• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Pierwszy raz Email
Autor: Maciej Kowalik   
Maciej Kowalik Od kilku tygodni moją wyobraźnię rozpalały opowieści z nowo odkrytego portalu foto-ptaki. Pasja obserwacji ptaków z lat dziecięcych odżywała po latach uśpienia z niesamowitą siłą. Zacząłem na nowo marzyć o własnym sprzęcie fotograficznym odpowiednim do ptasiej fotografii i wyprawach na „bezkrwawe łowy”. Nasz pierworodny syn skończył właśnie 13 lat. W prezencie urodzinowym od dziadka otrzymał swoją pierwszą cyfrową lustrzankę - Sony α350 z zoomem DT 18-70mm/f3.5-5.6, a do tego „stało-przysłonowy” obiektyw-lunetę MZ-5000 o zakresie ogniskowych 650–1300mm/f8-16. W niedzielne popołudnie, 24 Maja 2009r., wybraliśmy się – moja małżonka, nasze trzy córki, no i ja – nad ujście Redy do Zatoki Puckiej, do rezerwatu Beka, na testowanie urodzinowego zestawu. Sam niedawny jubilat i właściciel sprzętu dochodził do siebie po niedawnym zwichnięciu kolana i niestety nie mógł wybrać się z nami na wyprawę.

Rezerwat Beka leżący w ujściu rzeki Redy do Zatoki Puckiej między miejscowościami Rewa i Mrzezino, nosi swoją nazwę od starej, już nieistniejącej osady rybackiej,
© Maciej Kowalik
Na Bece można spotkać storczyki - stoplamek plamisty© Maciej Kowalik
leżącej nad samym brzegiem morza. Dziś po zabudowaniach zostały tylko kamienne fundamenty i duży stary krzyż, stojący pod kilkoma starymi drzewami. Potężne jesienne sztormy w 2009 roku przewróciły kilka z tych starych drzew. „Beka to słabo urozmaicona równina nadmorska, która kontrastuje z wyniesionymi do 60 m n.p.m. kępami wysoczyzn morenowych. (...) Największe powierzchnie, bo prawie 90 ha, zajmują słone łąki z rzadkimi dla flory polskiej gatunkami słonolubnymi (sit Gerarda, ostrzew rudy, babka nadmorska, mlecznik nadmorski). Mniejsze powierzchnie zajmują łąki trzęślicowe z szeregiem storczyków i interesująca młaka kalcyfila (mechowisko) z lipiennikiem Loessela oraz kruszczykiem błotnym i owadożernym tłustoszem pospolitym. (...) Regularnie gniazdują tu: czajki, krwawodzioby, kszyki i do niedawna biegus zmienny.(...) Szerszy pas plaży w okolicy Kanału Bezimiennego to historyczne i nadal potencjalne miejsce gniazdowania sieweczek obrożnych i rybitw białoczelnych, które przystępowały tu do lęgów jeszcze pod koniec lat 90. Zwarte trzcinowiska, na naturalnych stanowiskach występujące wyłącznie w pasie przybrzeżnym, są ostoją wąsatek. Pliszki cytrynowe najczęściej zakładają gniazda na południe od Kanału Beka, w pasie zabagnionego obniżenia terenu wzdłuż starego wału brzegowego. Preferują strefę przejściową między szuwarem a łąką, w pobliskiej odległości od stagnującej wody. Lęgowe gęgawy i żurawie spotkamy w łanach oczeretu oraz w najbardziej podmokłych fragmentach rżyska po zimowym koszeniu trzciny.(...) Na zalanych wiosną płytką wodą łąkach zatrzymują się stada siewek (...).[1] Pod koniec lat 90 opiekę nad rezerwatem zaczęło sprawować Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP). A wszystko to czekało na nas niecałe 40 minut jazdy samochodem z domu, niedaleki kawałek poza granicami Gdyni.

Do rezerwatu dotarliśmy około 17:00 od jego północnej granicy, drogą prowadzącą od Mrzezina pod skarpą wysoczyzny. Było piękne majowe popołudnie, nieco chłodny wiaterek z północnego-wschodu nie pozwalał nadto się rozmarzyć. W obawie, by nie przeszkadzać ptakom w trwających jeszcze lęgach, rozłożyliśmy się na samej granicy rezerwatu, w małej zatoczce na plaży. Rozłożyliśmy kocyk dla córek, ustawiliśmy dwa wędkarskie krzesełka, małżonce rozstawiłem na statywie lornetkę Celestron’a z 15x powiększeniem. Dziewczynki zadowoliły się starą, poręczną PZO 6x30 – dającą jednak świetny obraz. Ja natomiast zabrałem się za rozstawianie statywu, obiektywu i aparatu.
Już pierwszy rzut oka na zatokę, utwierdził nas w przekonaniu, że czas i miejsce są bardzo dobre i warto było się wybrać. Na wodach zatoki, niedaleko drzew Beki żerowało stado łabędzi niemych, w wodzie brodziły czaple siwe, nad plażami latały jakieś na razie bliżej niezidentyfikowane brodźce, nie mówiąc już o licznych mewach.
Po zmontowaniu zestawu, zacząłem przymierzać się do rozpracowywania przycisków i pokręteł aparatu. Na wyprawę jechałem z przekonaniem, że na fotografii trochę się znam.
© Maciej Kowalik
Czapla siwa brodziła między łąbędziami niemymi© Maciej Kowalik
Pierwsze zdjęcia zacząłem robić będąc w wieku syna. Nastrój ciemni fotograficznej i zapach odczynników nie jest mi obcy. Ale z lustrzankami cyfrowymi nie miałem dotąd za wiele do czynienia. W domu nie przeczytałem instrukcji obsługi, ani bliżej nie zapoznałem się z nowym modelem SONY mojego syna. Instrukcja obsługi jechała więc z nami w plecaku. Do nauki obsługi nowego aparatu podszedłem systematycznie. Gdy się połapałem, że jedyny tryb, który umożliwia wykonywanie zdjęć zestawem korpus + MZ-5000 to tryb M – ręczny, przystąpiłem do prób ostrzenia i łapania pierwszych kadrów. Na początek wybrałem czaplę siwą brodzącą „po pachy”, a raczej po skrzydła, wśród stada łabędzi niemych. Ledwo zdążyłem zrobić kilka próbnych ujęć i stwierdzić, że migawka wreszcie pracuje i aparat zapisuje zdjęcia na karcie, gdy nagle moja małżonka zawołała: „Maciek, co to za wielki ptak?”. Była zajęta obserwacją przez lornetkę tej samej grupy łabędzi i czapli,
© Maciej Kowalik
Drzewa Beki pod które zapadł bielik© Maciej Kowalik
kiedy nagle w pole widzenia wleciało Jej wielkie ptaszysko machające dostojnie szerokimi skrzydłami. To był bielik! Wleciał pod drzewa Beki, płosząc czaple i wylądował w krzakach pod drzewami. Zacząłem nerwowo ostrzyć na miejsce w które wylądował, wiedząc, że za chwilę stamtąd się poderwie. Odległość nie była duża, może 300 m, i w teleobiektywie, obraz wydawał się zupełnie bliski. I rzeczywiście, po kilku minutach bielik poderwał się do lotu. Natychmiast zgubiłem go z kadru. Król tymczasem skierował się wzdłuż plaży wprost ku nam! Nerwowo próbowałem złapać go w kadr – gdy to się udawało, zanim wyostrzyłem obraz, już go znów gubiłem. Bielik tymczasem doleciał wzdłuż plaży do nas - na wysokości może 50 m zatoczył majestatycznie dwa nieduże koła, przyglądając się nam uważnie. Poczym przeleciał nad naszymi głowami
© Maciej Kowalik
Bielik przeleciał w odległości kilkudziesięciu metrów od nas© Maciej Kowalik
i wzbijając się coraz wyżej, w coraz większych kołach, powoli oddalił się na wschód w stronę Rewy. W tym czasie wykonałem kilkadziesiąt ujęć, strzelając zdjęcia pojedyncze i seriami – jak się później okazało tylko niektóre z nich po gruntownej obróbce w programie edycyjnym na komputerze nadawały się do jako takiej prezentacji – wszystkie były poruszone i prześwietlone. No cóż, nie zapoznałem się z aparatem przed wyprawą ufając w swoje umiejętności, a okazało się, że nie zdążyłem poznać i opanować jak zmieniać podstawowe parametry ekspozycji. Po raz pierwszy też miałem do czynienia z obiektywem o takiej ogniskowej. Samo łapanie kadru, ręczne ostrzenie i naciskanie migawki tak mnie pochłaniało, że o reszcie parametrów nie miałem nawet czasu pomyśleć. Bielik pojawił się zanim zdążyłem przeczytać instrukcję obsługi...
Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć z emocji po wizycie bielika, kiedy blisko brzegu pojawił się przepiękny ohar prezentujący swoje kolorowe upierzenie
© Maciej Kowalik
Po chwili nadleciał ohar© Maciej Kowalik
– najpierw nadleciał z głębi zatoki, lądując niedaleko od nas na wodzie, a następnie przez dłuższą chwilę żerował, eksponując co chwilę nad wodę swój kolorowy kuper – znów naciskałem spust migawki niewiele myśląc o parametrach ekspozycji.
Następnie do naszej zatoki przyleciał brodziec krwawodziób. Straciłem zupełnie głowę i przestałem się przejmować parametrami ekspozycji. Brodziec usiadł na plaży na szczycie zatoczki, ale zanim udało mi się złapać ostrość, już odleciał. Krótko po nim pojawiła się sieweczka rzeczna. Usiadła z drugiej strony zatoki, może 15 m od nas i dłuższą chwilę stała nieruchomo obserwując naszą gromadkę uważnie. Po uspokojeniu oddechu, zacząłem wodzić za nią obiektywem, wyłapując co ciekawsze sceny. Trochę nas zaskakiwała ufność jaką ptaki nas obdarzały. Zaczął we mnie wzbierać niemiły wyrzut sumienia, czy jednak nie wkroczyliśmy na teren lęgowiska?
© Maciej Kowalik
Sieweczka rzeczna© Maciej Kowalik
Chociaż rozejrzeliśmy się uważnie przed zasiedleniem naszego kawałka plaży, i specjalnie nie wkraczaliśmy w głąb rezerwatu, pamiętając, że to szczyt sezonu lęgowego, a jednak nienaturalna bliskość ptaków powodowała, że w głębi serca poczułem lekki niepokój. Sieweczka jednak po chwili obserwacji zajęła się żerowaniem biegając między kępami wodorostów. Wbiegała w miejsce osłonecznione, to znów w cień. Przystawała jednak co chwila i wpatrywała się w nas uważnie – widziałem to w obiektywie wyraźnie. Fotografowałem ile się dało - ale dopiero w domu przekonałem się z jak marnym skutkiem. Migawka była nastawiona na 1/60 sek, ISO na 200 i większość zdjęć była albo poruszona, albo fatalnie prześwietlona. Okazało się też, że manualne ostrzenie jest prawdziwą ekwilibrystyką przy fotografowaniu taką ogniskową, a nasz amatorski statyw również nie gwarantował stabilnej podstawy pod zestaw z tak długą ogniskową. Minimalne przesunięcie pierścienia ostrzenia skutkowało nieubłaganie utratą ostrości.
© Maciej Kowalik
Mewa pospolita© Maciej Kowalik
Do tego długi czas naświetlania – efekty co najwyżej godne politowania przez krytykę. Ale dla nas tych kilka ujęć, wybranych z ponad 300 zrobionych tego dnia klatek, przywołuje w pamięci niebywały ładunek pozytywnych emocji. Gdy dziś, po kilku miesiącach od tamtych chwil, patrzymy na te ujęcia twarze nam się same uśmiechają do tych wspomnień. Po godzinie pobytu w naszej zatoczce stwierdziliśmy, że wrażeń jak na pierwszy raz wystarczy i szczęśliwi zaczęliśmy odwrót. Pierwsza wyprawa „na ptaki” wzbudziła w nas tyle zachwytu i zapału, że wracając do domu zaczęliśmy snuć marzenia o następnych wspólnych wyprawach.
Tylko jako ziarenko goryczy pozostaje niepokój sumienia z tej pierwszej wyprawy, czy aby sieweczka, która tak pięknie pozowała, nie miała w tej zatoczce swojego gniazda – „bezkrwawe łowy” są źródłem wspaniałych wspomnień tylko wtedy, gdy naszą obecnością i zachowaniem nie tworzymy zagrożenia dla ptaków. Na następnych wyprawach już tego konsekwentnie unikaliśmy.

Piśmiennictwo:
  1. B. Błaszkowska, J. Wrosz. „W ujściu Redy”. Ptaki – Kwartalnik Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. 2009; 4: 28-30.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif