemy miejsca i zaczynamy stymulację głosową czyli puszczamy głos drugiego samca zaznaczającego swój rewir. Wszystkie sowy są terytorialne więc jest duża szansa na sprowokowanie samca, który będzie chciał bronić swojego terytorium.
Zatrzymujemy się w środku głuszy, nieopodal wielkiego czynnego żeremia bobrowego umiejscowionego na małym strumyku spływającym z pokaźnego zbocza pokrytego starym puszczańskim lasem. Montujemy głośnik i siedząc w naszej czatowni-samochodzie puszczamy głos. Raz, drugi - cisza. Czekamy. I nagle - jest!!! Słyszymy bardzo wyraźnie, gdzieś w połowie zbocza, potężne Uuuu.....
Po kilku minutach zaciekawiony samiec przelatuje obok nas odzywając się, jakby chciał nam powiedzieć - to moje zbocze i nic tu po was.

zobacz powiększenie w galerii
Puszczyki uralskie© Cezary Korkosz
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyki uralskie© Cezary Korkosz


























Jest noc i całkowita ciemność. W pośpiechu szukamy noktowizorów i lustrujemy pobliskie drzewa. Szybko odnajdujemy go. W odległości 15 metrów od nas siedzi dostojnie na sośnie i ogromnymi oczami przygląda się nam. Upajam się tym widokiem. Jest piękny i potężny. Władca tego zbocza.
Z oddali nadchodzi burza. Korzystając z
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk uralski© Cezary Korkosz
naturalnych błysków robimy kilka zdjęć i wycofujemy się z tego miejsca. Jadąc bez włączonych świateł widzimy wyraźnie jak coś przebiega nam leśną drogę. To stary basior - wilk. No tak, przecież noc to pora aktywności większości drapieżników. I to my, ludzie, zmusiliśmy je do nocnego trybu życia.

Nazajutrz rano plan jest już wiadomy - jedziemy w miejsce naszej nocnej przygody. W dzień wszystko wygląda inaczej, mniej tajemniczo. Koło bobrowego żeremia znajdujemy świeże ślady spotkanego nocą wilka. Czyżby chciał upolować bobra? Wszystko na to wskazuje - ślady obchodzą żeremie kilka razy.
No, ale do roboty. Rozstawiamy się co kilkadziesiąt metrów i ruszamy szukać stanowiska urala. Ponieważ nie ma tam zasięgu telefonu, to umawiamy się za kilka godzin przy samochodzie. Początek zbocza to las mieszany - stare drzewa z przewagą jodły i świerka. Dużo gęstwiny - jakoś nie pasuje mi na dom urala, ale idziemy dalej w górę. Za jakiś czas las się przerzedza i zaczynają pojawiać się buki. Stare buki powykręcane od potężnych sił natury. Przetrwają tylko najsilniejsze i najtwardsze, no i te, które są nieosiągalne dla człowieka ze względu na brak możliwości wywózki. O tak, myślę sobie, z pewnością to kraina puszczyka uralskiego. Tylko jak go znaleźć na takim obszarze, szanse praktycznie zerowe. Jeżeli Matka Natura nie pomoże to nie znajdziemy, to pewne.
Po kilku godzinach dotarliśmy na szczyt góry. Praktycznie same buki,
© Cezary Korkosz
© Cezary Korkosz
las rzadki, bardzo wieje. Zaczynamy podróż w dól chyba pokonani przez trudny i ogromny teren. Schodząc sam, tak sobie dumam - a co sobie myślałeś, ciesz się tym, co do tej pory widziałeś. To i tak sporo. Archaicznie tłumaczę sobie - zapewne twój ural jeszcze się nie urodził, musisz uzbroić się w cierpliwość i czekać na ten dzień. Zapewne kiedyś nastąpi, ale kiedy !!!!!

Zaczynam schodzić wąwozem strumyka tego samego, na którym, poniżej, jest tama bobrowa. W pewnym momencie staję w połowie drogi, siadam na zwalonym drzewie i myślę sobie - poczekam na Leszka, gdzieś tam za mną go usłyszałem, gdy też zaczął schodzić w dól.
Wokół mnie rozciąga się piękny stary las z przewagą buka, nie tknięty przez piły motorowe. Słyszę donośny szum strumienia, nad którym widzieliśmy salamandry plamiste i kumaki górskie. Zapewne zaraz po zejściu do auta weźmiemy sprzęt i będziemy je fotografować.
Upojony pięknym widokiem wąwozu w ogóle nie zerkam za siebie. Jednak po chwili przykładam lornetkę do oczu i zaczynam lustrować las za sobą. A to, co ukazuje się moim oczom, nie mieszcząc się w powiększeniu lornetki to….. Nie, nie, to jest niemożliwe… Szybko przebiegające myśli podpowiadają - jak się bardzo coś chce zobaczyć to się zobaczy - fatamorgana !!!

Siedzę na pniaku w odległości 10 metrów od potężnej samicy puszczyka uralskiego, która, tak naprawdę, już dobre pół godziny obserwuje mnie. I
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyki uralskie© Cezary Korkosz
zaraz przypomina mi się wcześniejsza historia podleśniczego i jej skutki - atak, rozcięta pokrwawiona głowa i szpital.
To jest ta jedna z nielicznych chwil kiedy człowiek nie wie co ma zrobić. Siedzę jak zamurowany przez dobre kilka minut a myśli kłębią się w głowie. Przede wszystkim w duchu dziękuję Matce Naturze i przepraszam, że byłem przed chwilą niedowiarkiem. Co teraz zrobić? Tak blisko gniazda urala mało kto był, tym bardziej że jest to gniazdo na tzw. złomie, na wysokości ok. 4 metrów. Jak nie samica to pewnie samiec, którego nie widzę, zaraz mi pokaże kto tu rządzi.
Postanawiam powolutku, na czworaka, bez nerwowych ruchów, wycofać się na bezpieczną odległość. Z oddali słyszę, jak kompletnie niczego nie świadomy, zbliża się do mnie Leszek. Jak mam mu o tym powiedzieć, przecież nie mogę krzyknąć. On chyba nawet mnie nie widzi. Cały czas obserwuję go i ruchem ręki w dół staram się pokazać, żeby się zatrzymał. Dopiero jakieś 20 metrów ode mnie kolega staje, zdziwiony, co za akrobacje wyprawiam. Udaje mi się skierować jego uwagę na złom z uralem. Skuleni siedzimy jeszcze przez kilka minut i wycofujemy się w wąwóz strumyka gdzie znikamy z pola widzenia samicy. Tam dopiero zaczynamy rozmawiać po cichutku. Boże, udało się, jak wspaniale. Ale po chwili pojawia się pytanie, czy to aby nie tylko miejsce dziennego spoczynku? Nie dowiemy się, jak nie sprawdzimy. Ale to już jutro.

Wracamy nazajutrz. Trzeba
© Cezary Korkosz
© Cezary Korkosz
się jakoś dowiedzieć, czy jest tam to gniazdo? Jeżeli tak, to czy są już młode. Pora roku podpowiada, że powinny już być i to już całkiem spore. I tu sprawdził się udoskonalany przez wiele lat patent - kompletnie nieinwazyjna i bezpieczna kamera. Z dużej odległości od góry udaje się nam nagrać kawałek filmu bezpośrednio z gniazda puszczyka uralskiego. To, co oglądamy w domu przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania - jest cała rodzinka czyli samiec i samica oraz, co najważniejsze, są dwa duże białe jaja - jesteśmy wielkimi szczęściarzami!!!
Po krótkim zastanowieniu, umawiamy się na zdjęcia za trzy tygodnie. Niech młode się wyklują i niech troszeczkę podrosną, wszak to dla nich najtrudniejszy okres.

Trzy tygodnie mijają szybko. Znowu spotykamy się w leśniczówce, naszej bazie wypadowej.
Teraz najważniejsze dla nas jest to, czy para puszczyka pozwoli nam na zdjęcia i czy nas zaakceptuje. Pierwsza noc spędzona z rodzinką urala rozwiewa wszelkie nasze wątpliwości - to stara, bardzo tolerancyjna para. Na złamanym drzewie siedzi samica a spod niej, co jakiś czas, wyglądają dwa bielutkie duszki. Spoglądają na nas co jakiś czas. Rola samicy w tym okresie sprowadza się tylko do ogrzewania, pilnowania i karmienia młodych. Natomiast samiec ma dostarczać przez całą noc pokarm, głownie myszki.
I tak na wspólnym obserwowaniu i poznawaniu się mijają kolejne noce. To, co udaje się nam zauważyć i sfotografować, to
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk uralski© Cezary Korkosz
bardzo rzadkie sceny. Uświadamiamy sobie kolejny raz, że to nie są jakieś tam ptaki. Obserwujemy niezwykłe zachowania, jak np. wydawanie określonych sygnałów o podawaniu pokarmu, objawy czułości między dziećmi, czy też poddenerwowanie gdy samiec spóźnia się z dostawą pożywienia.
Pamiętam takie zdarzenie, tuż nad ranem, gdzieś około godziny trzeciej. Samica czeka i czeka na samca, a jego wciąż nie ma. Aż w końcu się pojawia ale nie wydaje głosu takiego jak zwykle gdy przynosi pokarm. Po prostu przyleciał z niczym. Jak ona się zerwała z gniazda, jak go pogoniła - aż pióra się posypały. Zniknęła dosłownie na chwilkę, a po ok. 5 minutach wróciła z sójką. Nakarmiła młode i znowu poleciała. Tym razem przyniosła kosa i ponownie nakarmiła młode. Dzień zaczynał się budzić. Matka i młode zamknęły oczy i upajały się pierwszymi promieniami wschodzącego słońca, a my pomalutku wycofaliśmy się wąwozem i poszliśmy spać.

zobacz powiększenie w galerii
Puszczyki uralskie© Cezary Korkosz
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk uralski© Cezary Korkosz


























Po kilku nocach spędzonych razem postanawiamy wrócić tu ponownie gdy młode trochę podrosną, za jakieś dwa tygodnie. Zostawiamy wszystko i każdy wraca do siebie. Pod koniec czerwca dzwonię do Mariusza i proszę go żeby poszedł tam i z daleka zerknął co się dzieje u naszych urali. Czy w ogóle są, a jak są, to jak duże, czy już wypierzone itp.
Na drugi dzień otrzymuję telefon. Dzwonią Bieszczady - tak wszystko OK, młode znacznie urosły i za kilka dni mogą opuścić gniazdo. Szybko wszyscy się zdzwaniamy i
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyki uralskie© Cezary Korkosz
znowu spotykamy się w komplecie.
Tym razem jesteśmy bardzo ostrożni, to okres gdy samica ma mocno rozwinięty instynkt macierzyński. Może być agresywna. Natomiast młode są już na tyle sprawne, że mogą wyskoczyć z gniazda i zginąć. Trzeba bardzo, bardzo uważać.

Ruszamy tym razem wczesnym popołudniem. Idąc w górę krętym, kamienistym strumykiem mijamy salamandry, kumaki i nawet padalca. Jednak co innego nam w głowie i nikt nie ma ochoty zatrzymywać się. To wszystko da się zrobić później, teraz tylko ostatnie nocne spotkania z rodziną puszczyka uralskiego, bo nie wiadomo czy jeszcze choć raz w życiu coś takiego się nam przytrafi.
Zajmujemy swoje miejsca jak zawsze. Niestety, Łukaszowi coś nie pasuje i przesuwa swoją czatownie oddalając się od nas. Nastaje noc. Rodzina żyje swoim rytmem, samiec się poprawił i przynosi pokarm regularnie, a i samica też od czasu do czasu przylatuje ze zdobyczą. Małe duszki podrosły znacznie i już widać, że to siostra z bratem, jeden jest znacznie większy od drugiego. Ich zachowanie podczas karmienia jest zupełnie inne jak większości sów. Absolutnie nie walczą ze sobą o pokarm, wręcz odwrotnie, czekają spokojnie jak matka poda każdemu z osobna. Czasami nawet można odnieść wrażenie, że jeden drugiemu ustępuje kolejności jedzenia. To bardzo czułe i delikatne zachowanie, którym jestem zaskoczony. Przecież to jedni z największych i najdoskonalszych zabójców.

zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk uralski© Cezary Korkosz
Taki sielankowy widok przerywa bardzo intensywny i charakterystyczny zapach. Tak, poznaję go, to odór który pamiętam z wyprawy na Kamczatkę gdy na moich oczach, w głuszy Syberii, zginął człowiek pożarty przez niedźwiedzia. Takie historie zostawiają ślady w mózgu.
Świadomy zagrożenia mówię do chłopaków - panowie nie wiem czy znacie ten zapach, ale na 99% to niedźwiedź. Chyba jesteśmy nie tylko w rewirze urala. Łukasz, który był oddalony od nas, nie wytrzymał i na bosaka przybiegł do nas. Wcale mu się nie dziwię. To straszne uczucie - kompletna ciemność, noc, a u boku największy drapieżnik europejski. Niby jesteśmy w grupie, ale to wcale nie znaczy, że czujemy się bezpieczni. Wśród zwierząt zdarzają się stare, zgryźliwe czy psychiczne osobniki lub po prostu zaciekawione. A my w ogóle nie jesteśmy przygotowani na takie spotkanie. Wszyscy wyraźnie słyszymy jak porusza się wokół nas, jakby ktoś w kapciach chodził po liściach. I w pewnym momencie przerywa ciszę ogromne uderzenie drzewa o ziemię, niedźwiedź rozhuśtał i zwalił pień stojącego drzewa. Nerwy w tym momencie były na krańcu wytrzymałości, nie wiadomo było co robić, a jeszcze gorsze, czego się spodziewać dalej. Przyznam szczerze, cholernie się baliśmy.
Najgorsza byłaby ucieczka, świadomi tego każdy na własną rękę zaczął się chronić, ja np. wlazłem pod dwa statywy. Z głową w dół czekałem, co się wydarzy. Do dzisiaj nie wiem jak się tam zmieściłem.
Ale na nasze szczęście
zobacz powiększenie w galerii
Puszczyk uralski© Cezary Korkosz
po kilkudziesięciu minutach wszystko cichnie. Jeszcze nie wierzymy, że to koniec. Czyżby była to cisza przed atakiem… Jednak niedźwiedź widocznie rozładował energię na tym zwalonym drzewie i odszedł. Zaczęliśmy pomału wracać do rzeczywistości. Co z naszym uralem -spoglądam przez noktowizor i widzę jak samica urala poddenerwowana odprowadza wzrokiem intruza, który poszedł w dół naszego wąwozu.
Mimo tego, iż do świtu pozostało niedużo czasu, to okres ten ciągnął się nam w nieskończoność. W końcu nadszedł tak bardzo oczekiwany poranek. Dopiero wtedy zaczęliśmy się uspokajać.
Schodziliśmy tropem niedźwiedzia w dół, niestety nie było innej drogi. Na dole spotykamy drwali. Opowiadamy historię, a oni potwierdzają - tak, tak, tu bardzo często chodzi misiu, taki stary i wielki, a odcisk jego łapy nie mieści się na kartce A4.

Z puszczykiem uralskim spędziliśmy jeszcze kilka nocy, na szczęście już bez miśka. Poczyniliśmy kilka starań, które chyba skutecznie odstraszyły go z tego miejsca. A oprócz tego każdy z nas miał w ostateczności po kilka flar, to dawało nam spore poczucie bezpieczeństwa.
Ostatniej nocy żegnamy się ze wspaniałą rodziną urala i odchodzimy z nadzieją przetrwania tych młodych, usamodzielnienia się i założenia podobnych szczęśliwych rodzinek, takich, z jaką my mieliśmy zaszczyt przebywać.
Na koniec gorące podziękowania dla całej rodziny puszczyka uralskiego oraz pozostałych zwierząt.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif