• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Jak sroka w gnat
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Jak sroka w gnat Email
Autor: Tomasz Kłosowski   

Tomasz Kłosowski Wpatrywać się jak sroka w gnat... No to się wpatruję. Tyle, że chciałbym się wpatrywać - i chciałby mój obiektyw - w srokę, a tej ciągle nie widać. Widać, owszem, gnat.
zobacz powiększenie w galerii
Sroka - Pica pica© Tomasz Kłosowski
Marny już, oskubany przez kogo się da, zwłaszcza przez sikory. To tylko część przynęty dla sroki - a może srok - reszta, to solidnie połupane orzeszki i kawałki jajka na twardo. Wszystko dyskretnie poutykane wśród pniaków i gałęzi, które gospodarz pozwoził na podwórko gospodarstwa, gdzie już od lat kwaterowaliśmy. Obok namiot z płótna, nie maskowany żadnymi gałęziami. Przecież ptaki żyjące na podwórku i z podwórka powinny być przyzwyczajone do takich przedmiotów, jak i do tego, że wciąż przybywają nowe. Tak sobie kombinowaliśmy. O, biada naiwnym...
Sroka też w pobliżu jest. Nie widać jej, ale doskonale słychać. Jakby ktoś szczotką ryżową szorował podłogę. To zły znak. Ptak, który chce skorzystać z jakiegokolwiek źródła pokarmu, czyni to zawsze dyskretnie, a przede wszystkim cicho, by samemu słyszeć, czy w drodze do uczty nie zaskoczy go wróg lub nie ubiegnie konkurent. Jeżeli hałasuje - to znaczy, że jest mocno zaniepokojony i daje o tym znać innym członkom stada.
Sroki w naszej wiosce rozpanoszyły się na dobre. Kiedyś mieszkały w koronach najwyższych lip, budując tam niedostępne gniazda, a o świcie zlatując na ziemię, by kraść pokarm kurom, świniom i  łańcuchowym psom, którym mogły zagrać na nosie. Ale od pewnego czasu tak się już rozpuściły, że robiły to wszystko w biały dzień za plecami ostatnich sędziwych gospodarzy, jacy jeszcze pozostali w dogorywającej wiosce. Wystarczyło, by pierwsze z brzegu gospodarstwo pozostało bezludne, a wiosną w koronie zaniedbanej, od lat nie przecinanej jabłonki pojawiło się srocze gniazdo. Tkwiące ze dwa metry nad ziemią, robiło wrażenie monstrualnie wielkiego. Sroki bez żenady, niczym odpustowe chorągiewki, powiewały na skraju tej rosochatej kuli z gałęzi. Tak samo zresztą dla człowieka niedostępnej jak gniazda nadrzewne, bo bronionej przez gąszcz najeżonych ostrymi patykami gałązek.
Sądziliśmy zatem, że  przy fotografowaniu srok będziemy wreszcie mieli łatwą robotę. To nie będzie wielodniowe, po parę godzin w każdym dniu trwające czekanie na orła czy choćby myszołowa włochatego. Zwłaszcza, gdy podrzucimy nieco smakołyków. Toteż srokom poświęcaliśmy tylko krótkie sesje w przerwie innych - kiedy zajechaliśmy akurat na przerwę do kwatery, a w kuchni gotowały się kartofle lub nieśmiertelna zupka w proszku. Zupkę jadaliśmy, ale srok na zdjęciach jak nie było, tak nie było. Najwyraźniej czuły jakiś podstęp.
zobacz powiększenie w galerii
Sroka - Pica pica© Tomasz Kłosowski
Zaczęliśmy uczciwie poświęcać im całe godziny, ale tylko po to, by posłuchać dochodzącego zza pleców, jakby na szczotce od podłogi granego sroczego koncertu.
Teraz tkwię już kolejny raz na posterunku - bez większych nadziei. Starszawa gospodyni wygląda zza firanki i ma uciechę, widząc po raz kolejny beznadziejność tych zabiegów i dziwiąc się szczerze, że jakiś stary koń niczym harcerzyk pakuje się w szarugę do namiotu, by tam tkwić godzinami. Ale oto w kąciku kadru naraz dostrzegam srokę. Sadzi zgrabnymi podskokami wprost ku wyłożonej przynęcie. Wskakuje na pieniek jak na cokół, by ukazać się w całej okazałości. Nie fotografuj! - mówi mi instynkt podbudowany doświadczeniem, pochodzącym z wieloletnich niepowodzeń. Jak się za moment przekonam - dobrze mówi. Oczekiwany model jest wkrótce przy zdobyczy. Teraz już nie wytrzymam - pada strzał i... ptak znika. Nie, nie odlatuje, ale dosłownie znika. Nie znajduję na jego gwałtowną ucieczkę trafniejszego określenia. Jak zdmuchnięty. Ani tego odlotu nie widziałem, ani nie sfotografowałem. Nie, przepraszam. Na ekraniku widać z boku niebieskawą, okrutnie zamazaną plamę. To ślad sroczego ogona. I tyle.
A przecież tak wiele razy polowaliśmy przy nęciskach na różne ostrożne ptaki. Także krukowate.
zobacz powiększenie w galerii
Sroka - Pica pica© Tomasz Kłosowski
Sójki - bliskie przecież krewniaczki sroki - nie stwarzały kłopotów. Po kwadransie obiektyw stawał im się obojętny, całą uwagę skupiały na towarzyszkach konkurujących do jadła i na przestrzeganiu obowiązującej hierarchii. Kruk, owszem, okazał się bardzo lękliwy, ale... Usłyszawszy strzał migawki, podnosił uważnie głowę, po czym błyskawicznie chwytał po kolei kilka kęsów i z nimi dopiero, spryciarz, odlatywał. Sroka natomiast jak rażona uchodziła z niczym i sama jakby zamieniała się w nicość...
Aż raz przyleciała jedna, zupełnie niepłochliwa, spokojnie korzystająca ze stołówki, łażąca najzwyczajniej to tu, to tam. Patrzyłem na nią, jak sroka w gnat, zwłaszcza, że sama naprawdę wyglądała trochę jak gnat. Niezgrabna, mało kolorowa, jakby wyliniała. Zapewne młoda - jeszcze niedoświadczona i naiwna. To było pierwsze i ostatnie z fotograficznych spotkań ze sroką na podwórku.
Zresztą zima ciągnęła nas ku bardziej nietuzinkowym - jak się nam przynajmniej wydawało - tematom. Jak już siedzieć i wpatrywać się jak sroka w gnat w krajobraz w wizjerze - to w oczekiwaniu na jakiś imponujący cel: bielika, jastrzębia, a choćby i kruka.
zobacz powiększenie w galerii
Sroka - Pica pica© Tomasz Kłosowski
Ale długi czas przy nęciskach nic się jakoś nie zjawiało. Tylko w zaroślach wokół, niewidoczne z czatowni, pomstowały swymi skrzypiącymi głosami sroki. Zupełnie jak przedtem na podwórku. I tak, jak tam, żadna nie chciała podlecieć „na strzał".
Dopiero z końcem zimy pofatygowały się tu całą zgrają myszołowy, kruki, wreszcie jeden, drugi i trzeci bielik. I nagle całe to wiecznie głodne towarzystwo zostało otoczone przez niebieski krąg srok jak przez kordon policyjny. Teraz, w gromadzie, zanikła gdzieś ich ostrożność i lękliwość wobec oka obiektywu. Pilnie za to śledziły pana i władcę - bielika, na widok którego nieraz tu przybywały mocniejszą formacją i którego nie śmiały zaczepiać. Od ciągania bielików za pióra i ogony były tutaj kruki, pełniące w tym względzie solidarne warty. Sroki, póki co, trzymały się na bezpieczną odległość, zwykle czekając, aż się bielik czy bardziej dziarski myszołów najedzą, i dopiero przypuszczały szturm na stołówkę. Ale nie czubiąc się z przedstawicielami innych gatunków, jak to kruki i myszołowy mają we zwyczaju, tylko jakby z uszanowaniem podchodząc do resztek padłego, a wyłożonego na przynętę łosia.
zobacz powiększenie w galerii
Sroka - Pica pica© Tomasz Kłosowski
Może tam, na podwórku też tak było: wielka, łaciata istota z jednym okiem, tkwiąca martwo koło jadła najwyraźniej się jeszcze nie nasyciła - to może póki co lepiej nie podlatywać i jej nie przeszkadzać?
Teraz dzięki obecności innych ta niby-istota  w ogóle się nie liczyła, a my wreszcie mogliśmy pofotografować sroki. Ba, nawet wyłapywać ich kompozycje, rozmaite zestawienia i układy, zmieniające się jak w dziecięcym kalejdoskopie. Dość jednostronne w swych zachowaniach bieliki i kataleptyczne całymi godzinami myszołowy dość szybko nam się znudziły. Natomiast na tle ich brunatnej szarzyzny sroki wydały się niezwykle atrakcyjne i barwne. Bo takie też są. Pewien kłopot sprawia ich portretowanie, bo to ptaki mające czarne oczy na czarnym tle. Mało widoczne. Ich wydobycie, zwłaszcza wobec przytłaczającej bieli śniegu wokół, wymaga odpowiedniego światła, a ptak bez wyraźnie widocznych oczu wygląda trochę, jakby był martwy lub ślepy. No, ale ta okoliczność wymusza na fotografującym staranność i cierpliwość w oczekiwaniu na dogodne warunki. Nie powiem, te pospolite ptaki dały nam szkołę.
zobacz powiększenie w galerii
Sroka - Pica pica© Tomasz Kłosowski
Ale ma też ta skrzydlata modelka pewną łatwą do wykorzystania cechę swego wyglądu. Dobrze się mianowicie prezentuje, siedząc spokojnie na słupku czy gałęzi i cierpliwie czekając na swój udział w uczcie. Zdobyliśmy parę zdjęć srok lecących, ale naprawdę przyciągały wzrok te obrazki, które przedstawiały sylwetkę ptaka siedzącego, i to tyłem. Wtedy bowiem wychodzi na plan pierwszy przepyszny, barwny sroczy ogon, prawdziwa reklama ptasich barw strukturalnych. Gdy posiadaczka tego ogona leci, nigdy nie ukazuje on swoich walorów tak wyraźnie. Doszło do tego, że wracając z zimowych sesji, przegląd zdjęć i ich selekcję zaczynaliśmy właśnie od sroki i w nią się wpatrywaliśmy jak ona w gnat, zostawiając bieliki czy kruki na później lub na jutro. Bo też trafiło do nas, że sroka to ptak, o którym co najwyżej w czysto biologicznym sensie można powiedzieć, że wypadł sroce spod ogona...


Tomasz Kłosowski
O autorze
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif