• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Botaurus stellaris - spotkanie w dolinie Nidy
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Botaurus stellaris - spotkanie w dolinie Nidy Email
Autor: Włodzimierz Stachoń   
Włodzimierz Stachoń
© Włodzimierz Stachoń
Dolina Nidy© Włodzimierz Stachoń
To moja pierwsza wizyta w małym ptasim księstwie jakim niewątpliwie jest dolina malowniczej Nidy, a także znajdujące się w sąsiedztwie rzeki kompleksy stawów hodowlanych. I chociaż w nowym dla mnie miejscu przywitały mnie ciężkie chmury targane silnym wiatrem, to już po kilku minutach lustrowania okolicy z radością stwierdzam, że czeka tu na mnie wiele przyrodniczych, a szczególnie ornitologicznych niespodzianek, wręcz egzotycznych dla człowieka mieszkającego na co dzień u podnóża gór. Są rycyki, czajki, różne gatunki brodźców, rzesze kaczek, łabędzi, perkozów, czaple, białe i czarne bociany, no i ten niezwykły odgłos dobiegający z trzcinowisk – nieomylny znak obecności tajemniczych bąków…


© Włodzimierz Stachoń
Dolina Nidy© Włodzimierz Stachoń
Ponieważ nie znam terenu, pierwszy dzień pobytu przeznaczam na rozpoznanie miejsc, problem wyboru najlepszych lokalizacji do odbycia fotoczatów pozostawiając na kolejny dzień… Wędrówka skrajem stawów i trzcinowisk zaowocowała odnalezieniem ulubionego żerowiska zimorodka oraz grupy nielęgowych, koczujących na stawach bocianów czarnych, spotkaniem z nurogęsiami, a także dość dokładną lokalizacją rewiru bąka, który uparcie buczał z łatwo dostępnej zatoki porośniętej trzciną. Do środka trzcinowego lasu postanowiłem nie zaglądać, jako że była to pora lęgów w pełni – bąki potrzebowały teraz przede wszystkim spokoju…



© Włodzimierz Stachoń
Botaurus stellaris© Włodzimierz Stachoń
W kolejnym dniu pobytu na stawach w dolinie Nidy aura jest znacznie łaskawsza – po ołowianych chmurach nie ma śladu, a pogodny, chłodny poranek jest dobrą wróżbą na cały dzień. Uzbrojony we wszelkie możliwe akcesoria, które ledwie mogę udźwignąć, usiłuję wybrać to najlepsze miejsce, w którym w ukryciu spędzę dzisiejszy dzień. Wybór wcale nie jest łatwy – co krok jakaś interesująco wyglądająca zatoka, to znów płycizny, mokradła… 
W końcu zapada decyzja – rozstawiam przenośną czatownię na wysychającym mokradle – miejsce wydaje się być idealnym żerowiskiem brodźców, czajek, może skusi się na łatwy łup czapla … Mokradło otoczone jest z dwóch stron trzcinami – część zarośli została wykoszona odsłaniając większą powierzchnię błota. Niepewny co do słuszności decyzji dotyczącej miejsca fotoczatów, jednak z nadzieją zaszyłem się w prowizorycznej czatowni z maskującego płótna…


© Włodzimierz Stachoń
Botaurus stellaris© Włodzimierz Stachoń
Mijały minuty, godziny – póki co niewiele ciekawego działo się przed czatownią, może za wyjątkiem koncertów podróżniczka i potrzosa, które umilały mi chwile spędzone w płóciennym ukryciu, w którym za sprawą słońca robiło się niemiłosiernie gorąco. 
W pewnej chwili uwagę moją zwróciły intensywne nawoływania zaniepokojonych czajek i brodźców, które z pewnością na sąsiednich łąkach miały swoje siedziby. Zerknąłem przez szczelinę w bocznej ścianie ukrycia – a niech to, do pracy na polach graniczących ze stawami przyszli ludzie – chyba jednak nie trafiłem dzisiaj z wyborem miejsca zasiadki… Postanowiłem jednak pozostać w czatowni z nadzieją, że może jednak coś ciekawego w zasięgu obiektywu się wydarzy…


© Włodzimierz Stachoń
Botaurus stellaris© Włodzimierz Stachoń
© Włodzimierz Stachoń
Botaurus stellaris© Włodzimierz Stachoń




























Tymczasem po kilku upalnych godzinach niebo przesłaniać zaczęły ciężkie chmury, a dalekie odgłosy zwiastowały zbliżającą się burzę. No cóż, chyba jednak dzisiaj szczęście mi nie dopisze. Zaniepokojony rozglądam się wokoło – wszystko wskazuje na to, że w niedługim czasie trzeba będzie uciekać przed nadciągającą nawałnicą. Odruchowo spoglądam przez wizjer aparatu i… nie wierzę własnym oczom! Jakaś niezdarna, żółtoczarna kula zbliża się w kierunku czatowni.
© Włodzimierz Stachoń
Dolina Nidy© Włodzimierz Stachoń
To przecież bąk! Pierwszy raz w naturze oglądam tego „dziwoląga”, który drepcze po mokradle prosto „pod obiektyw”. Naciskam migawkę raz po raz – bąk jest tak blisko, że usłyszał jej odgłos. Zaniepokojony staje z wyciągniętą szyją, tak jak to czyni w trzcinowisku czy w pobliżu gniazda, jeśli coś zakłóci jego spokój, w ten sposób maskując swoją obecność. A muszę przyznać, że bąka można uznać za mistrza kamuflażu. Bąk przez kilka chwil pomedytował przed obiektywem, po czym wolnym krokiem wszedł na groblę i zniknął wśród zarośli porastających przybrzeżną strefę stawu.


A więc jednak szczęście dopisało mi tego dnia, szkoda tylko, że fotoczaty musiałem przymusowo przerwać – ledwo zdążyłem zabezpieczyć sprzęt przed ulewą, która rozszalała się tuż po spotkaniu z bąkiem. Burzę przeczekałem w samochodzie, a wieczorem, jako że nawałnica jak szybko pojawiła się tak szybko odeszła, fotografowałem malownicze scenerie stawów w promieniach zachodzącego słońca…

Włodzimierz Stachoń
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif