• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Dzienne spotkania z ptakami nocy
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Dzienne spotkania z ptakami nocy Email
Autor: Włodzimierz Stachoń   
Jak sięgam pamięcią wstecz, sowy towarzyszyły mi od najmłodszych lat. To puszczyk spędzał dzień w otworze wentylacyjnym komina, to znów idąc na nabożeństwo usłyszeć można było, a nawet zobaczyć sowę siedzącą w oknie wieży kościelnej... Minęło sporo lat, sowy z wieży zniknęły, bo wieża obita została miedzianą blachą, którą zatkano także jej okna. Pozostała para puszczyków w przykościelnym, zabytkowym drzewostanie, ale coraz trudniej usłyszeć i zobaczyć piękne sowy.

zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń
zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń


























Po pewnym zdarzeniu sprzed lat miałem do sów „uraz”. Tym bardziej czułem się pokonany, że nieudane spotkanie było z nie byle jaką sową, ale z samym puszczykiem uralskim. Wędrowałem po lasach pasma Jamnej późnojesienną porą. Po kilku godzinach wędrówki i niezbyt obfitych bezkrwawych łowach, zniechęcony postanowiłem udać się w drogę powrotną. A ponieważ schodzić miałem po stromym, lesistym zboczu, dla wygody schowałem aparat i statyw do plecaka, tym bardziej, że straciłem nadzieję, iż może się jeszcze coś ciekawego zdarzyć. Chwilę później stałem jak wryty i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Tuż nade mną, na wysokości może trzech metrów, siedziała piękna sowa uralska i jakby od niechcenia spoglądała na mnie. Powoli, by gwałtownym ruchem nie spłoszyć sowy, rozpocząłem montowanie sprzętu. Aparat, teleobiektyw, statyw – już prawie wszystko gotowe – sowa cierpliwie siedzi bez większego zainteresowania moją osobą. Już stawiam statyw, już mierzę, jeszcze tylko nacisnąć spust migawki... i wtedy właśnie sowa z właściwą sobie gracją rozwinęłą potężne skrzydła i bezszelestnym lotem zniknęła w leśnych ostępach. Długo nie mogłem dojść do siebie – gdybym nie chował do plecaka aparatu, miałbym portretowe ujęcia bardzo rzadko spotykanej jeszcze wówczas sowy uralskiej...

zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń
zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń


























Moje drogi krzyżowały się jeszcze niejednokrotnie z sową uralską, niemal co roku spotykałem zimujące osobniki, ale jak dotąd żadne ze spotkań nie było tak bliskie jak to na Jamnej...

zobacz powiększenie w galerii
Uszatki© Włodzimierz Stachoń
Minęły lata, trochę zapomniałem o sowach za sprawą wielu innych interesujących przyrodniczych spotkań. Aż nagle, zupełnie niespodziewanie, nastąpił prawdziwy „wysyp” spotkań, tyle, że nie z sową uralską, ale z uszatką.

Opuszczony, stary budynek w środku niewielkiej miejscowości, a przy nim kilka okazałych, wiekowych świerków. Odruchowo spoglądam w górę – nie do wiary. Jedna, druga, trzecia... naliczyłem 13 sztuk. Szybkim krokiem wracam do samochodu po statyw i już jestem przy noclegowisku uszatek. Sowy to jednak ptaki mądre – siedzą tak, że gołym okiem je widać, ale sfotografować wcale niełatwo. W gęstej koronie świerka kryją się pod zwisającymi gałązkami – ledwo znajduję parę prześwitów, zadanie nie ułatwia także pogoda – jest ponuro i szaro – jakże bardzo przydałoby się światło słońca! Ale i tak cieszę się z tego spotkania, którego efektem jest kilkanaście podobizn sowy uszatej.

zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń
zobacz powiększenie w galerii
Uszatki© Włodzimierz Stachoń


























Bohaterką kolejnego spotkania była sowa z okolic Pienin. Po cudownym mroźnym poranku na Sokolicy, i zapełnieniu prawie całej karty pamięci w moim aparacie zapierającymi dech w piersiach krajobrazami Pienin
zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń
zimą o wschodzie słońca, namówiłem towarzyszących mi kolegów na krótką przejażdżkę w stronę Nowego Targu. Chciałem wykonać jeszcze nieco ujęć malowniczych okolic. Tymczasem niespodziewanie główną bohaterką tej eskapady była uszatka. Sowę zauważyłem w rejonie Przełęczy Snozka, jak siedziała leniwie nisko nad ziemią na niewielkim krzewie, tuż obok trasy Krościenko – Nowy Targ. Postanowiłem wykorzystać nadarzającą się okazję. Powoli, by oswoiła się z moim widokiem, zacząłem zbliżać się do sowy. Nie było to zbyt przyjemne przy kilkunasto stopniowym mrozie, tym bardziej, że z emocji rękawice pozostawiłem w samochodzie... Na pierwszym zdjęciu jakie wykonałem, uszatka była niewielkim punktem w kadrze. Na ostatnim zmieściła się tylko sowia głowa! Uszatka pozwoliła się podejść na kilka kroków, mimo, że siedziała bardzo nisko, na wysokości mojej twarzy. Może mróz uśpił jej czujność, a może po prostu przeczuwała, że nic jej nie grozi...

zobacz powiększenie w galerii
Uszatki© Włodzimierz Stachoń
zobacz powiększenie w galerii
Uszatka© Włodzimierz Stachoń


























Dwa dni później, już w rodzinnych stronach, przemierzałem doskonale znaną mi trasę wiodącą nad dolinę Dunajca. Znów kilkunastostopniowy mróz, i kolejna niespodzianka. Tym razem na brzozie tuż przy ulicy przesiaduje stado uszatek, przytulonych do siebie. Siedzą na wysokości kilku metrów, czują się więc bezpiecznie – bez przeszkód wykonać mogę kolejną serię zdjęć, których bohaterkami są sowy uszate.

 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif