• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Pokląskwy Email
Autor: Grzegorz Wróblewski   
Grzegorz Wróblewski W naszych fotograficzno - przyrodniczych poczynaniach
zobacz powiększenie w galerii
Para© Grzegorz Wróblewski
najczęściej to my sami kreujemy rzeczywistość - wyszuku- jemy w terenie upragnionych modeli czy kontaktujemy się ze znajomymi fotografami lub ornitologami, aby namierzyć miejsce ich występowania. Później oczywiście obmyślamy strategię zależną od sytuacji, stawiamy wymyślne ukrycia, czatujemy godzinami, by w efekcie móc wyzwolić migawkę w naszym magicznym pudełku. Wreszcie wieczorami, kiedy już cała rodzinka uda się na spoczynek, z lubością majstrujemy przy drugim magicznym pudełku, komputerze, upajając się efektami naszych wysiłków lub wręcz przeciwnie - wściekając się z powodu utraconych szans.

Tak bywa zazwyczaj. Bywa jednak i tak, że to one - ptaki właśnie - nieraz przedziwnym zrządzeniem losu, odnajdują nas same…

zobacz powiększenie w galerii
Zaniepokojenie© Grzegorz Wróblewski
zobacz powiększenie w galerii
Czas nakarmić pisklęta© Grzegorz Wróblewski


























Wiosna zeszłego roku jakoś szybko przemijała, a ja wciąż, mimo wielu wysiłków, nie mogłem się poszczycić jakimś ciekawym ujęciem, z którego byłbym w pełni zadowolony. Napięcie rosło, głód dokonań jeszcze bardziej, a czas upływał. Zdesperowany postanowiłem wykorzystywać każdą możliwą,
zobacz powiększenie w galerii
Samczyk na ulubionym punkcie obserwacyjnym© Grzegorz Wróblewski
czytaj: wolną, chwilę na penetrację terenu w nadziei na jakieś ornitologiczne odkrycie. Ale co tu odkrywać! Przecież mój rewir znałem od lat, podpatrywałem tu przyrodę od dzieciństwa i sądziłem, że wiem już wszystko. A jednak się myliłem.

Pewnego czerwcowego popołudnia, ot tak, raczej z przyzwyczajenia niż z chęci uzyskania jakichś ciekawych zdjęć, wybrałem się na krótki spacer po polach w pobliżu mego domu. Ostre słońce i niemiłosierny upał raczej nie zachęcały do fotografowania. Gdzieś w oddali na drutach energetycznych siadały gąsiorki, gorące powietrze bez przerwy przeszywał śpiew skowronków, poza tym raczej sennie - środek dnia to czas, gdy ptaki odpoczywają. Nagle wśród suchych traw rolniczego nieużytku przemknął jakiś rudawy ptaszek z czarno ubarwioną głową i białą przepaską przez oko. Nigdy takowego tutaj nie widziałem i w pierwszej chwili byłem dość zaskoczony - cóż to takiego? Po krótkiej obserwacji przez lornetkę nie mogło być mowy o pomyłce - to pokląskwa! Obniżyłem statyw i przykucnąłem w trawach, czekając co się wydarzy. Jak się okazało, zupełnie niespodziewanie znalazłem się
zobacz powiększenie w galerii
Poranna toaleta© Grzegorz Wróblewski
w samym centrum rewiru pokląskw, które nagle zaczęły siadać na coraz bliższych mnie suchych trawach, wydając charakterystyczne odgłosy zaniepokojenia. Zrozumiałem wreszcie, że znajduję się w pobliżu gniazda i jestem tu wyjątkowo nieproszonym gościem. Wykonałem szybko serię kilkunastu zdjęć i czym prędzej oddaliłem się z tego miejsca, aby więcej nie niepokoić tych ciekawych ptaszków. Najbliższa przyszłość miała pokazać, że nie było to moje ostatnie spotkanie z tym gatunkiem.

Jak już wspominałem, głód (a może duch?) fotograficznych dokonań nie dawał o sobie zapomnieć, zdjęcia pokląskw, owszem, się udały, ale niestety ptaki były jednak trochę za daleko. Nie chciałem ich niepokoić w okresie wychowywania młodych, więc nie wchodziłem w rewir przez nie zajęty, czasami tylko obserwując z oddali, jak im się wiedzie. Wszystko przebiegało w porządku, więc nie było się czym martwić. Może za rok uda mi się zrobić im lepsze zdjęcia - myślałem poszukując jednocześnie nowego miejsca do obserwacji ptaków. Przypomniałem sobie wtedy o pewnej małej łączce, otoczonej polami, która wydała mi się jeszcze bardziej ciekawa,
zobacz powiększenie w galerii
Samiczka© Grzegorz Wróblewski
gdy uzmysłowiłem sobie, że wystarczy tylko zjechać 200 m z drogi którą jeździłem do pracy i już można było się znaleźć w innym świecie. W świecie przyrody. Już pierwsza wizyta w tym miejscu wyglądała zachęcająco - dopiero co skoszona łąka, stare, rozwalające się ogrodzenie z drewnianych żerdzi, gąsiorki, potrzeszcze, żerujące na ziemi młode szpaki z pierwszego lęgu no i… pokląskwy! Byłem w szoku. Postanowiłem odwiedzać to miejsce jak najczęściej. Jak się wkrótce okazało, stare żerdzie ogrodzenia były ulubionym miejscem przesiadywania pokląskw, niestety dość nieregularnym. Siadały raz tu, raz tam, albo w ogóle zupełnie gdzie indziej. Nie było więc mowy o stawianiu jakiejś stałej budki do zasiadek, pozostał wobec tego samochód. Ale jak – z czegoś tak mechanicznego, śmierdzącego benzyną i olejami, fotografować coś tak pięknego i nieskazitelnego jak przyrodę?! Miałem jakieś wewnętrzne opory przed takim podejściem do tematu, na
zobacz powiększenie w galerii
Samczyk na straży terytorium© Grzegorz Wróblewski
szczęście właśnie wtedy stałem się posiadaczem wspaniałej książki Braci (no wiadomo przecież jakich ”Braci”) i okazało się, że w świecie fotografów ptaków to podejście całkiem normalne. Tak więc fotografowanie z samochodu stało się także moim udziałem. Z przyjemnością i satysfakcją. Chyba nawet, mam przynajmniej taką nadzieję, obopólną. Pokląskwy siadały chętnie na żerdziach ogrodzenia w pobliżu samochodu, zupełnie bez bojaźni, choć oczywiście z zachowaniem odpowiedniego dystansu. Przyjeżdżałem w to miejsce o różnych porach dnia, pokląskwy zawsze były w pobliżu, czasami gotowe usiąść kilka metrów przede mną. Pewnego razu zauważyłem, że samczyk co pewien czas siada na drewnianym, niewysokim dębowym słupku i namiętnie wyśpiewuje swoją pieśń. Postanowiłem zaryzykować i po prostu podjechać tam samochodem na odległość „strzału” - po 5 minutach już tu był i doskonale pozował. To było niezapomniane przeżycie, gdy tak patrzyliśmy sobie w oczy…

zobacz powiększenie w galerii
Stare ogrodzenie - ulubione miejsce samiczki© Grzegorz Wróblewski
zobacz powiększenie w galerii
Stąd świetnie widać
całą okolicę
© Grzegorz Wróblewski




























W momencie gdy zauważyłem, że i ta para przystąpiła do karmienia młodych, zrezygnowałem z dalszego fotografowania, ciesząc się z tego, co i tak do tej pory udało mi się zarejestrować. Mam wielką nadzieję, że w tym sezonie znów się spotkam z moimi pokląskwami i po raz kolejny będę miał możliwość spojrzeć moim ptasim bohaterom „prosto w oczy” przez wizjer mego aparatu.

 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif