• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Wydarzenia arrow Wydawnictwa arrow Smak białowieskiego miodu
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Czy fotografujesz ptaki?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Smak białowieskiego miodu Email
Autor: Wojciech Sobociński   
„Smak białowieskiego miodu”
Wojciech Sobociński
Wojciech Sobociński Popularyzator przyrody. Jako dziennikarz specjalizuje się w tematach związanych z obszarem "las-człowiek" oraz w przedsta- wianiu interesujących postaw twórczych ludzi popularyzujących przyrodę. Jest także fotografem natury, autorem albumów i wydawcą.
Czy po piętnastu latach od emisji serialu „Tętno pierwotnej puszczy”, warto powracać do jego kulisów? Lektura książki Jana Walencika szybko rozwiewa wszelkie wątpliwości – warto, i to jeszcze jak warto!

Sam serial wciąż jest przypominany przez różne stacje. Trudno temu się dziwić, bo jest to produkcja niezwykła. Wszak mamy do czynienia z pierwszym w historii polskiej kinematografii serialem poświęconym Puszczy Białowieskiej. I na dokładkę od razu wielokrotnie nagradzanym na całym świecie. Jej rozmach daleki był od znanych filmów BBC (o serialach nie wspominając),
zobacz powiększenie
© Jan Walencik
Łęg w Puszczy Białowieskiej
ale efekt porównywalny, a według wielu lepszy. Nie dziwią więc entuzjastyczne opinie, przytoczone w książce, a wygłaszane przez brytyjskich producentów.

A ponieważ serial był szczególny, z książką nie mogło być inaczej. Ona również dzierży palmę pierwszeństwa w historii krajowych wydawnictw przyrodniczych – jest pierwszą zwartą publikacją odsłaniającą kulisy powstawania filmów przyrodniczych. Prowadzi nas przez cały cykl produkcji poszczególnych odcinków. Od narodzin pomysłu i walkę o środki na jego realizację, poprzez to, co w książce najbardziej pasjonujące, czyli poszczególne etapy powstawania serialu, aż do jego premierowej emisji w białowieskim kinie „Żubr”.

zobacz powiększenie
© Jan Walencik
Puchacz
Według mnie, to zupełnie normalne, że zachęcanie do przeczytania pamiętnikarskiego opisu procesu pisania scenariusza, rozmów z telewizyjnymi urzędnikami, a w końcu kręcenia poszczególnych scen, ich montowania czy udźwiękawiania, u niejednego czytelnika może budzić zastanowienie i rezerwę. Obawa o nudę jest uzasadniona, szczególnie, że w przypadku wielu polskich artystów „ból tworzenia” jest okropnym doznaniem, z którym biedacy muszą żyć przez wiele lat, a opowieści o nim stają się kolejnym bolesnym doznaniem.
W przypadku Jana Walencika mam do czynienia z czymś zupełnie odmiennym. Owszem „ból” tworzenia towarzyszy mu wiele lat, nie opuszcza go dzień i noc, łazi za nim dosłownie wszędzie. Tyle, że jest to niezwykle przyjemny „ból”. Co gorsze, jest zaraźliwy. Infekuje wszystkich w koło – szczególnie żonę Bożenę, bez której jego zniesienie (czytaj: realizacja pomysłu) nie byłoby możliwe.
© Jan Walencik
zobacz powiększenie
Flehmen byka żubra
Jednak ani Jan, ani Bożena nie ukrywają – że film…, że przyroda jest ich życiem. W książce jest to widoczne, ale dystans, który autor zachowuje wobec siebie i ekipy filmowej, pozwala na ujawnianie nie tylko tego, co piękne i wzniosłe, ale i codzienności - czyli tego, co bez wątpienia najciekawsze. Wiadomo przecież, że praca filmowca-przyrodnika to ciągłe zmagania z pogodą, przyzwyczajeniami zwierząt, „złośliwością rzeczy martwych”, własną słabością, a na dodatek czyjąś głupotą i złośliwością. Całość tworzy jednak obraz wielkiej przygody, w której garstka osób pod sklepieniem (czasem nad nim) potężnych puszczańskich drzew oraz w dżungli bezdusznych urzędniczych biur (choć w książce pojawiają się przypadki urzędników z duszą), z pasją walczy o to, by pokazać nam Puszczę Białowieską.

Prezentowanie filmowej „kuchni” przy okazji wielu zachodnich produkcji jest normalnym zjawiskiem. Mam nadzieję, że dzięki tej książce, obyczaj ten na stałe zagości w Polsce i oprócz kilkudziesięciu minut spędzanych przed ekranem, będzie nam dane wybierać się w kolejną podróż przez książkowe karty. Szczególnie, że w przypadku „Smaku białowieskiego miodu” nie jest to wyłącznie podróż literacka. W książce znalazło się kilkaset zdjęć, zarówno przyrodniczych, jak i ukazujących ludzi i filmowe zdarzenia.

© Jan Walencik
zobacz powiększenie
Wilki
© Jan Walencik
zobacz powiększenie
Jelenie w Puszczy Białowieskiej



























Nie ulega dla mnie wątpliwości, że takich książek w naszym kraju jeszcze nie było, a ta pierwsza zabiera nas w fascynującą podróż, z której dowiadujemy się o rzeczach,
zobacz powiększenie
© Jan Walencik
Rysica
z których jako widzowie filmów i seriali przyrodniczych często nie zdajemy sobie sprawy. Gawędziarska swada autora i humor, jakim obdarzyła go natura, sprawiają, że otrzymaliśmy publikację, którą z czystym sumieniem zaliczam do „pochłaniaczy” – pochłania się ją tak zwanym jednym tchem, a ona pochłania nasz czas, który mieliśmy przeznaczyć na coś innego, ale od książki oderwać się nie możemy.

I na koniec jeszcze jedno. Ta książka jest formą podziękowania. Powstała nie tylko dla czytelników, ale i z wdzięczności dla ludzi, bez których pierwszy serial poświęcony Ostatniej Puszczy nie mógłby powstać. Czytając „Smak…” poznamy liczne i barwne ich grono. Szczerze polecam.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif