Korpus Nikon D300, obiektyw Nikkor AF-S 600mm f/4G ED VR plus telekonwerter 1.4x, 1/640s, f/5.6, ISO 500
BOCIAN
Podróż dookoła świata
odbył bocian tego lata.
W jednej Francji doznał głodu.
Jej mieszkańcy, tylko wstaną,
wyjadają chleb bocianom.
Francja – dziki kraj Zachodu.
Korpus Nikon D3, obiektyw Nikkor AF-S 600mm f/4G ED VR, 1/125s, f/4, ISO 1600
CZAPLA
Bez ruchu stoi czapla.
Dzień cały - nogi mokre.
Cierpliwość jej się skrapla.
Nad „i” dziurkuje kropkę.
Przebiera się za Zorro,
zakłada swój berecik
i wieczorową porą
niesie kropki dla dzieci.
Korpus Nikon D3, obiektyw Nikkor AF-S 600mm f/4G ED VR, 1/400s, f/4, ISO 800
KRĘTOGŁÓW
Kręci głową na zimę,
kręci głową na gości,
kręci na swoje imię.
Kręci, kręci i rości.
Rości prawo nie pościć,
rości codzienną tęczę,
rości niecodzienności.
Krętogłów, ja cię kręcę!
Korpus Canon EOS 1D Mark II N, obiektyw Canon EF 600mm f/4L IS USM plus telekonwerter 1.4x, 1/1250s, f/5.6, ISO 500
MAZUREK
Zakuty w hełm z czekolady.
Tym hełmem robi posturę,
od Helu aż po Bieszczady,
wśród zwykłych wróbli, mazurek.
Wróble zazdroszczą mu chórem
w kakao łba zakutego.
Ze świata zwierzęcego
on jeden ma maturę.
Korpus Canon EOS 1Ds Mark II, obiektyw Canon EF 300mm f/2.8L IS USM plus telekonwerter 2x, 1/500s, f/6.3, ISO 100
PERKOZ
Gdzie się podział ten perkoz?
Przed sekundą tu pływał.
Zanurkował siekierką,
w okamgnieniu - bo ryba?
Gdzie się znowu pojawi?
czy na prawo? czy lewo?
Za mną jest.
On się bawi,
przez pół dnia, w chowanego.
Nasz rozkoszny perkozie,
najśmieszniejszy na świecie,
czyś w powietrzu, czyś w wodzie,
nigdy w życiu się nie czesz!
Korpus Canon EOS 1D Mark II N, obiektyw Canon EF 600mm f/4L IS USM plus telekonwerter 1.4x, 1/80s, f/5.6, ISO 200
PIECUSZEK Z PIERWIOSNKIEM
Piecuszek z pierwiosnkiem,
pierwiosnek z piecuszkiem,
bliźniacy (i słusznie)
są źli - rany boskie!
Choć liczne jak w stogu
ze zbożem lub sianem,
prócz ornitologów,
publice nieznane.
Komary i osy,
pająki, złe muchy,
by świat był uroczy,
zjadają te zuchy.
Bliźniaków już kocha
skruszona publika,
piecuszka w pończochach,
pierwiosnka w trzewikach.
Korpus Canon EOS 1Ds Mark II, obiektyw Canon EF 400mm f/4 DO IS USM plus telekonwerter 1.4x, 1/250s, f/5.6, ISO 400
SKOWRONKI
„W skowronkach Polskę całą
już zawsze mieć nad kreską”
te słowa zamień w ciało,
głosując na P.P.SKO.!
Skowronki święcie święte
będą wam garnki lepić.
Lud czuje do nich miętę.
Koryto rżną poeci.
Korpus Nikon D3S, obiektyw Nikkor AF-S 600mm f/4G ED VR plus telekonwerter 1.7x, 1/3200s, f/6.7, ISO 1600
TRZCINIAK
Trzciniak, ten stachanowiec,
śpiewałby całą dobę,
gdyby nie prosił go lud:
„daj w nocy spać, zamknij dziób!”
Lecz nie zamyka darmo.
Lud musi, całą armią,
płoszyć kukułkę każdą:
„nie znoś w trzciniaka gniazdo!”
Noc zapuszcza, z dniem, żurawia
w sieć, z kosmosem na pulpicie.
Bez kropelki krwi zabawa
nosem myszy gwałci życie.
Zapuszczony, tłusty żuraw
odlatuje na czworakach.
Z morzem pragnień, w sześciu murach,
bez hamulca jest Itaka.
Wada wzroku, krzyża uraz,
zamykają w sejfie słońce.
W peryskopie tęczy lura
barwy liczy na tysiące.
Sieć cudownie się rozmnaża.
W sieci się nie robi dzieci.
Myszy bawią się w lekarza.
Żuraw spuszcza się do sieci.
Korpus Canon EOS 1D Mark III, obiektyw Canon EF 600mm f/4L IS USM, 1/250s, f/4, ISO 1000
PTASIA FAMILIA
Szukałem spokoju po dwunastu latach zamieszkiwania i pracy w dziesięciomilionowej aglomeracji paryskiej. Znalazłem go w normandzkiej commune, w której zostałem dziewięćdziesiątym dziewiątym mieszkańcem. Dziwne, że na liście mieszkańców w merostwie figurowali wyłącznie ludzie.
W wielkim parku otaczającym mój mały domek rosło około setki kilkudziesięcioletnich drzew.
Przeważały buki, jesiony, dęby, świerki i brzozy. Zasadziłem dwie brakujące sosny.
Park zamieszkiwany był przez niezliczone setki ptaków i odwiedzany przez niezliczone tysiące.
Ja zdolny byłem policzyć tylko kury - pilnujące domu, zabawiające mnie, pinczera średniego i Izę oraz znoszące nam jaja.
Żaden z tych ptaków nie znalazł się na liście mieszkańców commune. Nasza bogato zadrzewiona commune, licząca jedenaście kilometrów kwadratowych, była dokładnie tysiąc razy większa od mojego parku i mieszkała w niej wielka chmara ptaków. Z tej wielkiej gromady żaden też nie figurował na liście mieszkańców commune o bardzo rodzinnej nazwie Familly.
Co za familia!
Po naradzie z Izą i wszystkimi obecnymi w parku ptakami postanowiliśmy zrobić naszą własną listę mieszkańców, na której - na przekór - nie będzie figurował żaden człowiek.
Ja figuruję jako koń, Iza jako pinczer średni, a wszystkie obecne ptaki pod polskimi nazwami, bo na naradzie - jak zawsze - mówiliśmy między sobą wyłącznie po polsku.
Tak powstała pierwsza lista obecnych na naradzie Istotek nieogolonych.
Na „istotki” namówił wszystkich raniuszek, a na „nieogolone” myszołów włochaty, który na liście widnieje po prostu jako myszołów, bo uważał, że „włochaty” nie brzmi zbyt elegancko.
Następnie dopisywaliśmy do listy ptaki, które tylko wpadały do nas w odwiedziny, a na koniec ptaki, które wprawdzie nie wpadały do nas z wizytą, ale byłyby mile widziane gdyby wpadły.
To Iza ze swoją nieokiełznaną wyobraźnią sprawiła dopisanie do listy innych istotek nieogolonych, też mile widzianych chociaż nie będących ptakami. Musieliśmy się zgodzić, kochając ją i czując duży respekt przed jej wyobraźnią, temperamentem, a przede wszystkim charakterkiem.
Lista powiększała się , ale pozostawała tylko listą, czyli niczym zabawnym w gruncie rzeczy.
Ptakom, przywykłym do robienia sobie jaj, nie uśmiechało się figurować na niezabawnej liście.
Pewnego dnia kukułka, ladaco, wypaliła: „w tej całej liście brakuje jaj!” i pierwsza podrzuciła swoje. Potem wszystkie ptaki po kolei wzięły się za robienie sobie jaj. Każdy ptak opowiadał niestworzone rzeczy o sobie, o tym co mu po głowie chodzi niekoniecznie na trzeźwo i o tym o czym nie ma zielonego pojęcia. Ja zapisywałem wszystko bezpośrednio na tych jajach.
Taka jest procedura fabrykacji epigramów. Bawiliśmy się tym kilka lat, bo wszyscy zmieniali swoje opowieści wielokrotnie. To ponownie kukułka, opętana manią podrzucania, zaproponowała, żeby podrzucić Istotki nieogolone szerszej publice. Najwięcej czytelników polskich tekstów jest ciągle w Polsce. Do podrzucenia zostałem wydelegowany jednogłośnie. Gdy książka była wreszcie wydana wskoczyłem w samolot i następnego dnia pokazałem ją Ptasiej Familii. Uśmialiśmy się podczas lektury, bo nikt już niczego nie pamiętał i słuchał z niedowierzaniem tego, co kiedyś sam opowiadał. Przeczytaliśmy całe Istotki nieogolone do obiadu. Po obiedzie rozochocone ptaki chciały czytać dalej. Nie było czego. Nad porcją Istotek na sesję popołudniową pracuję w Warszawie, w której podczas wydawania książki zdążyłem zapuścić na nowo korzenie.
Cała ta historia nie jest bajką.
Ptasia Familia po moim wyjeździe ma się doskonale i ciągle mówi po polsku. Gdybyście kiedyś tam zawitali, spytajcie pierwszego lepszego ptaka gdzie mieszkał Stach (były ze mną na ty) z Izą, a pokażą park Ptasiej Familii. Możecie również odwiedzić ten park nie ruszając się od komputera na zdjęciu satelitarnym commune Familly, półtora kilometra na zachód od kościoła i merostwa, wystarczy wstukać w wyszukiwarce: commune Familly Normandie.
W Familly jest ponownie dziewięćdziesiąt osiem ludzkich mieszkańców. Merostwo z taką ludnością czynne jest w środy od godziny osiemnastej do osiemnastej osiemnaście – z bólem.
W Ptasiej Familii natomiast merem jest myszołów syn, urzędujący codziennie, świątek czy piątek, bite osiemnaście godzin i nigdy nie narzekający na swój los.
A na koniec ciekawostka.
Po polsku mówią również od dziewiętnastego sierpnia tysiąc dziewięćset czterdziestego czwartego roku ptaki mieszkające w dwóch innych pobliskich communes Mont-Ormel i Coudehard leżących dwadzieścia kilometrów na południowy zachód od Familly. W tym dniu polska Pierwsza Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Maczka zamknęła tam okrążenie niemieckiej Siódmej Armii przez aliantów w bitwie pod Falaise. Nowym generacjom ptaków język polski jest przypominany w multimedialnym muzeum poświęconym Pierwszej Dywizji Pancernej – Memorial de Montormel.