• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow To trzeba przeżyć samemu...
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

To trzeba przeżyć samemu... Email
Autor: Maciej Kowalik   
Maciej Kowalik Długo trwało zanim skompletowałem wymarzony własny zestaw do fotografii ptaków.
zobacz powiększenie w galerii
Łęczak© Maciej Kowalik
Ale nadszedł wreszcie czas, kiedy mogłem się wybrać na pierwsze prawdziwe „bezkrwawe łowy”. Dotąd fotografowałem z podejścia lub z samochodu. Teraz przyszedł czas by spróbować prawdziwego „ptasiarskiego rzemiosła” - fotografowania z czatowni. Pierwszą czatownię skompletowałem wcześniej - w supermarkecie kupiłem mały plażowy namiocik w barwach maskujących. Do tego przejąłem od żony stare, wyblakłe zielone prześcieradło i dołączyłem starą pałatkę. A gdy moja małżonka zakupiła mi jeszcze specjalnie do tego celu paczkę drewnianych bieliźnianych klamerek – zestaw był skompletowany.

Pewnego popołudnia w sierpniu, namówiłem żonę i naszą córkę na wspólną wyprawę. Decyzja, jak to często u nas bywa, była szybka. Wybraliśmy się do rezerwatu Beka, w ujściu rzeki Redy. Odpowiednie pozwolenie na fotografowanie uzyskałem już wcześniej. Na miejsce dojechaliśmy późnym wieczorem. Plan wyprawy zakładał nocleg w
zobacz powiększenie w galerii
Brodziec piskliwy© Maciej Kowalik
samochodzie na granicy rezerwatu, tak aby na samo miejsce fotografowania dotrzeć przed świtem. Musieliśmy też przeznaczyć trochę czasu na rozstawienie w ciemnościach czatowni. Noc była ciepła, spadł niewielki deszczyk. W samochodzie było duszno, a okna baliśmy się otworzyć w obawie przed komarami. Czas mijał szybko. Z duchoty i emocji długo nie mogłem zasnąć. Obudziłem się ok. 3:20. Niebo zakrywały niewielkie chmury. Na wschodzie ciemne niebo zaczęło nieco blednąć. Czas było ruszyć po fotograficzną przygodę.

Czatownię planowałem rozstawić na kawałku plaży niedaleko ujścia Redy. Zabraliśmy bagaż: torba ze sprzętem na jedno ramię, teleobiektyw na drugie ramię, do ręki duża torba z elementami czatowni. Jeszcze statyw z zamontowaną już głowicą i aparatem. Poczułem na plecach ciężar ekwipunku. Córka ofiarowała się nieść karimatę. Żona, zgodnie z wcześniejszą obietnicą, wzięła na ramię tylko lornetkę. Ruszyliśmy ... Do przejścia było trochę ponad kilometr - polną drogą między łąkami rezerwatu, a następnie
© Maciej Kowalik
Czapla biała© Maciej Kowalik
wąską ścieżką wzdłuż plaży. Było jeszcze ciemno. Wzrok nie rozróżniał szczegółów. Mokre trawy łapały przy każdym kroku za kalosze, hamując kroki. Powietrze było ciepłe i parne. Już po kilku krokach pot zaczął mi spływać po skroniach i plecach. Torby, statyw i obiektyw gniotły w ramiona. Komary bezkarnie dokazywały na odsłoniętych dłoniach i szyi. Im dalej szliśmy, tym bardziej docierało do mojej świadomości ile trudu wymaga ptasia fotografia. Do tej pory, wiele z przestróg, o których można poczytać na foto-ptakach, znałem jedynie „z teorii”. Las i dzika przyroda nie są mi obce – w lasach pod namiotami spędzałem przed laty po kilka tygodni w roku - ale teraz, wreszcie, zacząłem odczuwać na własnej skórze trud fotograficznej ptasiej zasiadki. Czy tylko będzie jakiś efekt?

Na miejsce dotarliśmy po około 20 minutowym marszu. Z ulgą zdjąłem torby. Na wschodzie zaczynało szarzeć i widoczność rosła z minuty na minutę. W świetle budzącego się poranka zabrałem się do montowania czatowni. Ustawiłem
© Maciej Kowalik
Pliszka żółta© Maciej Kowalik
namiocik. Front zakryłem starym prześcieradłem. Boki pospinałem klamerkami. Następnie na prześcieradło narzuciłem starą, szaro-zieloną pałatkę. W prześcieradle wyciąłem otwory na wysokości rękawów pałatki – nasze schronienie było gotowe. Żona i córka zajęły miejsce na karimacie w namiociku, a ja jeszcze rozstawiłem statyw, przez otwór rękawa w pałatce wsunąłem i zamontowałem na statywie obiektyw. Na koniec sam wsunąłem się do dusznego namiociku. Córka rozłożyła się wygodnie na karimatce i po chwili przysnęła. Miejsca było akurat. Z jednej strony torba ze sprzętem, z drugiej torba z workami od namiotu, termosem i kanapkami. Moja małżonka zajęła miejsce przy drugim otworze, przez który mogła obserwować część zatoki przez lornetkę. Mój otwór wychodził na plażę.

Zaczęło się oczekiwanie na ptaki. Na zewnątrz szarzało na dobre – w obiektywie coraz wyraźniej mogłem obserwować plażę nad niedużą zatoką. Po kilkunastu minutach zaczęliśmy rozróżniać ptasie głosy – słychać było w oddali skrzek czapli. Zafurkotały
zobacz powiększenie w galerii
Kwokacz© Maciej Kowalik
w przelocie kaczki. Wreszcie na plaży wylądowały pierwsze brodźce. Na początku jakieś 30 m od nas. Zbyt daleko, aby fotografować. Do tego światło było jeszcze bardzo słabe. Na wizjerze kondensowała para. Początkowo więc zajmowaliśmy się obserwacją – ja przez obiektyw, żona przez otwór i lornetkę. Brodźce zaczęły żerować i podchodziły coraz bliżej – był to kwokacz i kilka łęczaków. Po jakimś czasie dołączyło jeszcze kilka brodźców piskliwych. Na zatoce przepłynęła krzyżówka, która przyglądała się bardzo uważnie naszemu schronieniu. Natomiast na plaży, przed naszym namiocikiem, zaledwie kilka metrów od nas, zaczęły przeganiać się młode pliszki żółte. Na linii wody i lądu żerowały brodźce, zbliżając się do naszej kryjówki. Ani im, ani pliszkom, czatownia nie przeszkadzała. Pierwszy szedł kwokacz, a kilka metrów za nim łęczaki i brodziec piskliwy. Zacząłem fotografowanie. Światła stopniowo przybywało, mogłem poprawiać parametry, a ptaki były coraz bliżej. Aparat miałem ustawiony w trybie przysłony z automatycznym doborem czułości ISO,
© Maciej Kowalik
Moja pierwsza czatownia© Maciej Kowalik
z najdłuższym czasem migawki początkowo na 1/160 sek. Przy tych ustawieniach, gdy robiłem pierwsze zdjęcia, światła było akurat tyle, że aparat ustawił ISO na 6400. Gdy warunki świetlne się poprawiły, aparat obniżył czułość, a ja mogłem skrócić czas migawki – to przełożyło się na lepszą ostrość powstających zdjęć.

Byłem zajęty kwokaczem, który uganiał się kilka metrów od naszego ukrycia, gdy żona zwróciła uwagę na dwie czaple białe, które przyleciały do naszej zatoki i zaczęły żerowanie jakieś 100 m od nas. Powstały pierwsze udane zdjęcia czapli białej!

Wreszcie wzeszło słońce – akurat najbliżej naszej czatowni znajdował się kwokacz – teraz powstały najlepsze ujęcia. Jeszcze kilka sekund i ptak odleciał

... a my musieliśmy się zbierać. Była 6:00. Tego samego dnia jeszcze musiałem ruszyć do pracy. Pozostały zdjęcia i pierwsze „ptasiarskie” doświadczenie, którego żaden opis nie zastąpi - ... to trzeba przeżyć samemu.
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif