• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Modelki z Pogorzelicy
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Modelki z Pogorzelicy Email
Autor: Maciej Kowalik   
Maciej Kowalik Obserwacjami ptaków zajmuję się od dzieciństwa, ale fotografowaniem ptaków dopiero od wiosny tego roku. Życzliwa zachęta redaktora serwisu foto-ptaki, jak również przekonanie,
zobacz powiększenie w galerii
Mewa srebrzysta© Maciej Kowalik
że doświadczenia początkującego fotografa ptaków mogą mimo wszystko spotkać zainteresowanie choćby części grona czytelników portalu, ośmieliły mnie do spisania swoich pierwszych doświadczeń z fotografowaniem tak pospolitego gatunku, jakim jest mewa srebrzysta (Larus argentatus).

Do opisanych tu doświadczeń doszedłem trochę przez przypadek. W drugiej połowie sierpnia 2009 roku wybraliśmy się całą rodziną (moja małżonka, czwórka naszych dzieci, no i ja) na drugą część naszego urlopu. Celem było Wybrzeże Rewalskie, a dokładniej – Pogorzelica, która interesowała nas bardziej jako miejscowość wypoczynkowa, niż jakieś atrakcyjne miejsce ptasich obserwacji. Jak się jednak okazało, Pogorzelica stała się również bardzo dobrym poligonem doświadczalnym dla moich jednych z pierwszych bezkrwawych łowów.

Rankiem następnego dnia po przyjeździe wybraliśmy się na spacer po plaży w kierunku wschodnim. Pogoda nie była zbyt „plażowa”. W nocy padał deszcz, a od rana wiał silny północno-zachodni wiatr, który przeganiał nisko po niebie ciężkie, biało-siwe cumulusy. Wiatr wiał w plecy i początkowo szło się dobrze. Chmury stopniowo robiły się coraz mniejsze i rzadsze, i nawet zaczęło pojawiać się słońce. Morze było wzburzone, fale sięgały około jednego metra
zobacz powiększenie w galerii
Mewa srebrzysta© Maciej Kowalik
wysokości. Walczące z naporem wiatru mewy: srebrzyste (Larus argentatus) i śmieszki (Larus ridibundus) nie były zbyt płochliwe. Gdy przelatywały tuż nad naszymi głowami, nawet naszym portretowym zoomem udało się wykonać kilka pierwszych ujęć tych ptaków w locie. Ale właściwe warsztaty fotograficzne z tym gatunkiem miały nadejść niespodziewanie następnego dnia.

Wędrując po plaży moja małżonka zauważyła nagle trzy spore brodźce lecące nisko nad ziemią. Leciały z trudem, posuwając się stosunkowo powoli do przodu – widać było ile wysiłku kosztuje je walka z przeciwnym wiatrem. Nasza obecność zdawała im się wcale nie przeszkadzać. Przyłożyłem aparat do oka i zdążyłem zarejestrować kilka klatek w trybie seryjnym. Po powrocie ze spaceru do ośrodka, z atlasem w ręku rozpoznaliśmy szlamiki rdzawe (Limosa lapponica). Po chwili od spotkania ze szlamikami okazało się, że co rusz nad, lub wzdłuż plaży przelatują stadka siewek i brodźców. Druga połowa sierpnia to początek ciągów ptaków siewkowatych z północy na zachód i południe, a tego dnia ruch był wyjątkowo duży. „Zasiadka” całą rodziną na przelatujące stadka nie miała większego sensu. Również amatorów spacerów po plaży tego dnia nie brakowało, i ptaki przeważnie były w powietrzu, a nie na plaży. Nasz zoom 18-70 mm z autofokusem był zbyt słaby, aby uzyskać satysfakcjonujące zbliżenia, a fotografowanie szybko latających siewek ręcznym MZ-5000 nie rokowało szans na ostre zdjęcia. Powrót pod wiatr nadwyrężył
zobacz powiększenie w galerii
Mewa srebrzysta© Maciej Kowalik
nasze siły tak, że chęć fotografowania siewek odłożyłem na następny poranek. Sądziłem, że o wschodzie słońca na plaży będzie mniej ludzi i szanse na spotkanie ptaków siedzących na plaży będą większe. Na realizację mojego planu uzyskałem błogosławieństwo od mojej małżonki – i jak postanowiłem, tak zrobiłem.

Wstałem o piątej. Na plaży znalazłem się około w pół do szóstej – jeszcze przed wschodem słońca. Tu jednak mój plan zawiódł. Okazało się, że na plaży wcale nie brakuje amatorów rannego wstawania – jakaś starsza pani uprawiała z kijkami ‘nordic-walking’, kilku zapaleńców truchtało wzdłuż plaży na granicy wody i lądu, a już niemal do rozpaczy doprowadziła mnie jakaś parka napawająca się urokami budzącego się dnia i dokazującego przed nimi spuszczonego ze smyczy psa. Nie, żebym miał coś przeciw psom, ale ten czworonóg hasał jak opętany po plaży i płoszył wszystko, co nosiło pióra. Po moich siewkach nawet śladu nie było. Raz tylko mignęło mi w szybkim przelocie bezładne stadko białoskrzydłych brodźców przemykających tuż nad falami jakieś 50 metrów od brzegu. Nie zrażając się dość licznym towarzystwem ruszyłem dziarskim krokiem plażą w tym samym kierunku co wczoraj - na wschód. Dotarłem do miejsca, w którym plaża rozszerzała się dość znacznie tworząc rozległą łachę, na której leżały pasma wodorostów i muszelek – jak mi się wydawało, idealne miejsce do odpoczynku dla zmęczonych ptaków. Z daleka dostrzegłem tam kilka mew i gdy podchodziłem, czmychnęły stamtąd dwie sieweczki. Nastrój mi się nieco poprawił i rozsiadłem się tuż pod ogrodzeniem oddzielającym plażę od pasa nadbrzeżnych wydm z nadzieją, że ptaki wkrótce powrócą.
zobacz powiększenie w galerii
Mewy srebrzyste© Maciej Kowalik
Nie miałem ani ambicji, ani możliwości kryć się w jakiś szczególny sposób. Liczyłem na to, że skoro wczoraj ptaki latały stadami między spacerującymi po plaży ludźmi, to dziś nie będą się płoszyć z powodu mojej jednej osoby. Rozstawiłem statyw, zamocowałem aparat i czekałem. Niestety, parka w towarzystwie dokazującego na całego psa dotarła po chwili do miejsca, w którym siedziałem. Ku mojej rozpaczy mewy nie czekały i uleciały, gdy tylko pies się do nich zbliżył na kilkanaście metrów. Ku mojemu przerażeniu, po przepłoszeniu mew, zainteresowanie wyżła skierowało się ku mojej osobie, ale na szczęście właściciele odwołali go gromkimi krzykami.

Zacząłem zastanawiać się, czy cała ta moja wyprawa ma sens. Przecież, to co się działo zakrawało bardziej na jakiś kabaretowy skecz o fotograficznej wyprawie, niż na materiał do opowieści, o których czytałem w dzieciństwie w książkach Puchalskiego, czy ostatnio na foto-ptakach. Na szczęście wzeszło słońce. W pierwszej chwili na horyzoncie, w miejscu, gdzie plaża łączyła się z morzem, tam gdzie tkwiło kilka ołowianych chmur, błysnął złocisty promień. Przeszło mi przez myśl – ale silna latarnia! Ale po chwili uprzytomniłem sobie, że to nie latarnia morska, tylko słońce, którego pierwsze promienie przebiły się przez okno w tkwiących nisko nad horyzontem chmurach.

zobacz powiększenie w galerii
Mewa srebrzysta© Maciej Kowalik
Parka z psem poszła sobie. Na mojej scenie zaczął się poranny spektakl. Pierwszym aktorem była mała pliszka siwa, która usiadła z dala ode mnie, biegając szybciutko tam i z powrotem na granicy wody i lądu w pogoni za jakimiś owadami. Po niedługim czasie dołączyła do niej mewa śmieszka, która jednak zachowywała się spokojnie, pozując dostojnie. Moich wyczekiwanych siewek nie było, za to zaczęły zlatywać się mewy – śmieszki i srebrzyste. Początkowo siadały na plaży blisko wody, ale z czasem zaczęły zajmować również szeroką łachę tuż przede mną. Skoro siewki tego dnia nie chciały pozować, siłą rzeczy zająłem się fotografowaniem tego co było. Ptaki początkowo były nieufne. Siadały za daleko, aby uchwycić ładne kadry. Do tego słońce stało jeszcze nisko, i często chowało się za chmury, tak że pierwsze zdjęcia wyszły szare.

Na szczęście w tym momencie zadzwonił mi w kieszeni telefon komórkowy. Moja małżonka, stęskniona nieco moją ranną nieobecnością, postanowiła przyjść mi z pomocą. Wpadłem na pomysł, żeby przyniosła pół bochenka czerstwego chleba, który jeszcze pozostał w naszych zapasach. Gdy po niedługim czasie dotarła do mnie, zrobiło mi się od razu raźniej. Pokroiłem chleb na grube pajdy i zacząłem rzucać duże kawałki w stronę mew. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Po chwili mieliśmy na plaży wokół siebie kilkanaście modelek w najróżniejszych strojach. Ptaki w upierzeniu od szaro-beżowych, po srebrzysto-białe z pięknymi żółtymi dziobami i wyraźną czerwoną kropką w
zobacz powiększenie w galerii
Mewa srebrzysta© Maciej Kowalik
dalszej połowie dzioba prezentowały się bardzo okazale. Słońce podniosło się już na tyle, że teraz oświetlało pięknym złocistym światłem naszą plażową scenę. Mewy nie były płochliwe i pozowały wyśmienicie – wykonałem pierwsze atlasowe ujęcia mewy srebrzystej - z lewej strony, z prawej strony i en face. Moment startu i lądowania. Ująłem również ciekawą scenę proszenia młodego ptaka o pokarm, a także mewy krzyczącej z szeroko rozwartym dziobem. Światło również dopisywało. A bliskość ukochanej małżonki dodawała radości do łapanych na karcie kadrów. Był to jeden z najpiękniejszych poranków tego lata, i to pomimo tak feralnego, zdawało się, startu. Aby nasycić się sukcesem nie potrzebowaliśmy dużo czasu. Po około półtorej godzinie ruszyliśmy do ośrodka urządzić pobudkę dzieciom.

Co było ważne w tej przygodzie, fotografując piękne, i jak się okazało, jakże fotogeniczne ptaki, nie miałem żadnych obaw, że wchodzę w konflikt z prawem chroniącym zagrożone wyginięciem gatunki. Mewy błyskawicznie przyzwyczaiły się do mnie i moich dziwnych zabawek. Podchodziły poniżej najmniejszej odległości ostrzenia mojego MZ-5000, tak, że musiałem je momentami odwodzić rzucanymi daleko kromkami chleba, żeby móc złapać ostrość. Naciskając spust migawki odczuwałem miłe napięcie i adrenalinę nie mniejszą, jak sądzę, gdybym fotografował rzadkie, albo nawet zagrożone wyginięciem gatunki. A radość i satysfakcja z uzyskania kilkunastu udanych ekspozycji moim amatorskim zestawem trwa do dziś.

 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif