• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Brodźce, chodźcie!
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Brodźce, chodźcie! Email
Autor: Tomasz Kłosowski   
zobacz powiększenie w galerii
Samotnik© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Tomasz Kłosowski Brodźce... Co mnie urzekało w tych niewielkich, szaroburych ptakach na patykowatych nogach? Na dodatek ptakach - jak sam sobie nieraz mówiłem - seryjnych. Bo przecież przedstawiciele poszcze- gólnych gatunków są do siebie tak podobni, że wyglądają jak produkty z jednej serii. To podobieństwo zostaje jeszcze pogłębione po okresie lęgowym, kiedy to, po wypierzeniu się, ptaki te tracą swoje, i tak z natury skromne, stroje godowe. Teraz są już całkiem nijakie. No, ale cóż zrobić, kiedy teraz właśnie mamy szansę na przedstawicieli tej ptasiej grupy zapolować z aparatem. Bo przecież większość z nich, to gatunki przelotne, nie gniazdujące w naszym kraju. Na ogół lecą z północy, która jest ojczyzną większości siewkusów, a swą wędrówkę "do ciepłych krajów" zaczynają już latem. Wtedy ich niepozorne stadka zaludniają brzegi rzeczułek, dna spuszczonych stawów, wilgotne odcinki morskiej plaży, a nawet
zobacz powiększenie w galerii
Łęczak© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
odstojniki w cukrowniach - słowem wszelkie, niekoniecznie malownicze, byle obfitujące w drobne bezkręgowce, płycizny i błota. Tu można teraz "zaliczyć" większość europejskich gatunków.

A jakże, próbowaliśmy też nieraz razem z bratem spotkań z brodźcami w porze lęgowej. Nie polecam. Gniazdują u nas faktycznie tylko trzy gatunki - krwawodziób, samotnik i piskliwiec, a całkiem okazjonalnie też łęczak. Krwawodziób, wizualnie atrakcyjny, chowa się jednak wiosną w najniższej nawet trawie tak doskonale, że pokazanie na zdjęciu jego pięknie czerwonych nóg graniczy z cudem. Samotnik zasiedla stare gniazda ptaków leśnych, przede wszystkim drozdów. W tych głębokich garnkach ptak chowa się zupełnie, tylko czubek głowy mu wystaje. A pisklęta po wykluciu zeskakują z gniazda, nawet wysoko położonego, na ziemię i... tyle naszego fotografowania. Piskliwcem nie mieliśmy okazji się zająć, natomiast mamy wielką satysfakcję, że wiele lat łowów na siewkowce zaowocowało w końcu pewną liczba udanych zdjęć krwawodziobów i samotników, które prezentujemy obok.

zobacz powiększenie w galerii
Łęczak© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
Ale skąd w ogóle fascynacja tą grupą ptaków? Wyjaśnienie niosą ich... nogi. Zarówno one same, jako że nie ma innych tak małych ptaków na tak długich w proporcji do reszty ciała nogach, jak i to, na co one wskazują: na życie w środowisku błot. A ono zawsze pociągało nas z nieodpartą siłą.

Latem wszelkie nadrzeczne błota toną w szuwarach. Jak z nich wyłowić aparatem niewielkie ptasie postacie? Tu, wśród bujnej roślinności bagien biebrzańskich, prawie niemożliwość. Ale tutejszy leśniczy i zarazem fotograf - znany zresztą też ze strony foto-ptaki.pl - znalazł niewielką nadrzeczną plażę. W tych stronach plaża, to niewielki kawałek błota, który wyłonił się dzięki letniemu spadkowi poziomu wody. Z tego błota wystawało tu nawet kilka kamieni. A obok drzemała w szuwarach łódka, na której - jak zapewniał nasz przewodnik - regularnie siaduje jastrząb, wypatrując łatwej zdobyczy. Ale mnie interesowały bardziej białe ślady ptasich odchodów na kamieniach i na podsychającym błocie.

Z ukrywaniem się nie było kłopotu, bo łaciaty, niewysoki namiocik dosłownie zapadł się pomiędzy kępy rosłych turzyc. Na noc go chowaliśmy, bo składał się jak parasol i można go było bez trudu wetknąć pod zielony strop bujnej roślinności. Niestety, do miejsca łowów trzeba było dwa kilometry drałować nie wykaszanymi, pełnymi kęp i wilczych dołów bagnami. Ale drałowaliśmy z uporem, zaliczając tu dzięki temu przynajmniej kilka owocnych sesji. Zapamiętałem najmocniej jedną z pierwszych.

Szedłem bladym świtem. Nad bagnami rozlała się mgła tak gęsta, że straciłem orientację. Do brzegu starorzecza dotarłem po długim błądzeniu. Gdzie namiot? Niby wiedziałem gdzie, ale rosa okropliła liście szuwarów tak gęstą warstwą, że ich wygląd był zupełnie inny, niż zazwyczaj i za nic nie mogłem odnaleźć skrytki. Chodzę, dźgam kijem gęstwinę nadrzecznej roślinności, wdycham duszącą
zobacz powiększenie w galerii
Kszyk i brodziec śniady© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
wilgoć przesiąkniętą rabarbarowym zapachem kruszących się liści osoki. Nawet wracam się kawałek, aby od nowa brać namiar na to miejsce. Na nic. Dopiero po godzinie, już cały mokry, przypadkiem zauważam wystający spod liści szuwaru kawałek olchowego kija. Chwytam go żarliwie, jakbym znalazł skarb. A to tylko jedna z podpórek namiotu. Sama płachta jest mokrą ścierą, z której będzie mi kapać na głowę i sprzęt, ale co tam. Domek - własnej roboty, bo nie zaryzykowalibyśmy zostawiania tutaj innego, trzeba rozłożyć zanim ustąpi mgła osłaniająca mnie na razie przed okiem ptaków. A ona rzednie, przebijają się już przez nią jasne plamy łabędzi i czapli białych. Najwyższy czas...

Ale dopiero koło południa, po paru godzinach okrutnej nudy, widzę pod ścianą niedalekiego szuwaru jakiś ruch. Kaczki, nie kaczki... Ależ to brodźce, ale tak mało widoczne, że właściwie zauważam tylko ruch wody i roślin. Wreszcie jednak zaczynam i je same chwytać w pole widzenia teleobiektywu. Jakby tu prosperowały jakieś dziwne nadwodne myszy buszujące przy brzegu. To chyba brodźce łęczaki, najpospolitsze w tym środowisku. Ale pewności nie mam, jak i zdjęć, bo pierzaści bohaterowie są za daleko i na złym, całkowicie
zobacz powiększenie w galerii
Brodziec piskliwy© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
je maskującym tle.

Wodzę znudzonym wzrokiem to w prawo, to w lewo, oglądam po raz setny te same obiekty. Zaraz, zaraz... Czemu to nadwodnemu kamieniowi wyrosła jakaś dziwna narośl? Jaka tam narośl - to przecież brodziec, tylko o takim upierzeniu, jakby był wykonany z kamienia. Próbuję rozpoznać gatunek, a ptak - jak to one - stara mi się to, jak może, ułatwić, ustawiając się do mnie ogonem. Ale gdy wreszcie na chwilę ukazuje popiersie, widzę wyraźny "śliniak". A więc to piskliwiec. Zdobywam tylko jedno zdjęcie, bo na wszystkich innych, zrobionych w tej chwili, będzie tylko jego ogon i kawałek pleców. No, ale dobre i to, bo piskliwca, jak dotąd, nie miałem na zdjęciach wcale.

Po jakimś czasie przed obiektywem przedefilowuje kilka brodźców nie rozpoznanego gatunku. Za to w pobliżu szuwarów kręci się stary znajomy. Czerwone nogi odbijają się ładnie w tafli pokrywającej błoto. To krwawodziób, ale nogi i dziób ma jakoś mało intensywnie nasycony kolorem... Czyżby o tej porze roku wszystkie ptaki obowiązywała szarość i bylejakość? Ten tymczasem pokazuje typową dla brodźca, a znienawidzoną przez nas i nasze autofokusy ruchliwość. Kręci się, trzęsie,
zobacz powiększenie w galerii
Krwawodziób© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
rozedrganymi ruchami dziobie wodę. Zmierzaliśmy się już z ruchliwością krwawodzioba wędrującego przez łąkę. Drobi w taki sposób, że sprzęt wariuje, a my wraz z nim. Nieraz łapaliśmy w kadr i w strefę ostrości brodźca defilującego łąką z przekonaniem, że kiedyś przecież przystanie choć na chwilę. A owszem, przystanie, ale wtedy z kolei zacznie się kiwać i robić skłony, typowe dla prawie wszystkich ptaków z tej grupy, łącznie z czajką i kulonem. O prawdziwym bezruchu lepiej od razu zapomnieć.

Uruchamiam seryjny tryb pracy aparatu, stając się kanonierem nie tylko dlatego, że używam sprzętu Canona. Klatki sypią się jak z rękawa. Dwie czy trzy przyniosą w miarę dobre zdjęcia. Zawsze coś.

Znów kwadranse nudy i uporczywa myśl, by może już wyrwać się z tego aresztu. Ale wczoraj Grzesiek, z którym na zmianę tu przesiadujemy, zaliczył bekasy w kąpieli, a dzień wcześniej kumpel naszego leśniczego kuliki wielkie. Więc siedź, chłopie! Nic tak nie mobilizuje, jak powodzenie innego fotografa!

Ale oto zza rosnącego po stronie mojego ukrycia szuwaru wychyla się pochylone ku ziemi szczudło. A zaraz za nim ptak, którego
zobacz powiększenie w galerii
Brodziec śniady© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
owo szczudło jest dziobem. A jakże, to brodziec, ale wyraźnie od typowego brodźca większy. Jakoś dziwnie kropkowany. Ale rozmiary i rozkład kropek, mówią co trzeba. To brodziec śniady! Dość rzadki podróżnik uczestniczący w jesiennych pielgrzymkach siewkusów. Tyle, że wcale teraz nie śniady, ale... blady! W porze godowej ptak ten - jako jedyny przedstawiciel widywanych u nas brodźców - ma czarne upierzenie w białe cętki. Istny cud. Teraz cętki pstrzą tylko skrajną część złożonych skrzydeł. Reszta - szarobura "w dachówkę", dziób niezbyt mocno czerwonawy. Słowem - postać dość przeciętna z wyglądu. Na szczęście, ten brodziec - jak na przedstawiciela trochę większego gatunku przystało - jest nieco wolniejszy w ruchach, niż mniejsi krewni. Ale szaleństwo autofokusu i tak mam zapewnione. Żerujący ptak rzuca głową zwieńczoną szczudłowatym dziobem to w lewo, to w prawo, i złap ją tutaj w ostrość! A poza tym, czy ostro złapany skrzydlaty model na klatce, to już na pewno dobre zdjęcie?

Więc jest tak: moje oczy mechanicznie śledzą ostrość, ale cała reszta uwagi - kompozycję. Brodzący ptak to motyw sam z siebie dość ubogi. Powodzenie sesji zdjęciowej - to kwestia rozgrywki między ptasią postacią
zobacz powiększenie w galerii
Brodziec śniady© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
a fakturą wody. Fakturą zmienną. Oto powiał wiatr, wyrysował na tafli szereg prostych, równoległych fal, w moim kadrze wyglądających jak powierzchnia tarki. I w to wpisuje się brodziec, który do tego nagle otwiera, nie wiedzieć czemu, dziób - może dla rozprostowania mięśni? Trwa to tylko ułamek sekundy, ale buduje scenkę! Banalny dotąd obraz brodzącej istoty nabiera nagle wyrazu.

Wstrząsające, na jak banalne szczegóły i zdarzenia, nastawia się w takich chwilach fotograf w dążeniu do ciekawego zdjęcia. Czy model zanurzy dziób, a jak wyjmie, to czy z tego dzioba spłynie malownicza kropelka wody, zarysowując kręgi na tafli? Czy wynurzy stopę, by się podrapać, rozbryzgując przy tym efektownie wodę? Czy błysk na dziobie zbiegnie się zgrabnie ze srebrnymi wstążkami odblasków na falach? Oto najwyższej wagi dylematy! Ale bez nich fotografia nie byłaby fotografią...

Fizycy zajmujący się mechaniką znają tzw. zagadnienie dwóch, a nawet trzech ciał. Fotografowie ptaków też maja swoje zagadnienie dwóch, trzech lub jeszcze większej liczby ciał. Oto w mój kadr nagle wparowuje zza szuwarów drugi "śniadziak". Obecność drugiej postaci tworzy zupełnie nowy
zobacz powiększenie w galerii
Samotnik© Grzegorz i Tomasz Kłosowscy
temat. Teraz w napięciu czekam na relację między nimi. Może zaczną się czubić, przeganiać? Tego bym z pewnością teraz chciał. Ale to nie znaczy, że bez tego nie ma zdjęciowego tematu. Wprost przeciwnie! Brodźce idące noga w nogę jak w wojsku... Patrzące w tę samą stronę, albo w dokładnie przeciwne strony, tworzące na tle wody symetryczną grafikę. Rytmiczne ustawienie nóg i głów jednocześnie. Polowanie na takie ustawienia - to trening w dziedzinie komponowania. Wciąga mnie tak, że zapominam o upływającym czasie. Celuję, ostrzę, wymieniam jedną po drugiej baterie. Zrobić z rozedrganych, nieskoordynowanych ptasich postaci klarowną, perfekcyjną kompozycję - oto cel! Pokazać, że w pozornym nieładzie natury można odnaleźć porządek...

Pod wieczór interesuje mnie zagadnienie jednego tylko ciała - własnego, umęczonego napinaniem mięśni, wytężaniem wzroku, tkwieniem na coraz bardziej zapadniętym w błoto stołeczku. Przez szereg dni przychodzimy tu z bratem na nasze fotograficzne wachty. Pierzące się brodźce są blade, a nie śniade, ale za to my, odwalając kilometry w piekących promieniach sierpniowego słońca i ocierając się o czarne błoto w czatowni jesteśmy coraz bardziej śniadzi...
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif