• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Wśród bagien i żurawi
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Wśród bagien i żurawi Email
Autor: Grzegorz Szkutnik   
zobacz powiększenie w galerii
Uwaga! Lądujemy© Grzegorz Szkutnik
Jeszcze w połowie sierpnia wypatrzyłem znakomite miejsce na zasiadkę na zimorodka. Gdy już wszystko było gotowe i planowana zasiadka miała mieć miejsce, była już prawie końcówka sierpnia. W przed dzień zasiadki coś mnie podkusiło by wieczorem pojechać na dobrze mi znany gościniec wśród pól. Gościniec ten jest miejscem moich obserwacji przelotu kluczy żurawi w kierunku puszczy już od trzech lat. Jak w poprzednich latach punktualnie około dziewiętnastej piski i krzyki rozległy się nade mną. Z wielkim zachwytem patrzyłem na przelot trzech kluczy liczących łącznie blisko 90 ptaków. Żurawie ponownie zawładnęły mną na dobre. Stwierdziłem, że mimo nieskutecznych jak dotąd poszukiwań ich noclegowiska nie poddam się, że może teraz się uda je odnaleźć. O świcie zamiast czekać na zimorodka,
zobacz powiększenie w galerii
Pobudka© Grzegorz Szkutnik
brnąłem przez las i kolejne bagienne oczka. Uszy niczym radary wyłapywały każdy głos w rozległym kompleksie leśnym. Gdy poranne mgły zaczęły przebijać pierwsze promienie słońca w moją głowę wdarł się pierwszy krzyk z bagien. Są! - wykrzyknąłem w myślach - Tylko gdzie? Zacząłem kierować się na dobiegające z ostępów głosy. Po blisko godzinnym człapaniu, to w wodzie, to w błocie, to w mchu, to piachu i jednoczesnym namierzaniu głosów, miałem dość. Najgorsze, że nie bardzo wiedziałem, gdzie właściwie jestem. Postanowiłem znaleźć jakąś leśną drogę, potem następną i następną. Do pozostawionego samochodu na poboczu leśnego duktu dotarłem tuż przed południem.

Po odpoczynku, prześledzeniu map oraz konsultacji z zaprzyjaźnionym miłośnikiem ptaków, wspólnie z nim
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie często budziły się bardzo wcześnie© Grzegorz Szkutnik
wyruszam na popołudniowy rekonesans. Postanawiamy, że zaczniemy od bagna, do którego dotarcie nie nastręczy nam zbyt dużo trudności. Stanąwszy na jego skraju i po zorientowaniu się w sytuacji stwierdzamy jednomyślnie, że to może być tu - piękna otwarta przestrzeń torfowiska ze sporym lustrem wody i jakieś pióra widziane z oddali wśród liści grzybieni. Stajemy w bezpiecznej odległości, tak byśmy nie zostali zauważeni ale jednocześnie mieli możliwość obserwacji i bezgłośnego wycofania się, gdyby jednak tu siadły żurawie. Czekamy. Gdy zbliża się dziewiętnasta ponownie zamieniam się w jedno wielkie ucho. Nadlatują, krzyczą, krążą, harmider ogromny! W końcu siadają ale o dziwo na połaci torfowiska, a nie na wodzie. Stoją z uwagą obserwując otoczenie, my nie ruszamy się nawet na moment z obranych pozycji
zobacz powiększenie w galerii
Duch i mrok© Grzegorz Szkutnik
i czekamy do zmierzchu. Po upływie około 30 minut od wylądowania, gdy słońce już dawno zaszło za linię otaczającego bagno lasu, w szarówce zmierzchu żurawie nagle jak na jeden gwizdek zerwały się ku niebu. Zastanawiam się co zrobiliśmy nie tak, który z nas wykonał jakiś ruch, może hałas… Ptaki w chaosie rozpierzchły się po niebie - dziesięć na zachód, około trzydziestu na wschód, reszta w bliżej nie znanych kierunkach. Wstajemy, mój współtowarzysz ma taką samą minę co ja – I co teraz? Patrzę na ciągle majaczące na niebie sylwetki ptaków i dostrzegam u niektórych te same swobodne ruchy wykonywane tuż przed lądowaniem. Tak, część z nich opada jakby zaraz za linią drzew (w linii prostej około 1 km od nas). Powoli pozostałe formują się w grupy i kierują się do tej następnej zapewne tak samo urokliwiej
zobacz powiększenie w galerii
Żurawie© Grzegorz Szkutnik
przestrzeni jak ta, z której właśnie się zerwały. Czyli to tam śpią! – pomyślałem.

Po dwóch dniach wracam na bagna i po omacku przedzieram się przez zalane wodą uroczyska otaczające torfowisko, z którego nam „uciekły”. Moim celem jest prawdopodobna sypialnia żurawi, zaraz za nim. Coraz wyraźniej słyszę kruknięcia, a po chwili bardzo głośne trąbienie, jeszcze trochę i pomiędzy pniami sosen w oddali majaczą szare sylwetki tych leśnych duchów. Padam na kolana w paprocie i z daleka przez lornetkę obserwuję całą scenerię. Słońce właśnie wzeszło i spodziewam się lada moment odlotu. Żurawie zrywają się grupkami, lecą teraz na żer na pola. Ja idę zobaczyć ich okrytą puchem sypialnię. Miejsce wydaje mi się wyśnione jak dla mnie. Widać, że ptaki czują się tu bezpiecznie.
zobacz powiększenie w galerii
Oda do radości w wykonaniu żurawi© Grzegorz Szkutnik
Na środku tej enklawy znajduje się spore oczko wodne, potem linia torfowców, turzyc, oczeretów, no i ściana bagiennego boru sosnowego. Pięknie!

Po kilku dniach wracam na żurawiowe bagno z całym ekwipunkiem niezbędnym mi do spędzenia nocy w lesie i fotografowania o świcie. Kilka tobołków i plecaków, w których mam siatki maskujące, namiot, ciepłe ciuchy, śpiwór i sprzęt fotograficzny, pomaga mi przetransportować mój kolega. Wspólnie budujemy ukrycie wkomponowane w ścianę lasu, a namiot (moja sypialnia) staje około 10 metrów od czatowni w głębi sosnowego boru. Wszystko starannie maskujemy a drogę do czatowni oczyszczam z gałęzi, szyszek i innych leśnych różności. Muszę dojść jak najciszej w chwili, gdy będą najmocniej spały. Godzinę przed planowanym przylotem
zobacz powiększenie w galerii
Szare duchy bagien© Grzegorz Szkutnik
żegnam się z towarzyszem, słysząc na pożegnanie: Powodzenia!

Zaszyty w namiocie zostaję sam, czekanie bardzo się dłuży, rozmyślam jak to będzie, jak przebiegnie poranek i co uda się uwiecznić na karcie pamięci. Myśli przerywa świst lądującej na wodzie eskadry kaczek. Robię się czujniejszy, bo na moment zagląda tu żurawiowa „czujka”. Grupka żurawi sprawdza miejsce, po chwili cichną w oddali. Zapewne wracają do reszty grupy, by oznajmić czas powrotu na bezpieczne noclegowisko. Przynajmniej mam taką nadzieję, że nie zauważyły żadnych oznak mojej ingerencji w otoczenie. Wracają, ale schemat się powtarza - najpierw siadają na torfowisku obok, odliczam prawie 30 minut i znowu zaczyna się chaos. Wieńczy go trzepot skrzydeł i chlupnięcia w wodę na bagienku, obok którego
zobacz powiększenie w galerii
Chaos odlotu© Grzegorz Szkutnik
będę spał. Powoli zasypiamy - ja na suchym lądzie, a żurawie z ciągle jeszcze „chichoczącymi” kaczkami w wodzie. O trzeciej w nocy mój sen przerywa cichy budzik, już czas na wymarsz do ukrycia. Nerwowo mrugam oczami nie rozpoznając jeszcze niczego w pobliskim otoczeniu, a ręką szukam wyciętej w borówkach ścieżki przy namiocie. Po męczącej, prawie po omacku i bezszelestnej wędrówce w końcu zasiadam na wygodnym krzesełku, opieram się, zsuwam stary polar z pozostawionego na noc w ukryciu obiektywu i aparatu. Przysypiam by przed piątą ponownie otworzyć oczy. Widzą szare niby kształty, orientacyjnie już wiem, gdzie stoją i powoli kieruję tam soczewkę obiektywu. Włączam moją czterdziestkę (Canon 40D) i intuicyjnie dobieram parametry, nie zamierzam jeszcze fotografować, bo jest za ciemno. W międzyczasie
zobacz powiększenie w galerii
Odlot w świetle wschodzącego słońca© Grzegorz Szkutnik
żurawie zaczynają pobudkę, słychać pomruki i piski młodych. Budzenie i poranna toaleta wychodzi im trochę ślamazarnie. Jak zostaną dłużej, będę miał szansę na lepsze światło. Pierwsze zdjęcia zrobione w trakcie toalety żurawi trochę mnie rozczarowują, bo ani jeden ptak nie jest ostry. Czemu one się tak kręcą? – pomyślałem. Zwiększam lekko czułość, mimo, że chciałem oszczędzić sobie mocnych szumów. Teraz jest jednak lepiej. Po toalecie ptaki jakby lekko się uspokoiły. Zaczyna się lustrowanie okolicy, powolne spacery wśród liści grzybieni i pływających kaczek. Korzystam z tego maksymalnie. Staram się wybrać z całości zgromadzonych żurawi grupki ptaków, tak by nie fotografować ich z poucinanymi głowami, tułowiami itp. W przypadku stłoczonej i ciągle kręcącej się grupy okazuje się to nie lada
zobacz powiększenie w galerii
Krzyżówki opuszczają dzielone z żurawiami noclegowisko© Grzegorz Szkutnik
wyzwaniem. Po tym jak chmury nabrały purpury, spoglądam na zegarek. Zbliża się godzina wschodu słońca, a lada moment ptaki zaczną wznosić fanfary ku niebu i zaraz potem odlecą. Nie mylę się, bo w oka mgnieniu podrywają się z lustra wody. Jakie te zdjęcia ze startu są chaotyczne - myślę po chwili, gdy przeglądam efekt uwiecznionego odlotu. Wokół mnie cisza, ale są jeszcze kaczki, może jeszcze coś sfotografuję. Niebawem i kacza straż żurawi startuje z impetem… Zostaję sam. Zabieram się do pakowania, na oddalonej ponad kilometr drodze ma czekać na mnie mój pomocnik.

Od tamtego momentu na swoje bagienko powracam już co roku. Bocianie sejmiki i mglisty koniec sierpnia zawsze przypominają mi, że ponownie zbliża się czas chłodnych wrześniowych nocy z żurawiami.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif