• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotograf miesiąca arrow Tak naprawdę, nie lubię fotografować
 

Sonda

Tak naprawdę, nie lubię fotografować Email
Z Grzegorzem Leśniewskim, fotografem przyrody i przyrodnikiem, rozmawia Rafał Jasiński.

- Czym jest dla Ciebie dzika przyroda?

- Dzika przyroda to złożony ekosystem,
© Marek Kołodziejczyk
Grzegorz Leśniewski© Marek Kołodziejczyk
w którym większość procesów przebiega w naturalny sposób, bez ingerencji człowieka. Takich miejsc jest coraz mniej na Ziemi. Jednakże, aby czerpać radość z obcowania z przyrodą, wcale nie trzeba jechać do Amazonii, czy na Syberię. Wokół nas są wciąż jeszcze miejsca, gdzie człowiek nauczył się żyć w harmonii ze swoim środowiskiem lub których… nie zdążył jeszcze zniszczyć.
Patrząc z osobistego punktu widzenia, przyroda to dla mnie przede wszystkim azyl, ucieczka od codziennego zgiełku, miejsce, gdzie mogę odnaleźć tak potrzebną mi ciszę i wewnętrzny spokój. To jedyne w swoim rodzaju tajemnicze misterium, którego mogę być świadkiem.

- Jak definiujesz fotografię przyrodniczą? Czy za taką można uznać fotografię zrobioną oswojonenu zwierzakowi lub przebywającemu w ZOO?

- Niektórzy uważają, że fotografią przyrodniczą są zdjęcia modelek na plaży (śmiech), co do pewnego stopnia jest prawdą (jeszcze większy śmiech). A poważnie, zapewne dla każdego to pojęcie oznacza coś trochę innego. Dla mnie fotografia przyrodnicza to swoisty obraz przyrody i procesów w niej zachodzących. Zwierzęta są tylko elementem pewnej całości, dlatego ważne jest, aby je pokazać w odpowiednim kontekście. W przypadku zwierząt tym kontekstem będzie ich środowisko życia oraz spektrum naturalnych zachowań, a to można osiągnąć jedynie fotografując zwierzęta na wolności.
Podobnie jest ze światłem. Ono także jest elementem przyrody. Dla mnie fotografia przyrodnicza kończy się w momencie zastosowania sztucznego oświetlenia. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, gdy chce się pokazać np. zwierzę w nocy. Wtedy sztuczne oświetlenie jest głównym źródłem światła i nie modyfikuje światła naturalnego. Natomiast, gdy sztuczne światło stosuje się tylko po to, aby odpowiednio sfotografować obiekt, jest to przekraczanie pewnej granicy, której staram się nie przekraczać.

- Czyli fotograf przyrody „jedynie” podgląda i utrwala rzeczywistość?

- Tak. Fotografia przyrodnicza jest swoistym dokumentem. Obrazem zdarzeń, których fotograf był świadkiem. Często subiektywnym, odzwierciedlającym jego własny sposób patrzenia na świat. Jednak wciąż obrazem ukazującym rzeczywistość, a nie ją kreującym.

- Czy mógłbyś powiedzieć parę słów o etyce w fotografii przyrodniczej? Czy są zasady, jakimi powinni kierować się fotografujący dziką przyrodę? Czy np. dozwolone jest płoszenie dzikich gatunków po to, aby zrobić lepsze zdjęcie?

© Grzegorz Leśniewski
Łabędzie krzykliwe© Grzegorz Leśniewski
- Ważne jest kierowanie się prostą zasadą: Nigdy cel nie uświęca środków. Dla mnie głównym celem jest obcowanie z przyrodą, a dopiero potem fotografia. Zdjęcie nie powinno być celem samym w sobie. Jak wyjdziemy z takiego założenia, to nabierzemy odpowiedniego dystansu. Robię zdjęcia dlatego, że chcę być świadkiem pewnych zdarzeń. Dla mnie aparat jest pretekstem do pójścia w teren. Jednocześnie najlepszym sprzymierzeńcem fotografa przyrody jest czas i konsekwencja. Przy takim podejściu dobre zdjęcia często wychodzą mimowolnie.
Wracając do zasad etycznych, to niezależnie czy fotografujemy orła przy gnieździe czy sarnę na łące, ważne jest, aby nie przekraczać pewnych etycznych granic oddziaływania na przyrodę. W wyznaczeniu tych granic na pewno pomagają doświadczenie i wiedza oraz kodeksy etyczne, takie jak ten stworzony przez Związek Polskich Fotografów Przyrody.

- Czy można być fotografem przyrody bez bardzo dobrej znajomości fotografowanego gatunku?

- Tak naprawdę to zależy od indywidualnego podejścia fotografa do swojego rzemiosła. Znam osoby, które najpierw fotografują, a później zastanawiają się co jest na zdjęciu (śmiech) lub bazują na wiedzy i doświadczeniu innych. W moim przypadku, najwięcej satysfakcji sprawiają mi sytuacje, w których udało mi się wypracować temat samodzielnie od początku do końca. Fotografia jest tylko końcowym efektem wieńczącym całe przedsięwzięcie. Wspaniałym przeżyciem jest wszystko to, co poprzedza powstanie fotografii, czyli obcowanie z przyrodą i czas spędzony w terenie. Odkrywanie nowych miejsc, poznawanie biologii różnych gatunków czy próby skutecznego wtopienia się w środowisko to tak naprawdę najciekawsza strona pracy fotografa przyrody.
Wracając do znajomości fotografowanych gatunków. W fotografii przyrodniczej niezbędną rzeczą jest duża doza szczęścia, aby znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. Ale jak wiadomo, szczęściu trzeba pomagać. Doświadczenie i wiedza pomagają nie tylko robić lepsze zdjęcia, ale też postępować etycznie, tak aby w jak najmniejszym stopniu oddziaływać w sposób nieprzemyślany na życie zwierząt i ich środowisko.

- Twoim znakiem rozpoznawczym wydaje się być zwierze poruszające się?

- Moim celem jest pokazywanie życia zwierząt poprzez ciekawe zachowania, interakcje lub środowisko, w którym bytują. Największym wyzwaniem jest robienie zdjęć, które mają w sobie zamkniętą historię. Historię, która opowiada się sama i nie wymaga żadnych dodatkowych słów komentarza. Zwierze poruszające się może być jednym z elementów takiej historii, ale wcale nie musi.
Bardzo dużo radości sprawia mi tworzenie diaporam, które są swojego rodzaju kwintesencją oddziaływania na widza w fotografii
© Grzegorz Leśniewski
Wilk© Grzegorz Leśniewski
przyrodniczej. Diaporama to historia opowiadana obrazami „ubranymi w dźwięk”, która pozwala przemawiać do widza poprzez pryzmat jego emocji i doświadczeń. Pokazuje przyrodę bez jednego słowa wytłumaczenia.

- A fotografowanie jakiego zwierzęcia wymagało najwięcej przygotowań, czasu, zaangażowania? Jakie wydarzenie związane z fotografowaniem byś uznał za przygodę życia?

- Na przygodę życia to ciągle czekam (śmiech). Do tej pory największą przygodą było fotografowanie dzikiego wilka na wolności w Polsce. Podkreślam – w Polsce. Nie sfotografowanie samego wilka, którego dość łatwo „uwiecznić”, np. na Alasce. Fotografowanie w biały dzień gatunku, który od niepamiętnych czasów był prześladowany i eksterminowany przez człowieka, jest wielkim wyzwaniem i ogromnym przeżyciem. Z tym przedsięwzięciem wiąże się długi cykl przygotowań uwieńczonych sukcesem. Wprawdzie po spotkaniu z wilkiem pozostało poczucie niedosytu, ale to dobrze rokuje na przyszłość.

- Czyli nie niedźwiedź, a wilk?

- Bo wilk był pierwszy, a niedźwiedź drugi. Prawdę powiedziawszy miałem w tym roku bardzo dużo szczęścia, bo w przeciągu 12 miesięcy sfotografowałem trzy duże drapieżniki, żyjące w Polsce na wolności – wilka, niedźwiedzia i rysia. Samo zaobserwowanie tych gatunków na wolności, nie wspominając o zrobieniu zdjęcia, to wielkie szczęście. Jeden z leśników w Puszczy Białowieskiej opowiadał, że rysia na wolności widzi się raz na 20 lat. Dzieje się to w miejscu, gdzie one stale przebywają. Ze wszystkimi zrobionymi zdjęciami tych gatunków wiążą się ogromne emocje. (zmienionym głosem), które opisuję na stronie www.grzegorzlesniewski.pl w formie fotorelacji (śmiech). Polecam wszystkim zainteresowanym. (powrót do „normalnego” głosu).
Wracając do fotografowania dzikiego wilka, warto wspomnieć o przygotowaniach do tej wyprawy. Ta cała otoczka jest czymś wspaniałym, stwarza pewien pretekst do obcowania w przyrodą, a poprzez skalę zaangażowania, nakręca atmosferę. Dla sfotografowania dzikiego wilka musieliśmy się (z Markiem Kołodziejczykiem) solidnie przygotować. Po nieudanych próbach na Polesiu, „na zdjęcia” wyruszyliśmy w Bieszczady. Ważnym argumentem za wybraniem tego miejsca było występowanie tam wszystkich trzech gatunków dużych drapieżników. Poza tym tam jest największe zagęszczenie wilka w kraju. Przez rok przygotowywaliśmy się do tego przedsięwzięcia. Skalę przygotowań aż trudno opisać. Najpierw rozpracowanie rewirów wilczych watach, ustalenie miejsc, gdzie odpoczywają, gdzie najczęściej polują, po których ścieżkach chodzą. Wiązało się to z długim czasem przebywania w terenie i
© Paweł Wacławik
Grzegorz Leśniewski© Paweł Wacławik
tropieniami. Następnie był wybór miejsc na czatownie i ich przygotowanie (w Bieszczadach mamy dwie). Musiały być na tyle solidnie zbudowane, żeby nas zabezpieczały przed niedźwiedziem (w sumie zabezpieczenie to niedźwiedź mógłby z powodzeniem zniszczyć, ale dzięki takiemu, jakie było, i tak czuliśmy się lepiej...), tłumiły dźwięki na zewnątrz i stanowiły dobrą izolację termiczną i zapachową. Z tym problemami zmierzył się Marek Kołodziejczyk. Skonstruował i wykonał w sposób niezwykle precyzyjny (z domu wyniósł tradycję zegarmistrzowską...) mały domek. Budynek waży ponad tonę. Składa się z dwudziestu kilku elementów, które po złożeniu w terenie perfekcyjnie do siebie pasują. Nie ma w nich szczelin, przez które zapach wydostawałby się na zewnątrz. Nieprzepuszczanie zapachu jest bardzo ważne, bo żaden ssak drapieżny nie zbliży się, wyczuwając człowieka. To nie dotyczy ptaków, względem których wystarczy się dobrze ukryć przed ich wzrokiem. Innym problemem był transport elementów w terenie, w którym nie było dróg. Z Markiem na własnych plecach nosiliśmy je przez las ponad kilometr.
Kulminacją całego przedsięwzięcia było zamknięcie się podczas zimy w tak skonstruowanej budce. W ukryciu przebywaliśmy 13 dni bez wychodzenia na zewnątrz. Przez większość czasu nic się nie działo. Wydarzeniem było złamanie się gałązki albo poruszenie się źdźbła trawy. Pomimo to przez cały czas trzeba być skoncentrowanym, bo w każdym momencie mógł się pojawić wilk. Wbrew pozorom takie patrzenie jest cholernie męczące. To wysiłek wszystkich zmysłów. Z zewnątrz praktycznie nie dochodzą żadne głosy, bo budynek je izoluje. W takim warunkach docenia się rolę dźwięków. Często one są wyznacznikiem, czy coś zaczyna się dziać czy nie. Obserwowanie niewielkiego wycinka rzeczywistości trochę przypomina prowadzenie samochodu. Jadąc trzeba być stale skoncentrowanym. Z fotografią jest podobnie. Najciekawsze sytuacje trwają ułamki sekund i w tym momencie fotograf musi być gotowy do uruchomienia migawki. Zachować pełną koncentrację przez 13 dni, patrząc na niewielki skrawek przestrzeni, to była jedna z najtrudniejszych rzeczy. W takich sytuacjach najbardziej docenia się dobrego kumpla, z którym dzieli się uwagę. Przez cały czas jeden obserwował, a drugi odpoczywał.
W ciągu tego czasu pierwszy raz wilki pojawiły się trzeciego dnia. To była wadera z młodym. W takich momentach pojawia się pytanie – zrobić zdjęcie czy jeszcze wyczekać do momentu, kiedy wilk poczuje się pewniej? Zaryzykować wypłoszenie przez naciśnięcie spustu migawki? Obserwując wilka przez wizjer zastanawiasz się, czy może lepiej jeszcze zaczekać. Może wadera tylko rozpoznaje teren, a za nią wyjdzie cała wataha.
© Grzegorz Leśniewski
Niedźwiedź brunatny© Grzegorz Leśniewski
Takie sytuacje są najtrudniejsze dla fotografa przyrody, który stara się sfotografować w naturalnych warunkach ekstremalnie płochliwy gatunek. Nigdy nie wiadomo, kiedy wyzwolić migawkę. W tym przypadku wilki cofnęły się do lasu, a ja nie odważyłem się wykonać zdjęcia. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że na następną okazję będę musiał czekać 9 kolejnych dni. Kiedy w końcu udało mi się wykonać pierwszą, wymarzoną fotografię wilka, emocje sięgnęły zenitu. W takich momentach głowę drąży myśl, czy się spłoszą czy nie? Drżą ręce, wizjer jest zaparowany od przyspieszonego oddechu. Tego nie da się opisać – trzeba coś takiego przeżyć.
Często wracam myślami do tamtych wydarzeń. Myślę o fotografowanych zwierzętach. Zastanawiam się, co niegdyś obserwowany wilk czy niedźwiedź teraz robi, jakie są jego losy.

- Wiele fotografii wykonujesz wspólnie ze wspomnianym Markiem Kołodziejczykiem. Jak narodziła się Wasza dość wyjątkowa współpraca (zwykle fotograficy działają samodzielnie)?

- W byciu fotografem przyrody niezwykle ważne jest okiełznanie własnej ambicji. Jeżeli traktujemy fotografię jako rywalizację, np. chcemy wygrywać konkursy, to wcześniej lub później wyeliminujemy kolegę, który siedzi obok i robi takie same zdjęcia. Bo wtedy chwałą trzeba będzie podzielić się.
Mnie z Markiem połączyło całkowicie inne podejście do fotografii. Zdjęcia nigdy dla nas nie były i nie są celem samym w sobie. Są tylko pretekstem do kolejnej wyprawy w teren, wspólnego tam bytowania, chęci przeżycia przygody. Nasza współpraca zaczęła się od bielików. Jeździliśmy wspólnie przez kilkanaście lat na jedne stawy. Marek przy okazji napisał pracę magisterską z ekologii behawioralnej bielika, a mnie udało się wykonać kilkaset zdjęć dokumentujących różne aspekty ich życia. Wiele osób zadawało mi nieustannie pytanie – po jaką cholerę tam jeździsz tyle lat? Ile lat można robić zdjęcia tych samych bielików? Może pojechałbyś w inne miejsce, jelenia byś zrobił (śmiech). Jednak zawsze odpowiadałem, że lubię te stawy. Może konsekwencja, trzymanie się danego tematu, pomaga poznać gatunek, lepiej pokazać jego życie. A upór i wiedza to klucz do sukcesu w fotografii przyrodniczej. To, co było i dla nas „męczeniem materiału”, w konsekwencji dało wspaniały efekt zdjęciowy.
I ta współpraca trwa. Obecnie Marek od prawie roku kręci filmy przyrodnicze. Dzięki temu świetnie uzupełniamy się. Z naszych wyjazdów powstaje materiał zdjęciowy i filmowy. To rokuje bardzo dobrze na przyszłość.
Nasza przyjaźń jest nieoceniona. Razem można zrobić więcej. Chociażby ze względów logistycznych, ale i finansowych, jedna osoba nie udźwignęłaby operacji fotografowania bieszczadzkich drapieżników. Być może dlatego nikt inny nie próbuje fotografować drapieżników w Bieszczadach na taką skalę jak my. W naszym przypadku było to możliwe dzięki pomocy całego sztabu ludzi.

- Jak pod względem wykonywania fotografii przyrodniczej postrzegasz Lubelszczyznę w stosunku do innych regionów?

© Grzegorz Lesniewski / Wild Wonders of Europe
Świstak© Grzegorz Lesniewski / Wild Wonders of Europe
- Odpowiadając zupełnie szczerze to uważam, że Lubelszczyzna jest na pewno pod wieloma względami wyjątkowa, co wcale jednak nie oznacza, że jest ciekawsza lub atrakcyjniejsza od innych regionów. Nie przez to, że mi się ona nie podoba. Na pewno lasy Roztocza czy bagna Polesia są wyjątkowe i nie zobaczymy ich w innych rejonach kraju. Należy jednak pamiętać, że prawie każde miejsce jest na swój sposób niepowtarzalne i piękne. Czy to będzie Biebrza czy Lubelszczyzna, Mazowsze czy nawet Śląsk. Najważniejsze jest to, ile sobie trudu zadamy, aby to piękno w danym miejscu odkryć.
Obecnie uczestniczę w projekcie „Wild Wonders of Europe”. Ideą tego zadania jest pokazanie piękna przyrody europejskiej. Pomysł ten zrodził się pod wpływem rosnącego trendu w społeczeństwach Europy na poznawanie przyrody Afryki, Ameryki Północnej czy Antarktydy, przy powszechnej niewiedzy na temat przyrody Europy. Największy wpływ na zachowanie naszego dziedzictwa przyrodniczego mamy w miejscach gdzie sami mieszkamy. Dlatego tak ważnym zadaniem jest pokazywanie piękna przyrody wokół nas.

- Jakie są największe zagrożenia dla przyrody w dzisiejszych czasach? Czy tworzona bardzo powoli sieć Natura 2000 może przyczynić się do ochrony przyrody?

- Moim zdaniem, największym zagrożeniem dla Natury 2000 to bardzo ograniczona – bądź nawet znikoma – świadomość ekologiczna, uzasadniająca potrzebę ochrony tych terenów. Brak świadomości ekologicznej może spowodować niekontrolowany rozwój gospodarczy. Polskie społeczeństwo jest nadal na etapie pewnego zachłyśnięcia się dobrobytem i pogoni za pieniądzem. Trudno się temu dziwić, skoro Polacy są dość ubogim materialnie narodem. Inaczej jest w Europie Zachodniej – tam świadomość ekologiczna jest większa i przyrodę (w większym stopniu zniszczoną i dużo uboższą niż nasza) chroni się bardziej z potrzeby niż z zaniedbań. Musimy tak działać, aby wykreować w ludziach potrzebę ochrony przyrody. To bardziej pomoże przyrodzie niż zakazy zawarte w ustawach. Obok edukacji społeczeństwa niezbędna jest skuteczniejsza praca organów powołanych do egzekwowania prawa ochrony przyrody. Za wykroczenia przeciwko środowisku sądy zwykle umarzają sprawy, ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynów. Przepisy prawne są martwą literą.
W poprawie świadomości ekologicznej widzę wielką rolę fotografii przyrodniczej.
© Grzegorz Leśniewski
Kobczyk© Grzegorz Leśniewski
Osobiście bardzo często staram się pokazywać przyrodę Polski w wielu kręgach społecznych i zawodowych, niekoniecznie związa- nych z przyrodą. Najczęstszą reakcją po pokazie jest zdziwienie, że mamy w Polsce tak piękne krajobrazy, zwierzęta. Zwykłego człowieka raczej nie zainteresuje suche zdanie, że jakiś ginący gatunek chomika żyje na jakiejś łące. Ale jego podejście może zmienić się, gdy zobaczy chomika i jego świat z perspektywy tego zwierzaka.
Dlatego pokazanie przyrody w sposób ciekawy może zmienić podejście do przyrody samych ludzi. Zasadniczo nazywanie przyrody ma wartość tylko dla naukowców. Jednak, aby ludzie zainteresowali się przyrodą, to trzeba im ją pokazywać, pokazywać, i jeszcze raz pokazywać. To ważne zadanie powinni wykonywać wspólnie fotografowie i przyrodnicy. Boleję nad tym, że nie docenia się roli obrazu w szerszym przekazie.

- Ale czy wielkie, ponadnarodowe projekty mają szansę wyrobić bardziej proekologiczne podejście całego społeczeństwa?

- Oczywiście, tylko muszą być robione z lokalnymi społecznościami, a nie obok ludzi czy wbrew ich woli. Obok ochrony wyznaczonych miejsc należy pokazywać szansę związaną z ochroną przyrody na tych terenach. Chroniąc miejsca i gatunki musimy ludziom pokazać, dlaczego tak ważne jest ich zachowanie. Sama Natura 2000, która ma odkryć i pokazać walory przyrodnicze, jest bardzo ważna. Nikt do tej pory na taką skalę nie inwentaryzował polskiej przyrody (niezależnie od różnego poziomu jej wykonania) pod kątem jej walorów. Wykonano kawał roboty, dzięki której wiadomo co i gdzie należy chronić.

- Czy wyobrażasz sobie zaprzestanie fotografowania dzikiej przyrody? Przecież bardzo ciekawym tematem mogą być też ludzkie twarze lub obiekty architektury...

- Nie! Jak już wspomniałem, dla mnie fotografia przyrodnicza jest przed wszystkim pretekstem do obcowania z naturą. Ja tak naprawdę nie lubię fotografować (śmiech). A jak już fotografuję, to tylko to, co kocham i co wyzwala we mnie pozytywne emocje. Kiedyś próbowałem fotografować architekturę, kulturę ludową do przewodnika turystycznego, ale nie dawało mi to radości i przestałem to robić.
© Grzegorz Leśniewski
Rodzina na bieszczadzkim szlaku© Grzegorz Leśniewski

- Jakie masz plany na przyszłość bliższą i dalszą?

- Ostatnio mam coraz mniej czasu na uprawianie mojego ukochanego hobby. Podpatrując od wielu lat intymne życie innych stworzeń, postanowiłem w końcu sam zadbać o własne. Śmiałym krokiem wszedłem więc w jeden z najbardziej ekscytujących i czasochłonnych etapów w życiu – okres prokreacji, budowy nowego gniazda i wychowu młodych :). Pomimo natłoku nowych obowiązków staram się jednak nie tracić kontaktu z przyrodą i fotografią.
Co do planów terenowych to na pewno pozostanę wierny przyrodzie Polski. Im dłużej fotografuję polską przyrodę tym wyraźniej dostrzegam, jak wiele jeszcze przede mną. Tematów i wrażeń na pewno wystarczy mi do końca życia!

- Dziękuję za rozmowę.

OIKOS 3(47)2008
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif