• foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
  • foto-ptaki.pl
foto-ptaki.pl arrow Fotoopowieści arrow Pociąg do żurawi
 

Sonda

Sprzętu jakiej marki używasz najczęściej?


 

Jak archiwizujesz zdjęcia?


 

Pociąg do żurawi Email
Autor: Grzegorz i Tomasz Kłosowscy   

Najlepiej opowiada się o zdjęciach, które nie powstały, choć fotograf mocno o nie zabiegał. O tych, co powstały, dużo trudniej, a o doskonałych nie ma po co opowiadać, bo mówią same za siebie. Takie prawo urodziło nam się po latach fotografowania przyrody i snucia o tym niezliczonych opowieści.

01
Żuraw (Grus grus) ˆ G. i T. Kłosowscy

Zawsze mieliśmy ogromny pociąg do żurawi. Niżej podpisany także do... pociągów, będących dlań czymś w rodzaju dużych, ruchomych zabawek. Przyszła wreszcie okazja do zderzenia obu pasji. Nie, nie żurawia z pociągiem, ale obu tych tematów. Zakończona, niestety wykolejeniem.

Przez całą jesień ścigaliśmy się z żurawiami po mazurskich polach i mokradłach, by zdobyć należyte zdjęcia z ich zlotów i noclegowisk. Termin oddania do druku albumu naglił, zresztą w owym czasie nasz pociąg do żurawi nie znał ni umiaru, ni granic. A szło jak po grudzie. Całkiem zresztą dosłownie. Ciężka, gliniasta, pełna kamieni i brył zeschłego błota ziemia mazurska nie była zbyt gościnna dla tych, którzy musieli wjeżdżać samochodem, wcale jeszcze nie terenowym, na trzeciorzędne, tonące w chwastach polne dróżki, by tylko zbliżyć się do żerujących na ścierniskach stad. Najgorsze było to, że ptaki na swoje miejsca noclegowe, gdzie ich koncentracja jest przecież największa, zlatywały się dopiero o zmierzchu, zaś rano odlatywały przed wschodem, i to bezładnymi grupami, w przeróżnych kierunkach. Na dobitkę tymi noclegowniami były grząskie, zagubione w trzcinach płycizny jezior. Żadnej widoczności, a miejsca te otoczony bywają jeszcze na domiar złego pastwiskami, ogradzanymi drutem kolczastym. Nie mieliśmy tu łatwego życia i codzienne pobudki po ciemku dawały tylko nikłe, nie warte pokazywania w albumie efekty.

02
Ach, żeby tak pociąg wjechał w kadr, a żurawie wzleciały... ˆ G. i T. Kłosowscy

Pozostawało jedynie tropienie stad, rozsypanych po polach. Ptaki wśród nich żerujące są jednak bardziej niż kiedykolwiek płochliwe, trudno je zajść czy podjechać, a poza tym zmieniają miejsca pobytu z dnia na dzień i nigdy nie wiadomo, czy do poprzedniego stanowiska jeszcze powrócą. Mieliśmy jednak na oku jedno miejsce w miarę stałe. Na wypukłości sporego pagórka chętnie przesiadywało co dzień stado jakichś 30-40 ptaków. Widocznych jak na dłoni wśród pozostałych po żniwach, malowniczych wstęg słomy, tak typowych dla tutejszych wielkich pól. Zaś przed pagórkiem, na pierwszym planie widniał porastający z wolna zielskiem tor linii kolejowej Biskupiec Reszelski-Szczytno. Wyłaniał się z rozcinającego wzniesienie wykopu po prawej, by zaraz zniknąć w takim samym wykopie po lewej. W głębi majaczył piętrowy, ceglany budynek zapomnianej stacji. Na parterze, wśród wątpliwej świeżości woni starej poczekalni, hulał jesienny wiatr, na piętrze gnieździła się jakaś samotna, być może kolejarska rodzina. Ale stacyjka była martwa, okienko kasy zaplombowane. Bo też linią kursowała już tylko jedna para pociągów: rano skład jechał do Szczytna, pod wieczór z powrotem.

04
Żuraw (Grus grus) ˆ G. i T. Kłosowscy

A że wszystko, co ginące i zapomniane pociągało mnie z magnetyczna siłą, postanowiłem zrobić z pociągu użytek. Patrząc na widok przed sobą, wymyśliłem taki obrazek: czoło pociągu wjeżdża w kadr, a w głębi porywają się spłoszone łoskotem żelastwa żurawie. A może i wcale się nie porywają, tylko tkwią na swych miejscach, ignorując leciwą maszynę. Też dobrze. W ogóle lubię wymyślać zdjęcia, polować najpierw w głowie, dużo mniej mnie ekscytuje to, co zastane lub złowione przypadkiem. Więc się przy pomyśle uparłem.

I oto stoję o szarym poranku przy statywie, podpierającym ciężki zestaw złożony z aparatu Mamyija 4,5x6 z obiektywem 5,6/500. Ptaki już są – zwykle bardzo punktualne, czego na ogół nie można powiedzieć o pociągach. Ale o właściwej porze zaczyna z dala rozlegać się warkot silnika, rozrzucany przez echo po różnych ścianach mazurskiej kniei. A może to ciągnik? Nie, w pewnym momencie już nie ma wątpliwości, że to warczy, wprowadzając świat w wibrację ciężki spalinowy kolos, ciągnący ze dwa prawie puste wagoniki, pewnie razem ze trzy razy lżejsze od niego. Zamieram w oczekiwaniu. Dźwięk narasta, zdaje się dochodzić z nieba i ziemi jednocześnie. Gdy jest bliski apogeum, zaczyna nagle dobiegać wyraźnie z jednego kierunku. Ale co to? Słyszę, że pociąg nadjeżdża z przeciwnej strony, niż spodziewana! Jak to? Czyżbym źle odczytał rozkład jazdy?

08
Żuraw (Grus grus) ˆ G. i T. Kłosowscy

Nie było czasu do zastanowienia. Obróciłem obiektyw o ponad dziewięćdziesiąt stopni ku wylotowi nasypu z lewej strony, skąd dobiegał hałas. I nadal narastał, był już właściwie tu, przy mnie, a w wylocie nasypu nie ukazywało się nic! Odruchowo zerknąłem w prawo, w poprzednim kierunku i oto z rozpaczą ujrzałem cielsko lokomotywy, które wyłoniło się z tej strony, co powinno, a teraz metr po metrze wnikało w panoramę z żurawiami. Zwrot obiektywu do poprzedniej pozycji. Za późno! Skład już wjechał w kadr i całą długością zasłonił większość ptaków. Próbowałem jeszcze z rozpaczą uchwycić końcówkę pociągu, jak odsłania ona widok na żurawie. Ale to już nie było to... Po prostu echo, odbite od pagórka po lewej ręce tak paskudnie zmyliło mnie i spowodowało niepotrzebną zmianę akcji. Cóż, widać, że fotografowi przyrody dobry słuch może się przydać nawet bardziej, niż bystry wzrok.

Tymczasem przymrozki wygoniły ptaki z tego miejsca, zachęcając do wędrówki w kierunku zimowisk. Trudno, powtórzymy akcję w przyszłym roku – postanowiłem sobie solennie. Ale dwa miesiące później nierentowną linię zamknięto. Okazało się, na zawsze. Oto współczesny paradoks: zdjęcie nie powstało nie dlatego, że wyginęły ptaki, tylko pociągi...

 
 
2007-2017 © Paweł Wietecha, nota prawna
 jesteśmy też na facebooku ostatnia aktualizacja: 05.04.2015, 18:29co nowego?
1x1px_trns.gif