• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Klęska urodzaju czyli jak upolowałem grubego
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Klęska urodzaju czyli jak upolowałem grubego Email
Autor: Grzegorz Wróblewski   
zobacz powiększenie w galerii
Po przylocie na drzewo grubodziób zawsze spokojnie lustrował okolicę© Grzegorz Wróblewski
Grzegorz Wróblewski Przeciągająca się niemiło- siernie zima doprowadzała chwilami do obłędu wielu fotografów przyrody, w tym także i mnie. Trzaskające mrozy i potężne opady śniegu zniweczyły większość, nieraz dość ambitnych, fotograficznych planów. Plany planami a życie swoje... Po kilku okropnie mroźnych zasiadkach, z których do domu przywiozłem tylko jedno zdjęcie sójki i solidne przeziębienie, dla odmiany postanowiłem zająć się czymś zupełnie innym, a mianowicie... majsterkowaniem.

W tym celu postanowiłem skorzystać ze stolarni mojego ojca. Okna warsztatu, w którym przyszło mi pracować, wychodzą na mały ogródek. Szybko zorientowałem się, że brakuje w nim karmnika dla ptaków, zmobilizowałem więc brata i raz dwa piękna ptasia stołówka zawisła na orzechu. No, teraz to ja mogę pracować, pomyślałem, obserwując przez okno harce sikorek, trznadli, mazurków. Zaglądały też jery, czyże, a także szpaki, których widok przy -15°C
zobacz powiększenie w galerii
Z pestką w dziobie© Grzegorz Wróblewski
wydawał się czymś zupełnie nierealnym. Pewnego dnia ze zdumieniem spostrzegłem jeszcze jeden gatunek ptaka, który niczym kolorowa torpeda wparował pomiędzy całe to towarzystwo, po czym spokojnie i systematycznie zaczął zrywać pestki wiśni, którymi oblepione było całe pobliskie drzewko. Nie spostrzegłem tego wcześniej, ale okazało się, że zeszłoroczna klęska urodzaju owoców spowodowała, że z tego właśnie drzewa wiśni nie zerwano. Kiedy jesienią opadł miąższ owoców, pozostały setki pestek, doskonały pokarm dla łuszczaków i, jak się z pewnością już domyślacie, ptakiem który wylądował na tej naturalnej stołówce był oczywiście grubodziób. To jeden z wielu gatunków, które wciąż pozostawały dla mnie nieuchwytne i sfotografowanie ich to tylko jakieś bliżej nieokreślone marzenia. Kiedy więc tak nagle pojawił się kilkanaście metrów przede mną, od razu serce zaczęło mocniej bić. Czy w przypadku grubego, jak zacząłem go w myślach pieszczotliwie nazywać, tym razem miało się to zmienić? Porzuciłem wszelkie majsterkowanie, całkowicie pochłonięty obserwacją. Niestety, ktoś właśnie przechodził przez ogródek i gruby oczywiście odleciał. Byłem ciekaw, kiedy pojawi się ponownie. Okazało się, że przylatywał 2-3 razy dziennie, tylko na kilkanaście minut, o nieregularnych porach, często płoszony, ponieważ przez ogród prowadziła ścieżka między domem a warsztatem. Poza tym siadał dość wysoko, no i wreszcie - jak go tu sięgnąć moją trzysetką? Nie wyglądało to zbyt zachęcająco, postanowiłem jednak tak łatwo się nie poddawać. Po nocnych przemyśleniach całej tej sytuacji, miałem już gotowy plan. Wiśnia stała we wnęce domu, a jedynym miejscem z którego mógłbym choćby spróbować go „ustrzelić” to okno łazienki na piętrze, które wychodziło niemal wprost na drzewo. Po uzyskaniu zgody na korzystanie z tej nietypowej czatowni, szybko przerobiłem ją tak, aby spełniała choć minimalne wymagania fotografa ptaków.
zobacz powiększenie w galerii
Czasami trzeba podskoczyć© Grzegorz Wróblewski
Przede wszystkim wyjąłem zewnętrzne okno (całe szczęście, że było starego typu, więc podwójne) i umieściłem w tym miejscu zielony materiał. Musiałem też odkurzyć mój stary monopod, bo na rozstawienie statywu nie było miejsca. Tak przygotowany mogłem się wreszcie zmierzyć z grubym, co jednak, ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie okazało się takie łatwe. Kilka zasiadek (a właściwie „stojanek”, bo czatowałem na stojąco) przy oknie okazało się jednym wielkim niepowodzeniem - po prostu nie przylatywał. Kiedy zrezygnowany schodziłem ze stanowiska, wracając do majsterkowania w warsztacie... pokazywał się ponownie, grając mi na nosie. I tak w kółko. Tylko raz jeden prawie go miałem, autofokus nawet zdążył ustawić ostrość, już, już naciskałem spust migawki, gdy nagle odleciał spłoszony. Oczywiście ktoś przechodził ścieżką! Ku mojej jeszcze większej rozpaczy, ojciec właśnie na te dni zaplanował remont mieszkania i pojawiło się kilku
zobacz powiększenie w galerii
Co by tu wziąć na „ząb”?© Grzegorz Wróblewski
majstrów, którzy nieświadomie płoszyli obiekt moich podchodów. Wreszcie postawiłem wszystko na jedną kartę, wiedząc, że gruby w końcu też nie wytrzyma nerwowo i znajdzie sobie inne miejsce. Poprosiłem wszystkich, aby przez jeden dzień nie korzystali ze ścieżki przez ogródek tylko z tej po drugiej stronie domu. Znowu kilka godzin zasiadki i znowu nic. Wróciłem do warsztatu, ostatnie spojrzenie na wiśnię i oczom nie wierzę, ale siedzi!!! W ułamku sekundy wiedziałem, co zrobić - szalonym biegiem, naokoło domu, żeby tylko zdążyć! Uff, zdążyłem, przez otwór w zasłonie widzę go, 3 metry ode mnie! Teraz najgorsze, powolne i delikatne otwarcie okna - siedzi nadal. Jest dobrze. Teraz jeszcze tylko obiektyw trzeba wysunąć, ustawić ostrość i... mam cię, gruby! Ku mojej uciesze, w ogóle nie reagował na trzask migawki, mogłem więc fotografować do woli. Błogie uczucie spełnienia spłynęło na mnie w
zobacz powiększenie w galerii
Żeby dostać się do smakołyków niekiedy trzeba się nieźle nagimnastykować© Grzegorz Wróblewski
jednej chwili. Miałem okazję z bliska oglądać cały ceremoniał zrywania pestek, potem ściskania ich przez kilkanaście sekund w potężnym dziobie, by wreszcie usłyszeć charakterystyczny odgłos pękania skorupki. Gruby wykonywał przy tym różne śmieszne wygibasy, szczególnie wtedy, gdy zerwana już pestka wypadała mu na przykład z dzioba. Tylko dwa razy widziałem go w innych sytuacjach - raz wylądował na innym drzewie na gałęzi na której siedział już szpak, a kiedy indziej zaś na śniegu pod drzewkiem, widocznie poszukiwał tych pestek, które mu wypadły.

Takie sesje udało mi się powtórzyć jeszcze dwa razy, po czym gruby przestał przylatywać a ja w końcu spokojnie mogłem dokończyć moje majsterkowanie.

Grzegorz Wróblewski
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif