• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Ptaki arrow Dziwonia - inwazja czerwonych ze wschodu!
 

Sonda

Jakiego typu informacji szukasz tu najczęściej?


 

Jaki korpus uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Jaki obiektyw uważasz za najlepszy do fotografowania ptaków?


 

Dziwonia - inwazja czerwonych ze wschodu! Email
Autor: Maciej Szymański   
Maciej Szymański Przeciętnemu Polakowi, a nawet temu więcej niż przeciętnemu (w kategorii: wiedza o przyrodzie ojczystej), nazwa dziwonia nie mówi dokładnie nic. Każdy normalny użytkownik języka dowiedziawszy się, że mowa o ptaku, natychmiast zadałby sobie pytanie: "co jest dziwnego w dziwonii?" Z pozoru odpowiedź na to pytanie jest prosta i negatywna - "nic". Dziwonia jest ptakiem wielkości wróbla, podobnym do wielu innych.
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
Czerwienie na głowie, piersi i kuprze dorosłych samczyków - i owszem: przepiękne, ale znamy je i u innych gatunków - czerwieńsze bywają gile, a samczyk makolągwy ma czerwień bardziej jaskrawą. Pozostałe kolory piór dziwonii to klasyczny zestaw brązów i szarości, przez które ptaki naszych szerokości geograficznych niezasłużenie uchodzą za nieatrakcyjne i szarobure. Młode samczyki kolorystycznie zmierzają od samiczej szarości ku samczej czerwieni. Grubszy niż u innych dziób jest tylko skromnym dzióbkiem w porównaniu z dziobem grubodzioba.  Niemal każda z pozostałych cech, czy obyczajów, które wymienilibyśmy opisując dziwonię, znajdzie swój odpowiednik u kilku przynajmniej gatunków polskich ptaków. Czyżby w dziwonii rzeczywiście nie było nic dziwnego?  Skąd zatem ta intrygująca nazwa? "Prosty lud" raczej jej nie ukuł, gdyż dziwonia nie była zbyt dobrze znana "prostemu ludowi". Jest to bowiem gatunek wschodni i północny, syberyjski (można go spotkać aż po Kamczatkę) i wprawdzie nie brakowało Polaków, którym "stworzono okazję" do poznania dziwonii na Syberii (lub jak kto woli na Sybirze), ale w tamtych stronach raczej "kupiliby" rosyjską nazwę "czeczewica", niż tworzyli własną i wieźli ją do Polski (dokąd większość przecież nie miała szansy wrócić).

zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
Jan Sokołowski w swoich pomnikowych "Ptakach ziem polskich" przechodzi nad nazwą dziwonii do porządku dziennego nie wdając się w dłuższe dywagacje. Uznaje ją (podobnie jak rosyjskie "czeczewica") za udatne naśladownictwo głosu dziwonii. Gdyby próbować tu wymyślać tzw. "etymologię ludową" można by zastanawiać się, czy dziwonia nie ma nic wspólnego z "piwonią" - i jedno, i drugie pąsowe i krągłe...

Pozostańmy jednak przy wyjaśnieniu J.Sokołowskiego i uznajmy, że w nazwie słyszymy piosenkę dziwonii. Warto piosence poświęcić chwilę uwagi. Jest bowiem tak charakterystyczna, że człowiek, który raz zapamięta jej melodię, nigdy już nie pomyli dziwonii z żadnym innym ptakiem, a usłyszawszy nawet jedną króciutką zwrotkę, wie, że trzeba się rozejrzeć za tym właśnie czerwonym (najczęściej - choć nie zawsze) śpiewakiem. Dzisiaj wydaje mi się to "oczywistą oczywistością", ale zanim nauczyłem się tego głosu z pewnością słyszałem go wiele razy i podświadomie przypisywałem jakiemuś innemu, znanemu wcześniej śpiewowi.
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
Jakiemu?! Żaden inny ptak w Polsce nie śpiewa nawet podobnie do dziwonii! Niemieccy badacze nasłuchawszy się śpiewów dziwoniowych samczyków strzegących granic ptasich terytoriów ustalili, że można odkryć od 3 do 9 różnych elementów takich pieśni (zazwyczaj u jednego samczyka występuje 4-5) i zgrupowali je w 5 "typowych typów". Od razu jednak zastrzegli się, że mogą one występować w praktycznie każdej możliwej kombinacji. Odkryli także inną ciekawą prawidłowość. Okazało się bowiem, że europejskie dziwonie - w odróżnieniu od wielu innych gatunków ptaków - trudno podzielić geograficznie według lokalnego dialektu. Nie znaczy to jednak wcale, że nie ma terenów, na których wszystkie dziwonie śpiewają podobne piosenki, różne od piosenek na innych terenach. Są to jednak raczej "towarzystwa śpiewacze". Otóż samczyk, który po powrocie z ciepłych krajów wybrał swoje terytorium i oznajmia wszem i wobec, że tutaj rządzi on, staje się wzorem dla nadciągających sąsiadów, którzy podchwytują jego piosenkę i sami zaczynają śpiewać podobnie.

Sam osobiście miałem okazję przekonać się, że jeden ptak potrafi śpiewać różne piosenki, chociaż ma swoją ulubioną, którą porzuca gdy trafi mu się intruz, który śpiewa inną.
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
Przybliża się wówczas do niego ze swoją pieśnią na dziobie, ale po chwili potrafi zaśpiewać piosenkę intruza - tak, jakby chciał mu powiedzieć "Też mi wielka piosenka, ja też tak potrafię!" i zaraz potem wraca do swojej melodii.

Pisząc o powrocie z ciepłych krajów, cisnęło mi się "na klawiaturę", żeby napisać "po powrocie z południa". Tymczasem w wypadku dziwonii sprawa nie jest aż tak prosta. Dziwonie wprawdzie zimują na południu, ale wybierają sobie południe znacznie odleglejsze niż niemal wszystkie nasze ptaki. Odlatują z Polski na wschód, czasem wręcz na północny wschód i dopiero tam skręcają na południe, aby spędzić zimę w krajach od Pakistanu po wschodnie Chiny. Czemu akurat tam? Lepszy klimat niż w Afryce? Smaczniejsza kuchnia? Czystsze plaże? Otóż nie - dziwonia jest jednym z tych gatunków, które nie są chyba jeszcze do końca przekonane, że zadomowiły się już w Europie na dobre. Pierwsze podboje zachodnich rubieży rozpoczęły w pierwszej połowie XIX w. Dziwonie dotarły do naszych dzisiejszych zachodnich granic i próbowały posuwać się jeszcze dalej. Na południu najdalszy lęg znaleziono w 1846 r. na terenie dzisiaj leżącym na południu Słowacji. O sukcesie lęgowym można mówić tylko w ujęciu naukowo-historycznym - cały lęg wraz z gniazdem trafił bowiem do Węgierskiego Muzeum Narodowego w Budapeszcie. Ostatecznie okazało się, że wyprawa dziwonii na zachód była tylko rekonesansem i w drugiej połowie XIX w. nastąpił odwrót.
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
Dziś już wiemy, że był to odwrót zwiadu, który wykazał, że nowe terytoria można bez większego trudu podbić. Od początku XX w. ruszyły główne siły. W latach 1910-1930 zaczęły opanowywać nasze wybrzeże aż po Wolin i Uznam oraz Wielkopolskę. Front południowy posuwał się nieco wolniej i Dolny Śląsk padł na dobre w latach 1964-70. Niewiele dłużej utrzymała się żelazna kurtyna na naszej zachodniej granicy i dziwonia ruszyła dalej na zachód. Dość powiedzieć, że dzisiaj w Europie wzrasta francuska (!)  i irlandzka (!!) populacja dziwonii.

Mimo tak udanego podboju dziwonie wybierając się na zimowy wypoczynek, na południu, wciąż jeszcze wolą lecieć tam drogą, którą przybyły do nas - czyli poprzez swoje rodzinne, wschodnie tereny. Ta trasa jest tak długa, że dziwonie "zdyszane" wpadają tylko na końcówkę europejskiego sezonu lęgowego (w drugiej połowie maja), szybciutko załatwiają lęgi i zaraz muszą pakować się do powrotu (na przełomie sierpnia i września). Pomimo, że trwa on tak krótko, zatrzymajmy się chwilę na osiadłym (żeby nie powiedzieć "przysiadłym" na chwilę) fragmencie życia. Pan dziwonia, bo to on wraca pierwszy, zaraz po przylocie obejmuje w posiadanie swoje terytorium. Najlepsze działki znajduje w dolinach rzecznych w tzw. krajobrazie półotwartym, czyli w terenie, w którym poza powierzchniami
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
porośniętymi trawami i niskimi "chwastami" znajduje kępy krzewów i drzew. Lubi także tereny wokół jezior, torfowiska z kępami krzaków, obrzeża lasów liściastych. Czasem decyduje się dzielić sąsiedztwo z człowiekiem. Zasiedla wówczas - w mniejszych miejscowościach - parki i sady. Dziwonia zdecydowanie nie lubi natomiast terenów suchych, chociaż - zapewne z obrzydzeniem i z braku mądrzejszego pomysłu na wolną działkę - w Azji zdarza jej się zamieszkać na skraju stepu.

Przyleciawszy zatem i obrawszy najlepsze miejsce, siada pan dziwonia na czubku czegokolwiek: drzewa, krzewu i zaczyna swoją śpiewkę. Jeżeli na sąsiednim drzewie siądzie drugi dziwonia, pośpiewają sobie w duecie. Często nie będzie im to w smak i mogą wziąć się za czuby, chociaż każdy z nich, dopóki pozostaje kawalerem, może siedzieć koło sąsiada, śpiewać i tolerować go. Jeśli jednak dojdzie do zwarcia, to zwolennicy teorii, że rozmiar nie zawsze przesądza o zwycięstwie, w tym przypadku nie mają racji. Potężniejszy samczyk pokaże słabeuszowi gdzie raki zimują. Sytuacja zmieni się, gdy pan dziwonia spotka "tę jedyną" i postanowią razem wieść trzy miesiące żywota. Wówczas czy to mały, czy chudy, nie ma znaczenia. Przepędza ze swojego terytorium każdego reflektanta na swoją szarą wybrankę, która wygląda - wypisz-wymaluj - jak oboje państwo
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
potrzeszczowie. Przy niedoborze działek do zagospodarowania, może zdarzyć się sytuacja, w której jedni państwo dziwoniostwo chętnie zamieszkaliby pod tym samym adresem, który upatrzyli sobie drudzy. Tu znów decydujące stają się rozmiary pana dziwonii - duży ma rację. Dziwonia na zagrodzie równy raczej wójtowi, aniżeli wojewodzie, jako że sprawuje swój samczy urząd na obszarze 1500-3000 m2. Zdarzają się też tereny, na których ta powierzchnia może być znacznie mniejsza. W rosyjskiej tajdze zagęszczenie 200 par na 1 hektar nie jest niczym niewyobrażalnym, a w kirgiskim Ałtaju są miejsca, w których na jeden hektar przypada nawet 270 par, nie mówiąc już o Estonii, gdzie na jednym hektarze podmokłych łąk 300 par zdecydowało się na lęgi (skądinąd to zrozumiałe - Estonia nie ma wielkiej powierzchni i gdzieś swoje dziwonie musiała zmieścić).

Potem już wszystko toczy się szybko i sprawnie - jak to w monogamicznej (zazwyczaj) rodzinie, która u dziwonii jest kontraktem jednorocznym (a ściślej rzecz ujmując - kwartalnym), z możliwością przedłużenia na rok kolejny. Para zasługująca na medal za najdłuższe pożycie wytrzymała ze sobą cztery lata. Obowiązki rodzinne małżonkowie dzielą sprawiedliwie - tzn. on siedzi i śpiewa, a ona buduje gniazdo i wysiaduje jajka. Bądźmy sprawiedliwi i my. On nie śpiewa po próżnicy - swoim śpiewem daje do zrozumienia innym dziwoniom, że nie należy się szwędać po okolicy, bo teren jest monitorowany.
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
W latach dwudziestych ubiegłego wieku Finowie znaleźli siedzącego na jajkach pana dziwonię. Jego płeć ustalili po tym, że zdarzało mu się co pewien czas nucić pod dziobem piosenkę, którą śpiewają ponoć wyłącznie panowie. Dziś już zbyt późno by ustalić, czy aby nie była to nadzwyczaj utalentowana wokalnie pani dziwoniowa.
Miejsce budowy gniazda wskazuje najpewniej pani dziwoniowa. Jest to zazwyczaj kępa krzaków - często maliniak, czy jeżyny. Najczęściej na wysokości ok. 120 cm. Miejsce to wskazuje nie komu innemu niż sobie samej. Potem krzątając się w promieniu 25 m zbiera materiały budowlane: suche trawy, parę cieniutkich gałązek do wzmocnienia zewnętrznego szkieletu, troszkę drobniutkich trawek i korzonków na wyściółkę, czasem trochę porostów i odrobinę roślinnego puchu. Montuje z tego wszystkiego gniazdo o średnicy 10-12 cm, wysokie na 7-8 cm. wyglądem bardzo przypominające gniazda pokrzewek. One jednak lubią dodać trochę pajęczyny, do czego dziwonia nie może się przekonać.
Nim w gnieździe pojawią się jasnoniebieskie jajka lekko na grubszym końcu kropkowane i kreskowane, dochodzi do niezwykle widowiskowych godów.
zobacz powiększenie w galerii
Dziwonia - Carpodacus erythrinus © Maciej Szymański
Na gałęzi czerwoniutki napuszony pan dziwonia rusza tanecznym krokiem ze śpiewem na dziobie ku pani dziwoniównie. Ona zadziera głowę i ogon, opuszcza drżące skrzydełka i czeka na oblubieńca. Raz w życiu udało mi się zobaczyć pana dziwonię w tym stanie. On w ogóle nie zwrócił na mnie uwagi, ale ja długo nie mogłem ochłonąć z wrażenia. Oto bowiem z żerdzi ogrodzenia okalającego pastwisko, obsadzone wierzbami i otoczone w wielu miejscach krzewami, zerwała się i trzepocząc skrzydełkami podfrunęła 1,5 m w górę, po czym jak trzepoczący spadochronik opadła na żerdź i zeskoczyła w krzak czerwona kula. Wielu z nas widziało pewnie na filmach toki afrykańskich wikłaczy ognistych. Ja miałem wrażenie, że patrzę na coś bardzo podobnego.
Efektem tych barwnych zalotów są jajka, których na gniazdo przypada 4,4 sztuki. Ten ułamek to oczywiście statystyka, a nie niedoróbka państwa dziwoniostwa. Potem już tylko 12 dni i w gnieździe otwierają się wiecznie głodne dzioby. Zaczyna się okres karmienia, w którym samiczkę zaczyna wspierać samczyk. Dziwonia jest ptakiem o nieco innych preferencjach jeśli chodzi o kuchnię i karmienie dziatwy niż inne ptaszki-wegetarianie. W odróżnieniu od nich, nie wpycha w swoje pociechy przede wszystkim białka zwierzęcego pochodzącego ze wszystkiego co małe i co porusza się samo. Owszem, dziwonia nie żałuje swoim maluchom również odrobinki owadziego mięska, ale stawia przede wszystkim na dania roślinne, które przed podaniem dobrze przygotowuje w wolu. Codzienne przygniazdowe obowiązki trwają zazwyczaj dwa tygodnie. Potem rodzinka przez kolejne niemal trzy tygodnie trzyma się razem. Razem snuje się po okolicy pożywiając się - tym razem już przede wszystkim roślinami. Wszyscy autorzy piszą, że lubi nasiona mniszka lekarskiego, które zbiera stojąc na ziemi i wspinając się na palce - napiszę i ja. Nie wszyscy piszą natomiast, że po nasionka zwisające na końcach gałązek drobnych łąkowych roślin potrafi sięgać w ekwilibrystyczny sposób wisząc głową w dół, a niekiedy zawisając w powietrzu na trzepoczących skrzydłach.

Jeśli sobie po kolei zsumujemy wszystkie wymienione dzionki i tygodnie nagle zauważymy, że na dziwonie nadszedł czas pakować się i lecieć. O kolejnych lęgach nie ma już co marzyć. Dziwonie odlatują pojedynczo, ale już w drodze zaczynają się łączyć w małe grupki, a w ciepłych krajach trafiają się całkiem pokaźne stadka. Z powrotem jednak ponownie ruszają pojedynczo. Nie ma ich u nas bardzo długo. Nie zdziwmy się zatem, kiedy pomyślawszy, że wrócili już do Polski wszyscy zimowi nieobecni, nagle usłyszymy jeszcze jeden nowy głos. Właściwie to ostrzeżenie jest zbędne - nie zdziwimy się. Tego głosu nie da się zapomnieć - to przecież głos dziwonii.

Maciej Szymański
O autorze


Więcej zdjęć dziwonii wykonanych przez autora można znaleźć w jego galerii.

 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif