• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Sesja z jaszczurem
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Sesja z jaszczurem Email
Autor: Kazimierz Pańszczyk   
Kazimierz Pańszczyk Piękny majowy poranek, kwieciste łąki, soczysta trawa, przejrzyste powietrze i wspaniałe widoki. Właściwie fragment ten bardziej nadaje się do reklamy Euroregionu Tatry niż do pechowej opowieści. Niemniej jednak prawda jest taka, że takich prawdziwie bezchmurnych dni na Podhalu w roku jest podobno nieco ponad dwadzieścia z czego złośliwcy powiedzą, że dni weekendowo słonecznych nazbiera się góra ze trzy. No, może aż tak pesymistycznie nie jest, ale faktem jest również i to, że dni pochmurnych, zimnych i wietrznych jest na Podhalu znacznie więcej niż, chociażby, w centralnej Polsce. A zatem jeśli chce się wykorzystać na Podtatrzu prawdziwe słońce i wolny dzień trzeba działać zdecydowanie i mieć, jak to się mówi, temat w kieszeni.
© Kazimierz Pańszczyk
Podtatrze© Kazimierz Pańszczyk
Niestety, w ten piękny majowy poranek, o którym będzie mowa, nie miałem zarówno tematu jak i pomysłu gdzie też wyruszyć na zdjęcia. Ptasich foto-pomysłów jakoś w tym czasie nie miałem, poza tym przejrzystość powietrza była owego dnia tak znakomita, że trzeba było koniecznie wykorzystać nieco szerszą perspektywę. Dlatego też postanowiłem wybrać się nieopodal Białki Tatrzańskiej, na Cisową skałkę, z której rozściela się bardzo ładna panorama. Po kilkunastu pejzażowych pstrykach moją uwagę przykuła spora ilość jaszczurek zwinek na tym wapiennym wzniesieniu. Pomyślałem sobie - a właściwie to czemu nie „powalczyć" z jaszczurkami, są jeszcze w okresie godowym i samce pysznią się bardzo ładnym, intensywnie zielonym kolorem. Pierwsza foto-przymiarka wypadła całkiem obiecująco, pomyślałem więc wówczas jak „rasowy cyfrant" - natrzaskam sobie trochę fotek, a później coś się z tego wybierze. Przyznaję, że nic głupszego w tym momencie nie można było wymyślić. Podchodząc w ten sposób do tematu zazwyczaj zbyt dużego wyboru, poza mnogością zdjęć, się nie ma, ale pierwsze koty za płoty już poszły. Po kilkunastu dokumentacyjnych pstrykach zacząłem myśleć o nieco ambitniejszym ujęciu. 
A może jakiś „zwinkowy" portrecik? Właściwie czemu nie? - pomyślałem.
W życiu bym nie przypuszczał, że przy tak banalnym temacie przyjdzie mi wylać tyle potu. W zasadzie trzeba było od razu dać sobie spokój, ale gdzie tam, jak zwykle nie było nawet o tym mowy. Zostałaby przecież niezmywalna plama na honorze, że tak banalnie dałem się wyrolować tej małej gadzinie. Zrodził się temat i co, nie ma zdjęć? Nie, nie. Tak absolutnie być nie mogło.
Wiedziałem, że do tematu trzeba podejść z jakimś pomysłem, a nie tylko ostrzelać serią modela i po kłopocie. Usiadłem zatem wygodnie i obserwowałem kilka zwinek jak w błyskawicznym tempie przemieszczają się wokół własnych norek. Wydawać by się mogło, że to bułka z masłem, w zasadzie żadne wyzwanie. Po krótkiej obserwacji wypatrzyłem sporej wielkości samca, który, z fotograficznego punktu widzenia, miał rewir w odpowiednim miejscu. No, bratku, pomyślałem, za chwilę zapozujesz mi tu ładnie, a w zamian za to znajdziesz się na zaszczytnym miejscu w mojej skromnej galeryjce. Rozłożenie i przygotowanie odpowiedniego układu optycznego trwało jakiś czas, ale co tam, nie miałem się do czego przecież spieszyć. Zwinka, mimo że bardzo zwinna, daleko przecież nie ucieknie. Położyłem się na wapiennym rumoszu skalnym naprzeciw nory mojego bohatera i czekam.
zap_2_012_450
Zwinka© Kazimierz Pańszczyk
Co prawda za wygodnie nie było, ale co tam, w gorszych warunkach już fotografowałem. Po mniej więcej 10 minutach samczyk powoli wychylił się ze swej mini pieczary. Zdawałem sobie sprawę, że dopóki nie wyjdzie do światła nie ma co fotografować. Najwyraźniej mojemu „jaszczurowi" też się nie spieszyło i postanowił przeczekać aż niebezpieczeństwo, to znaczy ja, wreszcie sobie pójdzie. Zapewne nie wziął pod uwagę, że nawet mi przez myśl nie przeszło aby się ruszyć sprzed jego pieczary. Obydwaj, jak to się mówi, poszliśmy w zaparte. Niestety, kamień coraz mocniej uwierał mnie w żebra, dlatego też zmuszony byłem się poprawić, a tchórzliwa gadzina, oczywiście, momentalnie ukryła się gdzieś w labiryncie swojego podziemnego królestwa. Po raz drugi ułożyłem się już wygodnie, głowę przyrzuciłem swetrem aby zrobić sobie troszkę cienia bo słońce zaczynało coraz mocniej przypiekać i czekałem bez mrugnięcia okiem jak rasowy pokerzysta na ruch mojego modela. Po jakimś czasie dojrzałem w cieniu nory, że coś się ruszyło. Widzę, między trawami, że bacznie mnie obserwuje. Ciekaw byłem co też ta gadzina sobie o mnie myśli? Oczywiście ani drgnę, czekam z palcem na wężyku spustowym gotowy do strzału. Mój bohater jakoś nie miał ochoty się wychylić. Słońce przypiekało coraz mocniej. Jednak po pewnym czasie przemógł się i wreszcie wyszedł. Szybkie wyostrzenie szkiełka i ciach. Trzask migawki sprawił, że zobaczyłem tylko znikający ogon. 1\125 sekundy może okazać się czasem zbyt długim na tak szybkie zwierzątko.
No nic, czekamy zatem na ujęcie numer 2.

Dochodziła już gdzieś godzina 10:00, słońce zaczynało grzać niemiłosiernie. Południowy stok, a na nim ja ustawiony centralnie w stronę słońca - to niestety robiło swoje.
zap_3_012_450
Zwinka© Kazimierz Pańszczyk
Ale oto mój bohater ponownie po 20 minutach łaskawie wysunął się do kolejnego ujęcia, jednak nie na tyle abym zaryzykował kolejny pstryk. W pewnej chwili jak błyskawica zniknął w norce. Przyznam, że byłem trochę zaskoczony, co też go spłoszyło? Ale, za moment, wszystko było już jasne. Jakiś sporej wielkości ptak przeleciał tuż nade mną. Co prawda nie widziałem go, ale po świszczeniu lotek miałem przeczucie, że będzie to kruk. I nie myliłem się. Po chwili usiadł na pobliskim świerku i odezwał się swoim charakterystycznym głosem. Pomyślałem sobie - jeszcze teraz mi się tu kruczysko przyplątało w trakcie portretowania zwinki. Wiedziałem, że jak się tylko ruszę, to kruk się ulotni, a i tak na mojego podejrzliwego jaszczura trzeba będzie znowu czekać dobre pół godziny. Po chwili usłyszałem drugiego osobnika - ponownie świst lotek, ale tym razem miałem wrażenie że usiadł gdzieś niedaleko za mną. W jakiej odległości, trudno powiedzieć, nie widziałem, a i ruszyć się nie miałem zamiaru. Czekałem cierpliwie, tymczasem kruczysko najwyraźniej jak na złość okropnie zaczęło się drzeć, jakby je kto nakręcił. Wrzeszczy niemiłosiernie i to w dodatku teraz w trakcie tak ważnego ujęcia. Ponownie usłyszałem świst ciętego powietrza. Tym razem przeleciał bardzo nisko nade mną, usiadł na pobliskim drzewie i wydziera się wniebogłosy. Staram się ani drgnąć, kątem oka widzę spod swetra, że to chyba młody osobnik. Kto wie czy nie wziął mnie za jakieś padło, bo wydawało mi się, że strasznie się mną interesują. No i chciał nie chciał, powstał nowy foto-dylemat, zwinka czy może kruki? Nic, leżę i czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Poza kruczym wrzaskiem i lejącego się ze mnie potu nic się nie dzieje.
zap_4_012_450
Kruk  - Corvus corax© Kazimierz Pańszczyk
W ostatnich 30 minutach zrobiło się potwornie gorąco, na domiar zaczynają mnie boleć łokcie i żebra od tego ciągłego leżenia. Pomyślałem sobie, że jeszcze chwilę wytrzymam, ale jak nic się nie wydarzy najdalej za 10 minut wstaję, choćby nie wiem co.
Po kilku minutach pojawił się jeszcze jeden kruk. No nie, jeszcze jednego tu przywlokło ...
Ale zauważyłem, że dwa pozostałe, które narobiły tyle hałasu oddaliły się. Pod ich nieobecność szybko zmieniłem obiektyw i czekam - skoro zwinka nie chce, to może kruczek zapozuje? Ale gdzie tam, usiadł na gałęzi daleko poza zasięgiem trzysetki i najwyraźniej zaczął delektować się tutejszymi widokami.
Niemal w tym samym czasie „dolepiło" się do mnie jeszcze jakieś wstrętne muszysko, wlazło mi pod sweter i łazi mi po szyi. Swędzi jak diabli, jak się podrapię to nici ze wszystkiego. Kącikiem ust zdmuchuję ją w momencie gdy zaczyna włazić mi na policzek. Na szczęście, w końcu odleciała, ale miejsca gdzie jeszcze przed chwilą łaziła swędzą niemiłosiernie. W międzyczasie do nory mojego modela zbliżyła się inna, nieco mniejsza zwinka. Mój jaszczur nie zważając na nic wypadł ze swojej pieczary jak błyskawica atakując zawzięcie rywala. Walka trwała dwie, góra trzy sekundy, nawet nie zdążyłem zauważyć co też się stało i gdzie podziały się obie jaszczurki. W ferworze tej błyskawicznej walki zniknęły gdzieś między kamieniami. W tej sytuacji miałem już wszystkiego dosyć, sesję uznałem za zakończoną.
Pozostał jeszcze dokumentacyjny pstryk kruka, obolały i niemiłosiernie spocony z wielkim trudem podniosłem się z tego wapiennego rumoszu. Spędziłem, leżąc na kamieniach, bez mała półtorej godziny w palącym słońcu, niestety, nie realizując nawet w połowie zakładanego wcześniej pomysłu. Jeszcze dwieście lat temu uznałbym, że to zła czarownica przysłała na Cisową swych kruczych posłańców, aby popsuć mi dzień. Niestety, dzisiaj jest już mniej romantycznie i to co się stało owego dnia trzeba nazwać poprostu foto-porażką.

Tekst i foto:
Kazimierz Pańszczyk
O autorze
 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif